Chciałem zapytać o coś, co trochę wstyd przyznać. Mam lęk przed śmiercią, i to dość poważny. Nie taki filozoficzny, że "zastanawiam się nad przemijaniem", tylko realny, że budzę sie w środku nocy z paniką. Ktos mi kiedyś powiedział, że afirmacje mogą pomóc w pracy z tym lękiem, ale szczerze nie wiem, jak to w ogóle zacząć. Czy to w ogóle ma sens przy czymś tak głębokim? Bo wydaje mi się, że powiedzenie sobie "jestem spokojny i bezpieczny" kiedy serce wali z przerażenia, to troche jakby przyklejać plaster na złamaną nogę. Czy ktoś pracował z afirmacjami przy lęku egzystencjalnym? Co to w ogóle daje?
Rozumiem ten lęk, naprawdę. Sama przez jakiś czas mialam coś podobnego, szczególnie wieczorami. I tak, afirmacje mogą działać, ale masz rację że "jestem spokojny" powiedziane w panice to za mało. Ważne jest co i kiedy się mówi. Nie w szczycie ataku, tylko jako codzienna praktyka żeby ten spokój zbudować zanim panika uderzy. Ja zaczynałam od prostych rzeczy rano, jeszcze przed wstaniem z łóżka. Coś w stylu: "jestem częścią czegoś większego" albo "moje życie ma sens i trwa dopóki ma trwać". Nie wszyscy reagują tak samo na te same słowa, więc warto poeksperymentować. Czy Twój lęk jest bardziej o to, że umrzesz ty, czy o to co jest po śmierci, czy morze o samo umieranie?
Zanim ktoś zacznie sypać afirmacjami,warto postawić jedno pytanie: skąd ten lęk właściwie pochodzi? Bo afirmacja bez zrozumienia przyczyny to jak malowanie ścian w domu z pękającymi fundamentami. ładnie wygląda, ale problem zostaje. ojejku, nie mówię, że afirmacje nie mają sensu, tylko że przy lęku egzystencjalnym same w sobie mogą okazać się za płytkie. Widziałam przypadki, gdzie ludzie przez lata powtarzali afirmacje i lęk nigdy nie zmalał, bo zamiast go przepracować, po prostu go zagłuszali.
Dodam tutaj coś z trochę innej strony. Lęk przed śmiercią w wielu tradycjach jest traktowany jako znak, że dusza potrzebuje głębszej pracy, nie tylko słów. Afirmacje to sposób mentalne, ale lęk egzystencjalny to cos, co siedzi dużo głębiej, często na poziomie energetycznym. W litoterapii kamienie takie jak obsydian mahoniowy albo chryzopraz są używane właśnie przy pracy z lękiem przed przemijaniem i akceptacją śmierci. Połączenie medytacji z kamieniem trzymanym w dłoni i wypowiadanej przy tym afirmacji daje inny efekt niż samo powtarzanie słów na sucho. nie twierdzę, że to jedyna droga, ale warto brać pod uwagę więcej warstw.
Ja się przyglądam tej rozmowie i mam jedno pytanie, moze naiwne. Czy afirmacje przy lęku przed smiercia nie robią czegoś odwrotnego? Bo jak powtarzam sobie "nie boję się śmierci" to nie zaczynam myśleć właśnie o śmierci? U mnie tak działa, zaczynam powtarzać żeby się nie bać i to jest jedyne o czym myślę przez cały dzień.
Nie ma jednej odpowiedzi na to pytanie i każdy kto Ci poda konkretną liczbę dni, po prostu zgaduje. To zależy od głębokości wzorca, od regularności, od tego co jeszcze robisz przy tym. miesiąc minimalnego regularnego powtarzania to absolutne minimum żeby w ogóle zauważyć jakiś ruch. Ale przy długoletnim lęku mów raczej o kilku miesiącach zanim będzie wyraźna zmiana
Podrzucam coś praktycznego bo za dużo tu teorii a za mało konkretu. Miałam podobny epizod dwa lata temu, nie panika w nocy, ale takie stałe tło że "wszystko zmierza ku końcowi" i czułam się tym przygnieciona. Robiłam wtedy afirmacje powiązane z cyklem natury bo dla mnie to miało logikę. Coś w stylu: "jestem częścią cyklu, który trwa", "moje życie ma swój rytm i mu ufam". Nie powiem że magicznie przeszło, ale po kilku tygodniach to tło sie zmniejszyło. Ważne było że mówiłam je przy zapalonym świetle, żywym ogniu, a nie do lustra. ogień mi pomagał zachować skupienie.
A czy ktoś próbowal medytacji razem z afirmacjami? Bo czytałem że samo mówienie słów to jedno, ale jak przy tym medytujesz to mózg bardziej to przyjmuje. Nie wiem czy to prawda. Mam problem z medytacją bo jak siadam i mam być cicho to właśnie wtedy lęk się pojawia, nie znika.
Nie mam lęku przed smiercia, ale lęk egzystencjalny ogolnie znam. U mnie pomagało też to ze afirmacje pisałem odrecznie, nie mówiłem na glos. Cos w tym jest, że ręka i papier robią to inaczej niż mówienie. Nie wiem czy to coś duchowego czy czysto psychologicznego, ale roznica była odczuwalna. Może dlatego że pisanie jest wolniejsze i umysł nie ucieka tak szybko
Nie chcę przeszkadzać, ale to jak mu ma pomóc afirmacja "jestem częścią cyklu"? bo jeśli ktoś uważa że po śmierci jest po prostu nic, to ta afirmacja wydaje się kłamstwem. I powtarzanie czegoś w co się nie wierzy chyba nie działa?
Właśnie dlatego praca z lękiem przed śmiercią przez same afirmacje jest trudniejsza niż przy innych lękach. Ten lęk dotyka zazwyczaj albo przekonań metafizycznych, albo braku ich, i żadna afirmacja tego za Ciebie nie rozstrzygnie xD Powiem brutalnie: jeśli ktoś nie ma żadnej duchowej ramy, żadnej tradycji, żadnego osobistego przekonania o ciągłości, to afirmacje mogą działać tylko na poziomie redukcji objawów, nie przyczyny. I to też jest wartościowe, nie mówię że nie. Ale mam wrażenie, że często oczekuje się od afirmacji więcej niż są w stanie dać.
Słuchajcie a czy ktoś kiedyś próbował pisać afirmacje jakby były listem do siebie? Nie mówienie, nie pisanie na kartce 100 razy, tylko naprawdę taki list, "mówię Ci, że będzie dobrze, że to co czujesz ma sens". Gdzieś o tym czytałam i ciekawi mnie czy to ma praktyczny sens czy to tylko taka poetycka koncepcja.
Dobra, już mam trochę więcej do myślenia. Chyba mój błąd to był właśnie ten z negacją o którym pisał Norbert85, bo moje dotychczasowe próby brzmiały mniej więcej "nie dam się temu lękowi" albo "to mnie nie dotyczy", co chyba jest dokładnie tym czego nie robić... Spróbuję przepisać to na coś bardziej w stylu "jestem teraz" i zobaczyć czy cokolwiek się zmienia. chociaż uczciwie mówiąc, nadal mam wątpliwość co do Leokadii93 że może to jest tylko przykrywanie. Nie wiem jak to ocenić.
Ten wątek z obrazem w afirmacji to akurat coś z czym się zgadzam, co u mnie rzadko bywa.. 🙂 Inna sprawa że afirmacje z naturą mają jeden haczyk przy lęku przed śmiercią konkretnie, bo cykl natury zakłada że śmierć jest częścią procesu, a to jest właśnie przekonanie którego osoba z tym lękiem często jeszcze nie ma. Jeśli ktos w to nie wierzy, to taka afirmacja robi presję zeby "już to zaakceptować", a to może zadziałać odwrotnie. Nie twierdzę że to złe, tylko że nie jest neutralne.
Mam pytanie do całej tej dyskusji o etapach i typach, bo zaczyna mi to przypominać budowanie systemu tam gdzie systemu nie potrzeba. Lęk przed śmiercią to nie jest projekt do odhaczenia. Jeśli ktoś ma silny lęk egzystencjalny, to naprawdę wątpię żeby sam schemat "najpierw to, potem tamto" był tym co mu pomoże. Owszem, forma afirmacji ma znaczenie, technika ma znaczenie, ale bez pracy z tym co lęk w ogóle wywołuje - afirmacje to tylko zajmowanie rąk 🙂 Słyszę tutaj dużo "jak powtarzać" a za mało "po co i zamiast czego".
Właśnie chciałam zapytać czy ktoś próbował tego co pisałam wcześniej, czyli afirmacji pisanych jako list do siebie. Nikt nie odpowiedział, może pytanie zginęło. Serio ciekawi mnie czy to ma sens czy to bardziej taki chwyt z tych poradnikowych blogów bez pokrycia 😛
