Od dawna chcę o to zapytać nad czymś i chyba tu jest najlepsze miejsce żeby to rzucić. Chodzi o afirmacje i to czy działają tak samo na każdego. Konkretnie mam na myśli osoby, które mają wysokie poczucie własnej wartości kontra te, które mają niskie. Bo z moich obserwacji wynika, że coś tu nie gra. Robiłam przez kilka tygodni klasyczne afirmacje w stylu "jestem wystarczająca, zasługuję na dobre rzeczy" itd. i szczerze? Czułam się przez długi czas gorzej niż przed. Jakby mój mózg się buntował i krzyczał "nie, nieprawda". Czytałam potem, że to może być właśnie ten problem - że jeśli afirmacja jest zbyt odległa od tego, w co aktualnie wierzysz, to zamiast pomagać, wzmacnia dysonans. Ale skąd wiedzieć, gdzie jest ta granica? Czy ktoś miał podobnie?
To co u ciebie się dzieje to akurat dość znany problem w pracy z afirmacjami ^^ Badania Joanne Wood z University of Waterloo (chyba z 2009) pokazały dokładnie to - u osób z niskim poczuciem własnej wartości pozytywne afirmacje mogły pogłębiać zły nastrój zamiast go poprawiać. Mechanizm jest prosty: jeśli twierdzisz coś, w co głęboko nie wierzysz, umysł odrzuca to jak fałszywą informację. Mam własne notatki z eksperymentów z różnymi rodzajami afirmacji i faktycznie widzę różnicę w zależności od tego, w jakim punkcie się startuje
To jest jeden z tych przypadków, gdzie psychologia i praktyka ezoteryczna w zasadzie sie zgadzają, co jest rzadkością. Ale chcę doprecyzować jedną rzecz. Mówimy o afirmacjach klasycznych, deklaratywnych ("jestem", "mam", "mogę") czy też o tzw. afirmacjach pytających ("czy mogę", "dlaczego mi idzie tak dobrze")? Bo to zupełnie inna para kaloszy. afirmacje pytające zostały spopularyzowane przez Noaha St. johna i mają inny wpływ na umysł właśnie dlatego, że nie wywołują tego samego oporu. Pytanie nie uruchamia odruchu "to nieprawda", bo mózg automatycznie zaczyna szukać odpowiedzi zamiast zaprzeczać.
Ale jak długo w ogóle trzeba robić afirmacje żeby coś poczuć? bo ja próbowałam chyba tydzień i nic, rzuciłam. teraz czytam że to za krótko ale nikt nie mówi ile to ma trwać żeby miało sens
Masz rację że to nie jest zero-jedynkowe. Ale mechanizm jest trochę inny. pytanie angażuje inną część przetwarzania - umysł nie ocenia prawdziwości, tylko szuka dowodów. Nawet jeśli znajdzie jeden mały przykład na potwierdzenie, to zaczyna budować nową ścieżkę. U osoby z niskim poczuciem wartości ta ścieżka jest po prostu słabsza i buduje się wolniej. Nie twierdzę, że pytające działają natychmiast i bez problemu, ale opór jest mniejszy
Dorzucę coś od siebie bo widzę, że rozmowa idzie w stronę "jak długo" i "czy w ogóle". Z mojego doświadczenia wynika, że zanim ktokolwiek zacznie afirmacje jakiegokolwiek typu, warto sprawdzić co właściwie chce przeprogramować. Bo afirmacja to nie magiczna pigułka, którą sie łyka i po chwili jest inaczej. to praca z przekonaniami, a przekonania mają różny stopień zakorzenienia. numerologicznie patrząc - ludzie z silną czwórką w ścieżce życia będą opierać się zmianom przekonań znacznie mocniej niż np. trójki czy piątki, bo ta czwórka jest odporna na to, co ją destabilizuje. To nie jest wada, to poprostu inna dynamika.
Ale czy to nie jest trochę tak, że afirmacje to wogóle trochę samooszukiwanie się? bo jak mówisz coś w co nie wierzysz, to mózg wie że kłamiesz, nie? to chyba nie ma jak działać bez względu na to czy masz wysokie czy niskie poczucie wartości
Eh, dobra ale ja mam glupie pytanie. te afirmacje to trzeba mowic na glos czy wystarczy myslec? bo czytalem ze glos wlasny ma wieksze znaczenie dla mozgu niz mysl, cos o wibracjach glosowych i bioenergii. ale potem czytalem ze to bez roznicy. kto ma racje?
Wróce do głównego pytania bo mi sie wydaje ze tu jest cos waznego czego jeszcze nie powiedzieliscie. Dobrochna pisała o tym że czuła sie gorzej. Ja miałam to samo i to na początku mnie mocno zniechęciło. Ale potem ktoś mi powiedział, że to morze być faza oporu że zanim coś się zmieni, najpierw idzie gorzej bo stare przekonania się bronią. Czy to ma sens czy to tylko taka otuchowa teoria żeby ludzie nie rzucali praktyki?
To co pisze Wisia88 bardzo do mnie przemawia, bo wlasnie to był mój błąd chyba. szłam w zaparte przez zbyt długo licząc że "zaraz przejdzie". ale tu wracam do pierwotnego pytania - czy to znaczy że osoby z niskim poczuciem wartości w ogóle nie powinny zaczynać od afirmacji, tylko od czegoś innego? i co to miałoby być?
Nie za bardzo rozumiem jak afirmacje mają sie do poczucia wartości 🙂 czy to nie jest tak, ze ludzie z wysokim poczuciem wartości po prostu nie potrzebują afirmacji i dlatego jak je robią to "działają"? bo oni juz wierzą, wiec afirmacja to tylko potwierdzenie. a dla tych z niskim poczuciem wartosci to właśnie nie działa bo jest sprzeczność. ojejku, czy dobrze to rozumiem czy cos mi umyka?
Ojej to jest bardzo ciekawe!! ja zawsze myślałam ze afirmacje działają na każdego tak samo,tylko trzeba wierzyc i tyle. ale teraz rozumiem ze to jest trochę bardziej skomplikowane. a co z rytmem dobowym? bo czytałam gdzies ze rano po przebudzeniu mózg jest bardziej podatny na sugestie i wtedy afirmacje mocniej działają. czy ktoś to stosuje?
O rytmie dobowym to sie jak najbardziej zgadzam, mam to w notatkach z jakiegos warsztatu. stan między snem a przebudzeniem, fala theta, mozg jest wtedy faktycznie mniej krytyczny. ale to dotyczy chyba każdego tak samo, prawda? czyli to nie zmienia tej głównej kwestii czy afirmacje działają inaczej dla osób z niskim vs wysokim poczuciem wartości
To ciekawe co Iwka napisała o tym odrzucaniu na poziomie którego nie kontrolujemy, bo właśnie tak to u mnie wyglądało. mówiłam afirmację, a gdzieś z tyłu głowy coś jakby komentowało "no tak, pięknie, ale wiesz że to nieprawda". i nie byłam w stanie tego wyłączyć. czy to jest właśnie ten mechanizm o którym mówicie? i czy wogóle można jakoś to obejść bez miesięcy pracy z psychologiem?
To sie nazywa mniej więcej tyle co wewnętrzny krytyk i tak, to jest dokładnie ten mechanizm. Ale chcę tu obalić mit że jedyną drogą jest długa terapia. Są techniki mostkowania, czyli budujesz nie od razu wielki skok ("jestem wartościową osobą"), tylko małe, weryfikowalne kroki ("potrafiłam dziś zrobić jedną trudną rzecz"). Mózg nie protestuje, bo to prawda. Z czasem baza tych małych prawd rośnie i dopiero wtedy szersze afirmacje zaczynają mieć grunt. Klasyczna afirmacja bez tego gruntu to rzeczywiście często strzał w próżnię, szczególnie przy niskim poczuciu wartości.
