Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakaś różnica między afirmacjami przy chorobach ostrych, takich co mijają, a przy przewlekłych? Bo wydaje mi się że to musi działać inaczej.
Dziękuję za to co napisał Damianek, bo ja miałam dokładnie to samo myślenie. I właśnie dlatego zaczęłam ten wątek - bo sama nie wiedziałam gdzie jest ta granica. Teraz po całej tej rozmowie mam poczucie że afirmacje to bardziej praca z tym jak reaguje na chorobę, niż z samą chorobą. Ale mam jeszcze jedno pytanie - czy afirmacje mają sens kiedy jest się po prostu zmęczoną leczeniem? Nie zwątpiałam w lekarzy, chodzę regularnie, biorę co trzeba. Ale psychicznie jestem wykończona i zastanawiam się czy to jest właśnie ten moment kiedy afirmacje mogą coś dać, czy to też pułapka.
Zmęczenie leczeniem to osobny temat i myślę że tu afirmacje mają naprawdę sporo do zaoferowania, pod warunkiem że są skierowane właśnie na to zmęczenie, a nie na chorobę. 'Mam siłę przejść przez to' albo 'mogę odpocząć i wrócić jutro' - to jest inny typ afirmacji niż 'moje ciało się leczy'. Pytanie, bo zależy mi na tym żeby dobrze to rozumieć - czy to zmęczenie jest bardziej fizyczne, czy chodzi o tę psychiczną watę, kiedy człowiek już nie chce myśleć o kolejnych wizytach i wynikach?
