Zastanawiam się nad czymś, co nie daje mi spokoju od jakiegoś czasu. Wszędzie czytam, że afirmacje na pewność siebie brzmią mniej więcej tak samo - 'jestem pewna siebie', 'wierzę w swoje możliwości' i tak dalej. Ale ja po kilku tygodniach codziennego powtarzania czuję... nic. Zero zmiany. Znajoma robi dokładnie to samo i mówi, że u niej działa świetnie. Czy to możliwe, że te same słowa działają na jedną osobę, a na drugą nie? Czy może po prostu źle to robię?
Myślę, że to całkowicie możliwe. Afirmacja to nie zaklęcie, które działa niezależnie od osoby wypowiadającej. Chodzi o to, żeby słowa trafiły do twojego podświadomego przekonania, a nie tylko przez głowę przeleciały. Pytanie do Ciebie - czy kiedy to powtarzasz, wierzysz choć trochę w to, co mówisz? Bo jeśli w środku czujesz opór, to sam akt powtarzania może dawać odwrotny efekt.
słyszałam o tzw. afirmacjach pomostowych. Zamiast 'jestem pewna siebie' mówisz 'uczę się być pewna siebie' albo 'każdego dnia staję się bardziej spokojna w swoich decyzjach'. Coś pomiędzy tym, gdzie jesteś, a tym, dokąd chcesz dojść. Podobno mniej oporu, bo umysł nie protestuje tak mocno.
Lawendowa ma rację co do samego mechanizmu oporu, ale bym to trochę doprecyzował. Problem nie leży tylko w sformułowaniu. Afirmacja to praca z przekonaniami, a przekonania są mocno powiązane z historią danej osoby, z tym co dostała w domu, co przeżyła. Dwie osoby mówiące identyczne słowa mogą mieć zupełnie inne skojarzenia emocjonalne z tym, co te słowa oznaczają. Ktoś, u kogo pewność siebie kojarzy się z arogancją, będzie nieświadomie blokował każdą afirmację na ten temat, bez względu na jej brzmienie.
A mnie zastanawia inny aspekt tego, co pisze Kabalistka05. Jej znajoma robi to samo i działa. Ale czy na pewno robi 'to samo'? Kiedy piszemy, że ktoś 'robi afirmacje', to kryje się pod tym milion różnic - pora dnia, stan emocjonalny, czy mówi na głos czy w myślach, czy patrzy przy tym w lustro. Naprawdę trudno porównywać dwie osoby i mówić, że praktyka jest identyczna.
Zatrzymajmy się na chwilę, bo dyskusja idzie w dobrym kierunku, ale gubi się jedno ważne rozróżnienie. Mówimy o dwóch różnych rzeczach zamiennie: o formule afirmacji i o mechanizmie, który za nią stoi. To nie to samo. Formuła może być identyczna u dziesięciu osób, ale każda z nich przynosi do tej praktyki inną historię emocjonalną, inne ciało, inny oddech. Sama formuła to tylko wejście - co się z nią stanie dalej, to już zależy od osoby. Dlatego odpowiedź na pytanie tytułowe brzmi: tak, różne osoby potrzebują różnych formuł, ale nie dlatego że słowa mają magię same w sobie, tylko dlatego że różne słowa otwierają u różnych ludzi inne drzwi.
zwykle trzeba przetestować. I to nie przez jeden dzień. Minimum kilka dni z jedną formułą, żeby zobaczyć, czy opór maleje, czy rośnie. Jeśli po tygodniu nadal czujesz to samo 'ale nieprawda' co na początku, formuła nie pasuje do ciebie na tym etapie.
Szczerze to jestem sceptyczna wobec całego tematu, ale pytam z ciekawości - jeśli afirmacja musi być 'twoja' i 'dopasowana', to w czym różni się od zwykłego motywacyjnego gadania do siebie w lustrze? Bo brzmi jakby zasada 'każdy musi własną' w sumie podważała cały sens gotowych zestawów afirmacji, które się kupuje w kursach.
Mam inne doświadczenie z tym tematem. Przez długi czas używałam afirmacji z konkretnego zestawu i czułam, że nic się nie dzieje. Ale zaczęłam je mówić wieczorem, zaraz przed zaśnięciem, i coś się zmieniło. Nie wiem, czy to kwestia formuły, czy raczej momentu, kiedy umysł jest bardziej otwarty. Może czasem nie chodzi o to CO się mówi, ale KIEDY.
Obie pory mają swoje uzasadnienie, ale mechanizm trochę inny. Stan hipnagogiczny przed snem to rzeczywiście moment zmniejszonej kontroli krytycznej - umysł jest zmęczony, granica między świadomym a podświadomym jest cienka. Rano po przebudzeniu jest podobnie, ale krótko - szybciej wracamy do trybu analitycznego. Kluczowe jest to, żebyś w momencie wypowiadania afirmacji nie była w trybie oceniania. Dlatego zresztą te same słowa wieczorem mogą działać na kogoś, a rano nie - nie dlatego, że formuła jest zła, tylko że kontekst fizjologiczny jest inny.
Ale właśnie to jest dobre pytanie. Numerologia daje pewien wzorzec predyspozycji, ale nie determinuje. Ktoś z mocną 1 i ciężką historią rodzinną może mieć dokładnie ten sam opór co ktoś z 2, bo przekonania z dzieciństwa często nadpisują to, co wynika z profilu. Więc zgoda - nie można przypisywać wszystkiego jednemu systemowi. Ale z drugiej strony, jeśli wzorzec się powtarza wystarczająco często, to może warto go uwzględnić jako zmienną, nie jako przyczynę jedyną.
To co pisze Malachitka98 jest dla mnie trochę zaskakujące. Myślałam że afirmacja powinna od razu działać kojąco. A tu wychodzi, że lekki dyskomfort to dobry znak? Jak go odróżnić od tego złego oporu, o którym pisał Hellan?
to ważne rozróżnienie. Lekki dyskomfort, o którym pisze Malachitka98, to coś w stylu 'mmm, nie jestem pewna czy to prawda, ale chciałabym żeby było'. Jest w tym jakieś napięcie między stanem obecnym a kierunkiem. Zły opór natomiast to twarda ściana - śmiech z niedowierzania, poczucie że kłamiesz sama sobie, albo wręcz irytacja na samą afirmację. Pierwsze można przejść, drugie sygnalizuje że formuła jest albo zła, albo czas na nią jeszcze nie przyszedł.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale im więcej czytam, tym bardziej mi się wydaje że to co opisujecie to zwykła psychologia. Afirmacja z 'dobrym napięciem', z 'kierunkiem', z 'historią osobistą' - to brzmi jak terapia poznawczo-behawioralna. Gdzie tu jest coś specyficznie ezoterycznego?
Dobrusia.ka zadała konkretne pytanie i myślę że warto na nim zostać chwilę. Bo jeśli mechanizm jest ten sam - to czy w ogóle ma znaczenie, czy robimy 'afirmację ezoteryczną' czy 'technikę CBT'? Czy to tylko kwestia oprawy?
To co pisze Malachitka98 o stanie wejścia jest dokładnie tym, co sama odkryłam przy pracy wieczornej. Nie zmieniłam formuły, zmieniłam tylko moment i otoczenie. Kilka minut spokoju, świeczka, cisza. I te same słowa nagle robiły coś innego. Więc chyba nie sama formuła jest kluczem, ale też to, kim jesteś w momencie gdy ją mówisz.
Ale to trochę frustrujące, prawda? Bo z tego wynika, że nie ma żadnej odpowiedzi na to czy afirmacja na pewność siebie działa dla wszystkich. Każdy i tak musi sam sprawdzić. A ja właśnie o to pytałam na początku.
no tak, ale to nie jest zła wiadomość. Wiesz teraz co testować - nie tylko samą formułę, ale też kiedy ją mówisz, jak się czujesz przed, czy słowa są twoje czy cudze. To jest dużo więcej informacji niż 'spróbuj tej afirmacji'. I moim zdaniem właśnie o tym jest cały ten wątek - że odpowiedź na twoje pytanie brzmi: nie, jedna formuła nie działa dla wszystkich, ale nie dlatego że afirmacje nie działają, tylko dlatego że każda osoba potrzebuje własnych warunków.
Zgadzam się z Lawendową. I wracając jeszcze do kwestii języka - wydaje mi się że to jest jeden z tych parametrów który jest bardzo niedoceniany. Sama formuła napisana 'ładnie' przez coacha może być skutecznie martwa, bo jest literacka, a nie twoja. Natomiast 'stawam się coraz spokojniejsza w tym co robię' powiedziane własnym głosem z własną składnią - może trafić dużo głębiej. Ktoś to testował świadomie?
Wróćmy na chwilę do pytania Kabalistki05 z początku rozmowy, bo myślę że jesteśmy teraz w stanie odpowiedzieć konkretniej. Nie, ta sama formuła nie działa identycznie dla wszystkich i nie dlatego że jest zła - tylko dlatego że formuła to jeden element systemu. Działa razem ze stanem osoby, jej historią, kontekstem, językiem i momentem. Zmiana któregokolwiek z tych czynników zmienia efekt. To nie jest wymówka, to jest po prostu jak działa ta praca. I dlatego ktoś, kto pisze że u jej znajomej to samo działa - prawdopodobnie nie robi dokładnie tego samego.
To trochę rozbija moją dotychczasową myśl o tym. Bo zaczęłam ten wątek z pytaniem o formułę - czy każdy musi mieć własną. A tu wychodzi, że formuła to prawie najmniej ważny element. Czy dobrze to rozumiem?
Nie do końca. Formuła ma znaczenie, ale jako punkt wejścia, a nie jako główny mechanizm. Możesz trafić w bardzo dobry punkt wejścia i wtedy reszta pracy idzie szybciej. Możesz trafić słabo i tracić energię na opór który wynika wyłącznie z doboru słów. Więc - nie jest nieważna, ale nie działa sama.
Okej, ale skąd w ogóle wiadomo co 'boli' wystarczająco mocno żeby w to celować? To brzmi jak coś co wymaga dużo samoświadomości zanim w ogóle zaczniemy. A co z osobami, które nie wiedzą skąd się bierze ich brak pewności siebie?
Irenka08 dobrze to ujęła. Ja jeszcze dodam, że ten etap 'sondowania' bywa niekomfrtowy, bo można natrafić na coś czego się nie spodziewałaś. Miałam tak ze zdaniem które z zewnątrz wyglądało neutralnie, a przy powiedzeniu na głos zupełnie mnie rozkręciło. Okazało się że tam był jakiś stary węzeł.
To co opisuje Tamarka80 - ta reakcja przy trzecim powtórzeniu - bardzo mi to bliskie. Miałam podobnie i przez chwilę chciałam tę formułę odrzucić właśnie dlatego że wywoływała dyskomfort. Na szczęście nie odrzuciłam. Ale zastanawiam się, czy jest jakiś sygnał który odróżnia 'to jest właśnie ta formuła' od 'to po prostu boli i nie tędy droga'.
Słucham tej rozmowy i widzę że wszyscy mówią o formule jako o czymś co się testuje i modyfikuje. Ale wróćmy na chwilę do pytania z tytułu. Bo różne formuły na ten sam cel to jedno. Ale jest też pytanie odwrotne - czy ta sama formuła może dla różnych osób realizować zupełnie różne cele? Tzn. 'jestem pewna siebie' dla jednej osoby to ćwiczenie tożsamości, dla innej to magiczne przyciąganie okoliczności. Czy to ma znaczenie?
Ale to by znaczyło że nigdy nie możemy po prostu wziąć gotowej afirmacji z internetu i czekać na efekt? Zawsze trzeba ją przerabiać, testować, czekać tygodniami? Bo to brzmi bardzo skomplikowanie jak na coś co miało być prostym ćwiczeniem.
