Zaczęłam się ostatnio zastanawiać nad czymś, o czym rzadko się mówi w kontekście afirmacji. Mianowicie, kiedy afirmacje nie tylko nie działają, ale mogą wręcz zaszkodzić bez wsparcia terapeuty 🙂 Sama przez jakiś czas stosowałam klasyczne "jestem spokojna, jestem wystarczająca" i im bardziej je powtarzałam, tym bardziej czułam wewnętrzny opór, jakby coś we mnie krzyczało: "nie, nie jesteś". Zaczęłam szukać i trafiłam na pojęcie dysonansu afirmatywnego, czyli sytuacji, kiedy afirmacja jest zbyt daleko od naszego obecnego przekonania i zamiast budować, pogłębia poczucie fałszu. Ciekawi mnie, czy ktoś miał podobnie i czy uważa, że to już jest sygnał, że potrzeba kogoś z zewnątrz, terapeuta, trener, cokolwiek.
No właśnie! Ja miałam dokładnie to samo. Powtarzałam afirmacje z jakiegoś gotowego zestawu znalezionego w necie i po tygodniu poczułam się gorzej niż przed. Ale zawsze myślałam, że to znaczy, że robię cos źle, nie że same afirmacje mogą nie pasować do mojej sytuacji. A terapueta to serio konieczność? Nie można tego jakoś samemu ogarnąć, dobierając inne słowa albo inaczej je formulując?
Ten opór, o którym piszesz, to nie błąd w praktyce, to sygnał z ciała i umysłu, że dotknęłaś czegoś głębszego. W pracy z czakrami nazywamy to często zablokowaniem w anahata albo manipura, zależnie od tego, czego dotyczy afirmacja. Ale niezależnie od języka, jakim to opisujemy, mechanizm jest ten sam. Jeśli masz stare, zakorzenione przekonanie, że nie jesteś wystarczająca, i próbujesz nałożyć na to świeżą afirmację, to jest jak malowanie ściany bez gruntowania. Farba nie trzyma. Pytanie do ciebie, Gonio: jak długo stosowałaś te afirmacje zanim poczułaś ten opór?
Doprecyzuję trochę, bo widzę, że temat idzie w stronę "terapia tak czy nie" jako zero-jedynkowego wyboru, a to nie jest takie proste. Afirmacje mogą nie wymagać terapeuty w ogóle, jeśli ktoś pracuje z przekonaniami, które są stosunkowo powierzchowne. problem zaczyna się, gdy wchodzimy w obszar przekonań ukształtowanych przez traumę, przez relacje z rodzicami, przez chroniczne poczucie wstydu. Tam afirmacja bez przepracowania podłoża może rzeczywiście robić coś w rodzaju tłumienia. Klasyczne badania Steele'a o self-affirmation pokazują, że afirmacje działają, ale na zasoby, które już masz, nie na dziury. Jeśli dziur jest dużo, potrzebujesz kogoś, kto pomoże je najpierw zobaczyć.
Ciekawe co Izar pisze o tym Steele'ie. Ja tam nie znam tych badań, ale z własnych notatek (prowadzę dziennik praktyk od jakiegoś czasu) widzę, że afirmacje działały u mnie inaczej zanim zacząłem równolegle pracować z pewnym terapeutą, a inaczej potem. Przed terapią: powtarzałem, nic się nie zmieniało albo była ta dziwna irytacja. Po kilku sesjach terapeutycznych: nagle te same słowa zaczęły jakoś wchodzić inaczej... Jakby zwolniło się miejsce. nie mam dobrego wyjaśnienia, tylko obserwację.
Chcę dorzucić jeden wątek bo nie widzę żeby ktoś go poruszył... Jest różnica między terapeutą a trenerem, i w kontekście afirmacji to ma znaczenie. Terapeuta pracuje z tym, co jest pod spodem, z historią, z urazami. trener zakłada, że masz zasoby i pomaga ci je uruchomić. Jeśli ktoś stosuje afirmacje i czuje opór, ale nie ma żadnej historii traumy, to morze wystarczyć praca z trenerem albo nawet z dobrą grupą wsparcia. natomiast jeśli ten opór ma twarz, czyli konkretne wspomnienie, konkretną osobę, konkretne zdarzenie, to tam terapeuta jest niezbędny. Rozróżnienie nie jest małe.
Pytanie może naiwne ale jak rozpoznać czy ten opór, o którym piszecie, to właśnie ta "twarz" o której mówi Edytka83, czy to po prostu zwykła leniwa głowa, która nie chce się zmieniać? Bo ja jak próbuję afirmacji to tez czuje opór, ale nie wiem czy to coś poważnego czy po prostu moja natura 😛
Mnie zawsze uczono (na różnych kursach samorozwojowych, przepraszam za literówkę) że afirmacje mają być w czasie teraźniejszym i pozytywne. Ale ostatnio gdzieś czytałam, że dla osób z niską samooceną lepiej działają afirmacje tzw. procesowe, czyli nie "jestem pewna siebie" tylko "staję się coraz bardziej pewna siebie". I że właśnie te klasyczne mogą pogłębiać dysonans. Czy to prawda? bo jakbym miała teraz to zmienić to chętnie, bo moje "jestem" nie działają od dłuższego czasu 😛
A co z sytuacją kiedy ktoś w ogóle nie wierzy w afirmacje, ale chce spróbować? Czy to że nie wierzę już na starcie przekreśla efekt, czy jest jakaś metoda zeby to obejść?
Coraz bardziej myślę, że cały ten temat afirmacji bez terapii jest trochę jak leczenie objawów bez diagnozy. Rozumiem że to atrakcyjne bo łatwe i tanie, ale morze właśnie dlatego tak wiele osób jest rozczarowanych. Sama jestem sceptyczna wobec gotowych list afirmacji z internetu, ten kontekst jest zawsze zero, nikt nie wie kim jesteś, skąd przyszłaś, co cię ukształtowało.
Przepraszam ze wchodzę z boku ale mam praktyczne pytanie. Skąd mam wiedzieć czy moje afirmacje wogle są dobrze sformułowane, żeby zacząc oceniać czy działają? Gdzieś czytałam ze powinny byc spersonalizowane, ale jak mam je dopasować do siebie skoro nie wiem co tak naprawde mnie blokuje? to trochę błędne koło chyba.
