Zastanawiam się nad czymś, co chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Afirmacje w kontekście rzeczy, na które nie mamy żadnego wpływu - na przykład wygranie w loterii, że akurat ta konkretna osoba do nas napisze, albo że ktoś podejmie decyzję na naszą korzyść. Czy to w ogóle ma sens? Bo z jednej strony słyszę, że afirmacja to programowanie umysłu i zmiana własnej wibracji, a nie sterowanie rzeczywistością. Z drugiej - w różnych materiałach o prawie przyciągania jest mowa o tym, że myśl przyciąga konkretne zdarzenia. Jak wy to rozumiecie? Gdzie jest granica między afirmowaniem czegoś, co zależy od nas, a afirmowaniem czegoś, co zależy od kogoś innego albo od czystego przypadku?
To jest jedno z tych pytań, przy których połowa forumowiczów powie 'oczywiście że działa', a druga połowa 'to magiczne myślenie'. Moje zdanie jest gdzieś pośrodku, ale zacznę od rozróżnienia, bo bez niego dyskusja nie ma sensu. Afirmacja skierowana do wewnątrz - 'jestem gotowy na obfitość', 'otwieram się na nowe możliwości' - to praca z własnym umysłem. Afirmacja skierowana na zewnątrz - 'ta konkretna osoba do mnie zadzwoni', 'wygrywam w sobotę' - to już coś innego. To nie jest afirmacja w klasycznym sensie, to jest intencja albo wizualizacja celu. I tu pojawia się problem, bo efekty tych dwóch rzeczy są zupełnie różne i nie powinno się ich mieszać. Czy ktoś ma doświadczenie z którymś z tych podejść i widzi różnicę w tym, jak to działa?
Loteria to moim zdaniem zły przykład do tej dyskusji, bo to czysty losowy mechanizm i żadna afirmacja tego nie zmienia. Natomiast sytuacja z szefem jest już bardziej złożona. Jeśli afirmujesz podwyżkę, zaczynasz inaczej się prezentować - pewniej rozmawiasz, przestajesz się bać prosić o więcej, może zaczynasz konkretniej mówić o swoich potrzebach. Szef podejmuje decyzję na podstawie tego, co widzi. Więc afirmacja zadziałała, ale przez ciebie, nie bezpośrednio na niego. Mam jednak pytanie do osób, które w to wierzą szerzej: czy naprawdę uważacie, że umysł może wpłynąć na zdarzenia zupełnie poza obszarem waszego działania? I jeśli tak - jaki jest mechanizm?
Ja miałam taką sytuację, że przez kilka tygodni robiłam afirmacje związane z konkretną osobą - że ta osoba się do mnie odezwie. Nie zrobiłam nic poza afirmowaniem, bo naprawdę nie miałam jak się z nią skontaktować w sposób naturalny. I ta osoba napisała. Ale uczciwie przyznam - nie wiem, czy to afirmacja, czy przypadek. Może napisałaby i tak. Jak w ogóle można to zweryfikować? Bo to mnie zastanawia - nie mamy grupy kontrolnej.
Przepraszam, że się wtrącam z głupim pytaniem, ale jak odróżnić afirmację od życzenia? Bo czytam ten wątek i mam wrażenie, że kiedy mówimy 'ta osoba do mnie napisze', to to bardziej życzenie niż afirmacja. A klasyczna afirmacja to chyba coś w stylu 'jestem otwarta na kontakt z ludźmi, którzy mi służą'? Czy to ważne rozróżnienie, czy nie ma znaczenia?
Ale czy ta granica jest aż tak ostra? Bo na przykład w astrologii mamy transyty, które sprzyjają pewnym zdarzeniom zewnętrznym - i nikt nie mówi, że możemy je 'wytworzyć' intencją, ale możemy na nie się otworzyć albo zamknąć. Pytam, bo zastanawiam się, czy afirmacja nie działa podobnie - nie tworzy zdarzenia z niczego, ale może wpływać na to, czy jesteśmy na nie gotowi, kiedy ono nadejdzie. Czy ktoś myśli o tym w takim kontekście?
Czytam i mam pytanie - czy afirmacja w stylu 'jestem szczęśliwą osobą, która przyciąga obfitość finansową' to to samo co 'wygram w loterii w ten piątek'? Bo wydaje mi się, że to zupełnie inne rzeczy i to pierwsze jest okay, a drugie już niekoniecznie. Albo się mylę?
Wracam do wątku o synchroniczności, bo myślę, że jest niedoceniony w tej dyskusji. Loteria to ekstremum - rzeczywiście trudno tu znaleźć jakikolwiek mechanizm. Ale zdarzenia życiowe to inaczej. Jeden z moich nauczycieli mówił, że afirmacja nie zmienia rzeczywistości - ona zmienia ciebie tak, że zaczynasz dostrzegać możliwości, których wcześniej nie widziałeś, albo jesteś w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. To nie jest mistyka, to jest kwestia uwagi i gotowości. Pytanie do Wrozbity: czy w swojej praktyce rozróżniasz klientów, którzy afirmują zmiany w sobie, od tych, którzy afirmują zmiany w innych? I widzisz różnicę w efektach?
A ja mam pytanie bo coś mi tu nie gra. Mówimy ze afirmacja to praca z własnym umysłem i świetnie. Ale prawo przyciągania mówi przecierz ze myśl przyciąga podobne myśli i zdarzenia. Jeśli to prawda to afirmacja o lotteri też powinna działać bo zmienia wibrację na częstotliwość obfitości czy jakoś tak. To jest sprzeczność w tej całej teorii czy mi coś umkneło?
Ale czy ta przepaść dotyczy też sytuacji takich jak Dianka opisała - konkretna osoba, konkretny kontakt? Bo tam nie ma losowania. Jest drugi człowiek, który ma swój stan, swoje impulsy, swoje - jakby to powiedzieć - własne pole. Czy wpływ na inną osobę przez intencję to coś innego niż wpływ na loterię?
Ale przecież runy też działają na zewnętrze zdarzenia i nikt tu nie mówi, że to etyczne nadużycie. Hagalaz postawiona w intencji zmiany sytuacji - ona nie pyta o zgodę 'sytuacji'. Czemu afirmacja miałaby być oceniana inaczej niż praca z runą?
Ale jak mam to rozumieć w praktyce? Bo jak chcę, żeby ktoś do mnie napisał, to naturalnie myślę 'napisze' a nie 'jestem gotowa na kontakt'. To drugie brzmi trochę sztucznie. Czy naprawdę formułowanie ma aż takie znaczenie?
Wracam do swojego pytania z początku, bo trochę odpłynęliśmy od loterii, a chcę się upewnić, że rozumiem wnioski. Czyli jest konsensus, że loteria to za daleko - żaden mechanizm, czyste losowanie, brak możliwości wpływu. Ale sytuacja z konkretną osobą jest szara - może być praca z sobą albo praca 'na' kimś, zależnie od formuły? Dobrze to streściłam?
Całkiem dobrze. Dodałbym tylko, że nawet w tej szarej strefie z osobą - efekt, jeśli w ogóle istnieje, idzie przez ciebie, przez twój stan, przez sygnały, które nieświadomie wysyłasz. Nie przez jakiś bezpośredni kanał między twoim umysłem a umysłem tamtej osoby. Przynajmniej żadne badania takiego kanału do tej pory nie potwierdziły.
Ale to co Wrozbita napisał na końcu - że efekt idzie przez ciebie, przez sygnały - to mnie trochę kłuje. Bo jeśli tak, to po co w ogóle afirmacja? Wystarczyłoby po prostu przestać się spinać i wyjść z domu, prawda? Gdzie w tym wszystkim jest ta 'praca energetyczna', o której się mówi?
To napięcie, o którym piszesz, jest bardzo realne. Pracowałam z osobami, które robiły afirmacje miesiącami i zamiast spokoju - narastała obsesja. Bo każdy dzień bez efektu był dowodem, że 'źle afirmują'. To robi z afirmacji źródło lęku, nie wsparcia.
Ale wróćmy na chwilę do sedna, bo mi to umknęło w toku dyskusji. Pytałam o rzeczy poza kontrolą - i o loterii padło jasno: nie. O konkretnej osobie: szara strefa. Ale co z decyzjami innych ludzi w sytuacjach, które nie są romantyczne? Na przykład - decyzja szefa o awansie, decyzja komisji, wynik rozmowy kwalifikacyjnej?
Tu jest ciekawe rozgraniczenie. W przypadku awansu czy rozmowy kwalifikacyjnej ty jesteś uczestnikiem sytuacji, masz na nią wpływ swoją postawą, stanem, przygotowaniem. To nie jest czyste losowanie ani czyjś prywatny wybór bez twojego udziału. Więc afirmacja, która zmienia twój stan przed rozmową - może mieć sens. Ale afirmacja 'dostanę awans' zamiast przygotowania do rozmowy - to już inna sprawa.
To mi przypomina coś, o czym czytałam w kontekście run - Sowulo w intencji jasności i pewności siebie przed ważnym momentem. Nikt nie twierdzi, że runa zmusi komisję do decyzji. Ale zmienia ciebie na wejściu. Czy afirmacja nie działa dokładnie tak samo?
Ale mam pytanie praktyczne bo trochę się gubie. Jak ja mam w głowie utrzymac tę granicę podczas afirmowania? Bo naturalnie jak mówię 'jestem spokojna przed rozmową' to w tle mam myśl 'i dlatego dostanę tę prace'. Jak oddzielić ten cel od procesu żeby nie wpaść w tę pułapkę o której piszecie?
A czy to nie jest trochę tak jak z medytacją na czakrę gardła przed trudną rozmową? Tam też nie afirmujemy 'on mnie wysłucha', tylko 'mój głos jest spokojny i wyraźny'. Może afirmacje działają podobnie - jako przygotowanie energetyczne siebie, nie jako wpływ na innych?
To mnie zastanawia od dłuższego czasu - czy jeśli ktoś afirmuje powrót konkretnej osoby i ta osoba faktycznie wraca, to skąd wiadomo, że to nie był przypadek? Że ta osoba po prostu sama zdecydowała, niezależnie?
A wracając do pytania Piolun o decyzje innych ludzi poza kontekstem romantycznym - zastanawiam się, czy tu nie ma jeszcze jednej warstwy. Bo szef, który decyduje o awansie, też jest człowiekiem w jakimś stanie. Jeśli ja wchodzę na rozmowę spokojna i konkretna, to zmieniam dynamikę tej rozmowy jako całości. Nie jego decyzję, ale sytuację, w której ta decyzja zapada. Czy to nie jest właśnie ta szara strefa?
To, co napisała Terenia i co podchwyciła Selenka, chyba najbliżej odpowiada temu, o co pytałam na początku. Nie 'czy afirmacja zmusi kogoś do czegoś', tylko gdzie faktycznie sięga jej zasięg. I wychodzi na to, że kończy się na mnie - na moim stanie, obrazie, gotowości. Wszystko poza tym to już nie afirmacja, to życzenie. Może to jest ta linia, której szukałam.
