Myślę, że to jest właśnie sedno. Jeśli 'my' jesteśmy częścią rzeczywistości, to zmiana w nas jest zmianą rzeczywistości. Ale to prowadzi do kolejnego pytania - czy ta zmiana wychodzi poza nas? Czy afirmacja zmienia coś w tym, co jest na zewnątrz podmiotu, niezależnie od jego działań?
Przepraszam, że wchodzę z takim podstawowym pytaniem, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czy wy mówicie teraz o tym, że afirmacja może coś zmienić w świecie nawet bez działania ze strony osoby, która ją robi? Czy to w ogóle jest możliwe?
Dziękuję za tę rozmowę, naprawdę wiele mi daje. Mam jedno pytanie do wszystkich, bo jestem tutaj trochę zagubiona - czy jest jakiś sposób, żeby samemu sprawdzić, czy moje afirmacje 'wychodzą poza mnie', czy tylko zmieniają mój sposób myślenia? Jak to w ogóle można odróżnić?
Słuchajcie, to co mówi Leontyna jest chyba kluczowe dla całego tego wątku. Pytałam na początku, czy afirmacje zmieniają rzeczywistość czy nas - ale może ważniejsze jest pytanie, po co chcemy wiedzieć, które z tych dwóch. Bo w zależności od odpowiedzi na to pytanie, inaczej będziemy patrzeć na całe to doświadczenie. Nie zamykam tematu, bo mam jeszcze jedno pytanie - czy ktoś z was miał sytuację, w której efekt afirmacji był wyraźnie sprzeczny z tym, co zrobił? Tzn. zamierzał jedno, a wyszło coś innego?
To pytanie 'po co chcemy wiedzieć' jest dla mnie dużym krokiem naprzód w tej dyskusji. Ale mam wrażenie, że ono samo w sobie zakłada pewien pragmatyzm - że wiedza ma służyć celowi. A co, jeśli ktoś po prostu chce wiedzieć, jak to działa, bez żadnego praktycznego zastosowania? Czy to nie jest równie ważny powód?
Wróćmy na chwilę do tego, co powiedziała Wincentyna o notatkach z datami. Zaczęłam robić coś podobnego, ale zatrzymałam się na pewnym problemie - jak notujesz afirmację i potem 'zdarzenie'? Mam na myśli, gdzie stawiasz granicę między zmianą mojego zachowania a zmianą czegoś zewnętrznego? Bo w praktyce to mi się zlewa.
Właśnie chciałam zapytać o to, co mówi Leontyna. Bo ja sama na początku robiłam dokładnie to - wierzyłam, że wystarczy afirmować, i jakoś samo wyjdzie. I rzeczywiście nic nie wychodziło przez kilka miesięcy. Dopiero jak zaczęłam traktować afirmację jako punkt wyjścia do działania, coś się zmieniło. Ale nie wiem, czy to jest dowód na mechanizm, czy po prostu na to, że zaczęłam w ogóle cokolwiek robić.
Dziękuję, że to powiedziałaś, bo trochę się gubiłam słuchając tej rozmowy. Czy to znaczy, że nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu i każdy po prostu doświadcza tego inaczej? Czy jednak jest jakiś wspólny mianownik, który eksperci tu widzą?
Przepraszam, że znowu wchodzę z prostym pytaniem - ale co to znaczy, że zmienia to, na co zwracamy uwagę? Chodzi o to, że zaczynamy inaczej widzieć to samo, co było zawsze? Czy że rzeczywiście szukamy czegoś innego i przez to coś 'tworzymy' w naszym otoczeniu?
Słucham tej rozmowy i mam wrażenie, że trochę kółko się kręci wokół jednego pytania - czy afirmacja działa 'sama' czy przez działanie. A nikt jeszcze nie zapytał, co znaczy 'działa'. Bo chyba to jest problem - że każdy tu przyjmuje inne kryterium sukcesu i dlatego trudno się zgodzić?
Przepraszam, że wchodzę z czymś prostym, ale właśnie mnie to uderzyło. Jak mówicie 'zmiana rzeczywistości' - to czy rozumiecie przez to np. że ktoś dzwoni do nas, chociaż o nim afirmowaliśmy, czy raczej że my sami zaczynamy inaczej reagować na otoczenie? Bo to są dwa zupełnie różne twierdzenia.
U mnie było właśnie tak, jak mówi Michasia - siedziałam i czekałam, że coś się zmieni samo. I dopiero jak zaczęłam pytać siebie, co ja robię inaczej, to zaczęło się coś ruszać. Czy to znaczy, że afirmacja tylko uruchomiła moje działania? Może. Ale czuję, że ta zmiana była głębsza niż samo zachowanie.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam pytanie z zupełnie innej strony. Czy ktoś z was używa do afirmacji jakichś przedmiotów - kamieni, kryształów, czegoś, co trzyma intencję? Bo ja zacząłem eksperymentować z tym i zastanawiam się, czy to zmienia mechanizm działania, czy tylko dodaje skupienie.
Chcę tu dopowiedzieć coś od siebie, bo zaczęłam ten wątek i trochę odpłynęłam od swojego własnego pytania. Tytułowe 'zmienia nas czy zmienia rzeczywistość' - myślę, że źle je postawiłam. Bo może to nie jest opozycja. Jeśli ja się zmieniam wystarczająco głęboko, to moje otoczenie też reaguje inaczej. Czy to jest zmiana rzeczywistości? Zależy, jak dużo dajesz wnętrzu.
To ciekawe, bo prowadzę notatki z praktyki i rzeczywiście zauważyłam, że największe zewnętrzne zmiany następowały po tych sesjach, gdzie coś naprawdę drgnęło wewnętrznie - nie po mechanicznym powtarzaniu. Ale nie wiem, czy to jest prawidłowość, czy moja własna selekcja wspomnień.
Mam wrażenie, że w tej dyskusji trochę pomijamy rolę podświadomości. Afirmacje działają głównie na ten poziom - i jeśli podświadomość zmienia wzorce, to zmieniają się też decyzje, a za nimi rzeczywistość. To nie jest magia, to jest psychologia głębi. Właściwie te dwa mechanizmy nie wykluczają się.
W numerologii też jest podobna zasada - liczba wibruje silniej, gdy masz z nią osobistą relację, nie tylko intelektualną. Afirmacje do swojej liczby życia mają być zakorzenione, nie wyrecytowane. Ale to inna technika niż klasyczne afirmacje, bardziej spersonalizowana.
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem - jak w ogóle wiadomo, że afirmacja dotarła? Znaczy, czy jest jakiś sygnał, że to nie jest tylko wersja placebo, że coś realnie się przestawia? Pytam, bo dopiero zaczęłam i chcę wiedzieć, czego szukać.
Wracając do tego, co pisała Kasjopeja_O na końcu - że nie da się odpowiedzieć raz na zawsze. Ale czy to nie jest trochę wygodna wymówka? Bo jeśli nie ma żadnego wskaźnika, ani wewnętrznego ani zewnętrznego, to skąd w ogóle wiemy, że to nie jest zwykłe myślenie życzeniowe? Pytam serio, bo to mnie blokuje od miesięcy.
To z tym oporem jest ważne, bo moim zdaniem właśnie opór wskazuje, gdzie podświadomość jeszcze nie przyjęła afirmacji. Nie ma co walczyć z oporem siłą - lepiej zejść o poziom niżej i sprawdzić, skąd się bierze. Czasem wystarczy zmienić jedno słowo w zdaniu i opór znika.
Przepraszam że się wtrącam, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Skoro afirmacje mają zmieniać podświadomość, to ile czasu to realnie zajmuje? Bo wszędzie czytam coś innego - raz 21 dni, raz 66, raz 'tyle ile trzeba'. Czy jest jakaś bardziej konkretna odpowiedź?
A ja mam takie może głupie pytanie - czy afirmacje można robić po cichu, w myślach, czy muszą być mówione na głos? Czytałam gdzieś, że mówione na głos działają inaczej, ale nie wiem czy to prawda.
W numerologii mówi się, że dźwięk ma swoją wibrację i wypowiadanie afirmacji głosem wzmacnia jej rezonans z polem energetycznym osoby. Szczególnie jeśli afirmacja jest zgodna z liczbą wyrażenia - wtedy te wibracje się nakładają i efekt jest wyraźniejszy.
To ciekawe, bo temat dźwięku w afirmacjach kojarzy mi się z mantrami - tam ta zasada jest od dawna. Tylko że mantry są z reguły w sanskrycie i pytanie, czy brzmienie słów ma znaczenie niezależnie od sensu, czy sens jest kluczowy. Czy ktoś to sprawdzał na sobie?
Wtrącę się, bo mam konkretne doświadczenie z tym porównaniem. Przez kilka tygodni robiłam afirmacje rano tuż po przebudzeniu, potem przez podobny okres w ciągu dnia przy biurku. Z notatek wynikało, że rano byłam bardziej otwarta, ale zmiany w codziennym myśleniu pojawiały się wyraźniej po tych dziennych sesjach. Jakby jedno budowało, a drugie utrwalało.
Wracając trochę do sedna tematu wątku - bo dyskusja zeszła mocno w stronę techniki. Pytanie było o to, czy afirmacje zmieniają rzeczywistość, czy nas. I im więcej czytam, tym bardziej myślę, że to fałszywa alternatywa. Jeśli zmieniam sposób, w jaki interpretuję sytuacje, to zmieniam też to, jak reaguję, co mówię, jak się zachowuję - a to już jest zmiana w rzeczywistości, tyle że przez człowieka jako pośrednika.
Tylko że jeśli patrzeć na to przez numerologię, każda wypowiedziana afirmacja ma konkretną wibrację i to już jest działanie w polu energetycznym, nie tylko wewnątrz osoby. Liczba sylab, dźwięk - to ma znaczenie niezależne od intencji.
