Coś w stylu 'jestem w stanie stawić czoła temu co teraz mam' albo 'mam w sobie więcej siły niż myślę' - ale tylko jeśli choć trochę możesz to podpisać. Jeśli brzmi jak kompletna bzdura, to znaczy że jeszcze za daleko od twojego aktualnego miejsca. Próbuj skracać i upraszczać aż znajdziesz zdanie, przy którym nie ma oporu.
Mam pytanie do Kabalusty i Onyksowej - co z sytuacją kiedy zdanie po kilku tygodniach przestaje wywoływać jakikolwiek efekt, ani pozytywny ani oporu? Po prostu jest obojętne. Czy to dobrze, że oswojone, czy źle, że nie działa?
To co pisze Onyksowa o tym skali oporu - czy to jest coś, co można wyczuć od razu? Bo jak czytam swoje zdania to nie wiem czy to co czuję to opór, obojętność czy po prostu nic ciekawego.
Czytam tę całą dyskusję o odcięciu i bardzo mi to odpowiada. Bo właśnie tak bym to nazwała - że niby funkcjonuję, niby wychodzę z psem, gotuję, pracuję, ale jakby za szybą. Czy to znaczy że powinnam zaczynać od tych zdań opisowych zamiast od 'poradzę sobie'?
Salomejko, to co opisujesz to naprawdę częste przy takim nagromadzeniu zmian naraz. Zdania opisowe mogą być dobrym punktem startowym właśnie dlatego, że nie wymagają od ciebie żadnej postawy wobec trudności - po prostu potwierdzasz co jest. I to jest bezpieczniejsze niż wchodzenie z afirmacją, która wymaga wiary w coś, czego jeszcze nie czujesz.
Przekażę siostrze to co pisze Kabalista o zdaniach opisowych. To brzmi inaczej niż wszystko co do tej pory jej próbowałam powiedzieć o afirmacjach. Mam pytanie - czy to można robić mówień czy tylko pisaniem? Bo ona gorzej siedzi z dziennikami.
Ja z kolei mam pytanie trochę z innej strony. Robię to już jakiś czas przy przeprowadzce i nowej pracy naraz, i zauważam że w dni kiedy jest naprawdę ciężko - przychodzą gorsze wiadomości, coś nie wychodzi w nowym miejscu - zdania których używam brzmią jak kpina. Jak sobie z tym radzić? Czy pominąć wtedy praktykę?
To mi przypomina co kiedyś powiedziała mi pewna starsza pani, która przeżyła kilka przeprowadzek i owdowiała. Mówiła że w najtrudniejszych momentach powtarzała sobie tylko 'jakoś to będzie'. Niby banalne, ale to była jej afirmacja. I wystarczyło.
A co z afirmacjami dotyczącymi konkretnych obszarów, które się zmieniają? Bo mam wrażenie że Salomejka pyta też o to - czy robić jedno zdanie na całą sytuację, czy osobno na każdą zmianę - przeprowadzka, praca, to co prywatne?
Jedno zdanie na cały chaos zazwyczaj brzmi za ogólnie żeby trafić. Ale trzy osobne zdania to z kolei projekt, nie praktyka codzienna. Może spróbuj inaczej - jedno zdanie na to, co teraz jest najtrudniejsze, i zostań z nim aż przestanie być najtrudniejsze. Potem kolejne. Nie musisz obsługiwać wszystkiego naraz.
Czytam to co pisze Kabalista o tej fazie 'jestem w tym' i nie wiem czy dobrze rozumiem. Czy to znaczy że mam to powtarzać codziennie jako tę jedną afirmację i nie dorzucać nic więcej? Bo mam odruch żeby dodawać coś na końcu, że jakoś to będzie, że to minie - i nie wiem czy to mi pomaga czy tylko nakłada kolejną warstwę na to co czuję.
To jest bardzo dobre pytanie i trafne. Ten odruch dorzucania na końcu czegoś optymistycznego jest naturalny, ale w tej fazie może działać jak zakrycie czegoś zanim zdążysz to poczuć. Jeśli samo 'jestem w tym' brzmi nieznośnie, to może być znak, że właśnie tego potrzebujesz - zostać z tym przez chwilę zamiast natychmiast łagodzić. Spróbuj przez kilka dni tylko tego jednego zdania i sprawdź co się pojawia.
Mam takie doświadczenie z zeszłego tygodnia - siedziałem z tym jednym zdaniem i zamiast płakać to po prostu poczułem że jestem bardzo zmęczony. Nie emocjonalnie, fizycznie. I nie wiedziałem co z tym zrobić. Czy to też jest 'otwieranie się' o którym pisze Onyksowa, czy zwykłe zmęczenie nie ma tu nic do rzeczy?
