A no, hej, mam pytanie bo nie wiem za bardzo gdzie indziej zapytać. Od jakiegoś czasu mam okropne bóle głowy, lekarz mówi że to napięciowe od stresu. Koleżanka powiedziała mi żebym spróbowała afirmacji, że podobno można się odstresować i wtedy fizyczne objawy tesz ustępują. Ale jak to ma niby działać? Mówię sobie "jestem spokojna" i głowa przestaje boleć? Trochę mi to brzmi jak bajka, ale może ktoś miał podobnie i coś wie na ten temat? 😛
Akurat afirmacje to nie jest tak,że powiesz raz i od razu przestaje boleć, to byłoby za proste 🙂 Chodzi o to, że regularne powtarzanie zmienia jakiś wzorzec myślenia i z czasem reakcja na stres jest słabsza. bynajmniej tak to u mnie działa. Jakiś czas temu mialam podobne problemy z napięciem w karku i głowie, zaczełam afirmacje rano i wieczór i po jakims czasie zauważylam że rzadziej dostaję te bóle. Nie znikły calkiem, ale jest lepiej.
Ojej no, zanim ktoś zacznie podawać gotowe formułki, to morze warto wyjaśnić mechanizm... Ból głowy napięciowy pochodzi z napięcia mięśni, a to napięcie bierze się z chronicznego pobudzenia układu nerwowego. Afirmacje same z siebie nie rozluźniają mięśnia skroniowego 😀 Natomiast wpływają na to jak interpretujesz sytuacje stresowe, czyli pośrednio na cały łańcuch reakcji. Więc tak, mogą pomóc ale nie oczekuj że to jedyne rozwiązanie. Pytanie do ciebie, Stokrotunia, jak wygląda twój stres? Czy to jeden konkretny problem, czy raczej taki ogólny tryb życia na wysokich obrotach?
Ja szczerze to nie rozumiem jak słowa mogą cokolwiek zmienić w ciele. Czytałam coś o placebo i trochę to brzmi podobnie. Czy afirmacje to nie jest trochę jak wmówienie sobie czegoś? Serio pytam, bo może właśnie o to chodzi i to działa przez ten efekt placebo? 😛
Barwinek, efekt placebo to trochę uproszczenie, choć nie powiem, cos w tym jest. Ciało i umysł nie działają oddzielnie, to jest po prostu fakt z zakresu psychosomatyki... Ból głowy napięciowy to bardzo dobry przykład, bo tu napięcie emocjonalne i fizyczne są dosłownie tym samym procesem. Widziałam to wielokrotnie u ludzi, z którymi pracowałam. Pytanie nie brzmi czy afirmacje działają, tylko czy dana osoba potrafi je "wejść" naprawdę, a nie tylko recytować mechanicznie.
Ja chyba nie za bardzo wiem co to te afirmacje w praktyce, bo słyszałam o nich ale nigdy nie próbowałam... To jest po prostu powtarzanie zdań na głos czy można też w myślach?
To jest istotna różnica, bo jeśli stres jest strukturalny, czyli wbudowany w tryb życia, to same afirmacje będą działać powoli i tylko jako jeden z elementów. Możesz sobie mówić "jestem spokojna" ale jeśli zaraz po tym wskakujesz w ten sam wir, to afirmacja niema kiedy się zakorzenić. W takim przypadku poleciłabym zacząć od krótkich przerw w ciągu dnia, nawet pięć minut, i dopiero w tej ciszy mówić afirmacje. Inaczej to leci po wierzchu.
A czy ma znaczenie pora dnia? 😀 Bo słyszałam że rano przed wstaniem z łóżka to najlepszy moment,kiedy mózg jest jeszcze między snem a jawą. Czy to jest prawda czy mit?
Ja troche sceptycznie to widze, bo miałem kiedys kolege ktory robil afirmacje przez pol roku i nic. Moze to kwestia osoby? Nie kazdy tak samo reaguje na takie rzeczy.
Ojej no, malgosia ma rację w tej kwestii, to nie jest mit. Afirmacje w formie negacji są po prostu słabsze, bo skupiają uwagę na tym, czego chcemy uniknąć. To działa trochę jak powiedzenie komuś "nie myśl o różowym słoniu". Chiromanta, twój kolega mógł też mieć zbyt duży opór przekonaniowy, czyli tak zwaną sprzeczność wewnętrzną. Jeśli mówisz sobie "jestem spokojny" a gdzieś głębiej nie wierzysz w to ani trochę, to efekt jest mizerny albo żaden
Ojej, nie wiedzialam o tej zasadzie z negacją! no, ja robiłam dokładnie ten błąd, mówiłam "nie denerwuję się, nie boję się" i zastanawiałam dlaczego nic nie czuję. Dziękuję bardzo, to naprawdę otwiera oczy.
Trafne pytanie i niema na nie prostej odpowiedzi... Silny opór może spowalniać efekty, ale nie blokuje ich całkowicie. widziałam osoby sceptyczne które zaczęły z ciekawości i po czasie przyznawały że coś się zmieniło. Kluczowe jest to czy dasz afirmacjom uczciwe warunki, czyli regularne powtarzanie bez jednoczesnego wewnętrznego komentarza "to i tak nie zadziała". Jak robisz to z pół gwizdkiem to wyniki będą z pół gwizdkiem.
Przeczytałam Wasze wpisy i muszę powiedzieć że mnie trochę to śmieszy, nie złośliwie, ale te bóle głowy to sygnał że coś trzeba zmienić w życiu, nie tylko w głowie. Sama robiłam afirmacje przez jakiś czas i pomagały, ale dopóki nie zmieniłam pewnych spraw wokół siebie to wracało jak bumerang. Afirmacje to nie plaster, który leczy ranę, raczej coś co pomaga ci nie drapać w to miejsce ciągle na nowo.
A czy ktoś próbował łączyć afirmacje z oddechem? Bo czytałam gdzieś że jak robisz to przy świadomym oddychaniu,takim wolniejszym, to jakoś inaczej to wchodzi 🙂 Zastanawiam się czy to ma sens czy to już za dużo kombinowania.
No ale żeby powiedzieć szczerze, ja tego oddechu nigdy nie potrafie skoordynowac z mówieniem 😉 Albo zapomnę oddychać albo zapomnę co miałem mówić 😀 może to kwestia wprawy ale brzmi jak żonglerka.
Chiromanta, a wiesz co, na początku u mnie tak samo było, wychodzi z tego jakiś cyrk a nie medytacja. Ale po pewnym czasie to wchodzi samo, przestajesz myśleć o oddechu. Mniej więcej tak jak z prowadzeniem auta, na początku wszysttko naraz, potem bez myślenia
Eh, wracając do mojego pierwotnego pytania o bóle głowy, bo trochę zeszliśmy w bok - czy ktoś konkretnie miał takie bóle ze stresu i afirmacje pomogły? Nie pytam o teorię, bardziej o to czy ktoś z was osobiście to przeżył i co poczuł.
Mnie akurat głowa bolała głównie wieczorami jak się zatrzymałam po całym dniu i wszystko zaczynało "doganiać" 🙂 Zaczęłam robić krótkie afirmacje właśnie wieczorem, coś prostego w stylu "moje ciało morze sie teraz rozluźnić". nie powiem że od razu znikały bóle ale zasypiałam spokojniej i rano było lepiej. Trudno mi powiedzieć czy to afirmacje czy po prostu to że w ogóle się zatrzymałam, wiesz?
O matko, właśnie to mnie zawsze zastanawia, czy jak nie wiem dokładnie dlaczego coś działa, to powinnam to robić? Tzn. czy jak efekt jest, to czy to ważne skąd pochodzi? przepraszam że takie głupie pytanie ale naprawdę nie wiem.
Dobra ale mi się nie podoba takie podejście szczerze. Bo jak nie wiesz dlaczego coś działa, to też nie wiesz kiedy przestanie działać albo kiedy ci zaszkodzi. Ziołami można się też zatruć. Nie mówię że afirmacje są groźne, ale to "działa wiec ok" wydaje mi się trochę na skróty.
Barwinek, tylko że z afirmacjami ciężko sobie zrobic krzywdę, nie? Najgorsze co może się stać to że nie zadziałają. To nie jest ziołolecznictwo gdzie dawka ma znaczenie. Chyba że ktoś zaczyna żyć wyłącznie afirmacjami zamiast iść do lekarza, ale to już inna rozmowa.
