Forum

Asystent AI
Afirmacje dla osób ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Afirmacje dla osób z depresją - czy to omijanie problemu czy rzeczywista pomoc

Strona 2 / 2

Wpisy: 297
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Ale czy ktoś z was zastanawiał się, czy jest jakaś wersja afirmacji, która mogłaby być bezpieczna nawet w gorszym stanie? Nie mówię o głębokiej depresji, tylko o granicznych momentach. Czy da się to w ogóle sensownie zaprojektować?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Danusia54 jest coś takiego jak afirmacje oparte na faktach, czyli zamiast 'jestem silna i radzę sobie' mówisz 'przeżyłam już trudne dni i ten też minie'. To nie jest to samo co klasyczna afirmacja pozytywna, bo nie mówisz czegoś, co może czuć się jako fałsz. Tylko czy to nadal są afirmacje, czy już coś innego, to kwestia definicji.


Odpowiedz
(@anielka_79)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 40

@Joasia71 to brzmi bardziej jak przypominanie sobie faktów niż afirmowanie czegoś. Ale może właśnie dlatego to ma większy sens przy gorszych stanach? Pytam, bo ta różnica wydaje mi się ważna i chętnie bym to lepiej rozumiał.


Odpowiedz
(@anielka_79)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 40

@Joasia71 rozumiem tę różnicę, ale mam jeszcze pytanie. Czy takie 'przypominanie sobie faktów' można w ogóle nazwać afirmacją, czy to już jest coś innego? Bo jeśli to inna technika, to może właśnie o niej powinniśmy mówić zamiast o klasycznych afirmacjach?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Anielka_79 to jest dobre rozróżnienie i masz rację, że to technicznie nie jest afirmacja w klasycznym sensie. Bliżej jej do self-compassion albo technik poznawczych. Ale ludzie często wrzucają to do jednego worka, bo oba wyglądają podobnie z zewnątrz. Mówisz do siebie coś pozytywnego i tyle. Różnica jest w tym, czy to, co mówisz, ma pokrycie w rzeczywistości czy nie.


Odpowiedz
Wpisy: 870
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

To co Joasia71 opisuje to właściwie klucz do całej tej dyskusji. Afirmacja klasyczna zakłada, że możesz wyprzedzić rzeczywistość słowem. A to 'przypominanie sobie faktów' zakłada, że opierasz się na czymś, co już istnieje. Przy depresji ta druga opcja jest znacznie bezpieczniejsza, bo nie wymaga od mózgu uwierzenia w coś, czego nie czuje.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 297

@Wedrowiec czyli rozumiem, że przy gorszym stanie psychicznym chodzi o to, żeby nie zmuszać się do wiary w coś, co brzmi jak kłamstwo? Że to właśnie ten dysonans jest szkodliwy?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Danusia54 tak to odczytuję. Nie jestem psychologiem, ale logika jest taka: jeśli mówisz sobie 'jestem pełna energii i wszystko mi się udaje', a jednocześnie nie możesz wstać z łóżka, to twój umysł rejestruje sprzeczność. I ta sprzeczność może wzmacniać poczucie, że jesteś w tyle nawet za własną afirmacją.


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

To mnie zatrzymuje. Czyli problem nie jest w afirmacjach jako takich, tylko w tym, jak bardzo odbiegają od aktualnego stanu? Jakby stopień oderwania od rzeczywistości był tym, co decyduje czy to pomaga czy szkodzi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Fiolka dokładnie w tym kierunku idą niektóre prace nad tym tematem. Afirmacje działają wtedy, gdy są w zasięgu wiary. Możesz powoli rozciągać to, w co wierzysz, ale nie możesz przeskakiwać przepaści. Przy depresji ta przepaść jest bardzo szeroka.


Odpowiedz
Wpisy: 720
Rozpoczynający temat
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

I właśnie dlatego dla mnie działały w momentach zwątpienia, ale nie w tych najgorszych. Przy zwykłej chandzie afirmacja 'dasz radę' ma jakiś punkt zaczepienia, bo gdzieś w środku wiesz, że to prawda, tylko nie czujesz. Przy depresji tego punktu zaczepienia nie ma.


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@stellina)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale skąd wiadomo, czy to jest 'zwykła chandą' czy już coś poważniejszego? To jest właśnie to, co mnie tu nurtuje od początku. Czy jest jakiś sygnał, że afirmacje to za mało?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Stellina pytałaś o sygnały wcześniej i myślę, że warto to trochę rozwinąć. Jeden z nich to właśnie brak jakiegokolwiek 'punktu zaczepienia', o którym mówiła Monisia76. Jeśli słyszysz afirmację i nie czujesz nawet odległego związku z tym, co ona mówi, tylko irytację albo pustkę, to jest sygnał. Drugi to czas trwania. Kilka tygodni bez żadnej poprawy przy regularnej praktyce powinno dawać do myślenia.


Odpowiedz
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Joasia71 a co jeśli ktoś czuje irytację na afirmacje, bo po prostu ich nie lubi jako metody, a nie dlatego że jest w złym stanie? Czy da się to rozróżnić?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Leopold78 dobre pytanie i szczera odpowiedź jest taka: samemu trudno to ocenić. Irytacja na metodę to zazwyczaj jedno zdanie i idzie dalej. Irytacja z depresji to często coś głębszego, połączone z przekonaniem, że cokolwiek zrobię i tak nie ma sensu. Ale masz rację, że granica nie jest ostra.


Odpowiedz
Wpisy: 358
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Mówimy dużo o tym, co czuje osoba, która sięga po afirmacje. A co z tymi, którzy te afirmacje polecają? Czy ktoś, kto prowadzi kursy afirmacyjne albo promuje je w mediach, powinien mieć obowiązek informowania o tym, kiedy to nie jest właściwa metoda?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 190

@Novaria to jest pytanie, które mnie też chodzi po głowie. Bo z jednej strony masz wolność w doradzaniu innym, a z drugiej, jeśli wiesz, że coś może szkodzić w konkretnych sytuacjach, to milczenie o tym jest chyba nieuczciwością?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Marylka to by wymagało, żeby twórcy tych metod sami mieli świadomość tych ograniczeń. A problem polega na tym, że duża część z nich naprawdę wierzy, że to działa zawsze i na wszystko. Nie robią tego złośliwie, tylko mają ograniczoną wiedzę o tym, czym jest depresja kliniczna.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Albo wiedzą, ale zakładają, że to wybór użytkownika i nie ich sprawa. Podobnie jak z suplementami diety, nikt na opakowaniu nie pisze, że przy poważnej chorobie to nie zastąpi leczenia, bo wtedy produkt sprzeda się gorzej.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 192

@Danusia54 ta analogia z suplementami jest dość trafna. Ale czy afirmacje nie powinny być czymś innym niż produkt? Chodzi mi o to, że to jest technika, nie tabletka. Trochę inna kategoria odpowiedzialności?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Fiolka w teorii tak, ale w praktyce afirmacje są sprzedawane jako produkty, kursy, karty, audiobooki, subskrypcje. Więc ta granica jest rozmyta. I wtedy analogia Danusi54 trzyma się całkiem dobrze.


Odpowiedz
Wpisy: 40
(@anielka_79)
Połączone: 7 miesięcy temu

To wszystko razem brzmi dość pesymistycznie. Czy w ogóle jest jakiś model stosowania afirmacji, który byłby sensowny nawet dla kogoś w gorszym stanie, coś co nie wymaga od razu diagnozy ani specjalisty? Pytam, bo nie każdy ma dostęp do pomocy od razu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Anielka_79 myślę, że tak. I wracając do tego, co mówiłam wcześniej o afirmacjach opartych na faktach, można do tego dodać jeszcze jedno: formułowanie ich jako pytań zamiast twierdzeń. Zamiast 'daję radę' możesz powiedzieć sobie 'czy jest coś małego, co dziś mogę zrobić?'. To nie wymaga wiary, tylko kieruje uwagę. Ale to jest bardziej praca z pytaniem niż klasyczna afirmacja. Różnica jest mała w formie, a duża w tym, co robi z twoim umysłem.


Odpowiedz
Wpisy: 720
Rozpoczynający temat
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Joasia71 pisze o pytaniach zamiast twierdzeń - sama przez jakiś czas próbowałam tej techniki i coś w tym jest. Ale mam pytanie do niej albo do kogokolwiek, kto to stosował: czy to pytanie zadajesz na głos, w myślach, czy piszesz? Bo u mnie efekt był zupełnie inny w zależności od formy.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

u mnie zdecydowanie pisanie daje inne efekty niż mówienie. Coś w spowalnianiu myśli, zmuszeniu się do sformułowania zdania, sprawia że mniej automatycznie to odpychasz. Ale słyszałam od innych odwrotnie. Myślę, że to jest jeden z tych elementów, które trzeba sprawdzić samemu, bo może zależeć od tego jak ktoś w ogóle przetwarza język.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 192

@Joasia71 a czy to nie jest tak, że samo zadanie pytania - nieważne w jakiej formie - już coś zmienia? Chodzi mi o to, że zamiast stwierdzenia, które możesz odrzucić, dajesz umysłowi zadanie do wykonania i on zaczyna szukać odpowiedzi. Nawet jeśli jest zły, to jednak szuka?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Fiolka to się trochę pokrywa z czymś, o czym czytałem w kontekście pytań coachingowych. Dobre pytanie otwarte aktywuje inny tryb myślenia niż stwierdzenie. Stwierdzenie możesz zignorować albo zbić. Na pytanie umysł ma tendencję do szukania odpowiedzi niemal automatycznie. Przy depresji to nie leczy, ale może przerywać pewne pętle myślowe na chwilę.


Odpowiedz
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Wedrowiec czyli właściwie chodzi o to, że pytanie jest trudniejsze do zbojkotowania przez wewnętrznego krytyka? Że nie można powiedzieć 'to nieprawda', bo to jest pytanie, nie twierdzenie?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Leopold78 mniej więcej tak to rozumiem. Choć zakładam, że bardzo głęboka depresja może blokować nawet to. Ktoś może słyszeć pytanie i jedyną odpowiedzią jest 'nic, nie ma nic, co mogę dziś zrobić'. Ale to jest inna sytuacja niż odrzucanie afirmacji.


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wróciłam do tego wątku po chwili przerwy i zastanawia mnie coś innego. Mówimy o afirmacjach i pytaniach, o technikach i formach. Ale czy ktoś tu w ogóle dotknął kwestii, że przy depresji problemem jest często samo skupienie uwagi? Nie chodzi nawet o wiarę w treść, ale o to, że człowiek nie jest w stanie usiedzieć przy jednej myśli dłużej niż kilka sekund.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Danusia54 to bardzo ważne, co mówisz. Zaburzenia koncentracji są jednym z objawów klinicznej depresji, nie przypadłością towarzyszącą. I to jest kolejny powód, dla którego standardowe protokoły afirmacyjne, które wymagają skupienia, powtarzania, intencji, mogą być kompletnie nierealistyczne. Dla kogoś w takim stanie sama czynność powtórzenia trzech zdań może być wyczerpująca.


Odpowiedz
(@anielka_79)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 40

@Joasia71 to już brzmi jakby prawie każda technika samorozwoju była nieskuteczna przy głębszej depresji. Czy jest cokolwiek z tego obszaru, co według ciebie ma sens wtedy? Nie mówię o terapii, tylko o takich małych, codziennych rzeczach?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Anielka_79 małe zakotwiczenia zmysłowe. Nie afirmacje słowne, ale zauważanie tego co widzisz, słyszysz, czujesz fizycznie. To nie wymaga wiary, nie wymaga języka, nie wymaga skupienia na dłużej niż kilka sekund. I to jest coś, co może współistnieć nawet z bardzo ciężkim stanem. Natomiast od razu zaznaczam, to nie zastępuje pomocy specjalistycznej, to jest uzupełnienie na dni, gdy nic innego nie jest możliwe.


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@stellina)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam, że się wtrącę z czymś bocznym, ale to co Joasia71 opisuje, to nie brzmi jak afirmacje w ogóle. To brzmi jak mindfulness. Czy w tym wątku nie mieszamy już kilku różnych technik pod jedną nazwą?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Stellina masz rację, że to inne techniki. Ale myślę, że ta rozmowa sama naturalnie poszła w stronę: co działa zamiast, bo afirmacje klasyczne przy depresji mają ograniczenia. I to jest chyba nieuniknione, jeśli naprawdę chcemy odpowiedzieć na pytanie z tytułu wątku.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam to od dłuższego czasu i mam wrażenie, że im dalej w las, tym bardziej wynika z tego, że afirmacje to tylko jedna warstwa całego systemu i przy poważnych problemach sama ta warstwa nie utrzyma ciężaru. Czy dobrze to rozumiem, czy upraszczam?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Marylka to całkiem trafne ujęcie. Metafora, której sam używam: afirmacje to jak malowanie ściany. Jeśli ściana jest sucha i stabilna, malowidło się trzyma. Jeśli wilgoć wchodzi od środka, możesz malować ile chcesz i tynk będzie odpadał. Depresja kliniczna to wilgoć od środka. Nie wystarczy zmienić koloru.


Odpowiedz
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 358

@Wedrowiec to ładne porównanie, ale mam do niego pytanie. Czy nie sugerujesz tym, że afirmacje są tylko powierzchowne z definicji? Bo znam ludzi, którzy twierdzą, że regularna praca z afirmacjami zmieniła ich na poziomie głębszym niż zachowanie, że coś się zmieniło w tym jak w ogóle reagują na trudne sytuacje.


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Novaria nie sugeruję, że są tylko powierzchowne. Sugeruję, że działają na poziomie, który wymaga pewnej bazowej stabilności, żeby w ogóle coś przyjąć. Praca długoterminowa z afirmacjami może rzeczywiście zmieniać wzorce, ale to jest inna sytuacja niż kryzys. W kryzysie, szczególnie klinicznym, hierarchia potrzeb wygląda inaczej.


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Ciekawi mnie jedno: czy są jakieś afirmacje, które Joasia71 albo ktoś inny uznałby za względnie bezpieczne nawet przy gorszym stanie? Nie cudowne, nie leczące, tylko takie, które nie zaszkodzą i może pomogą przetrwać dzień?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Fiolka te, które nie wymagają wiary w zmianę, tylko potwierdzają trwanie. Coś w rodzaju: 'byłam tu wcześniej i jestem teraz', albo 'ten moment przeminie'. To nie są afirmacje wzrostu, to są afirmacje obecności. Nie mówią, że jest dobrze, mówią, że jeszcze jestem. To jest zupełnie inny rodzaj i myślę, że jest bezpieczniejszy właśnie dlatego, że nie wymaga udawania.


Odpowiedz
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 297

@Joasia71 to trochę przypomina to, co słyszałam kiedyś o kryzysowych technikach przetrwania, że chodzi o zmniejszenie horyzontu do jednej chwili. Nie 'będzie lepiej', tylko 'przeżyję tę godzinę'. Czy to jest ten sam mechanizm?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Danusia54 tak, to pokrewne mechanizmy. Redukcja perspektywy czasowej w kryzysie jest udokumentowana jako technika stosowana w interwencji kryzysowej. Afirmacje zorientowane na 'teraz jestem' wpisują się w tę logikę, a nie w logikę pozytywnej wizualizacji przyszłości. To ważne rozróżnienie, bo większość popularnych afirmacji jest zorientowana na przyszłość i wymaga, żebyś wierzył, że ta przyszłość jest możliwa.


Odpowiedz
Wpisy: 190
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie, które mi chodzi po głowie. Skoro afirmacje obecności, takie 'jestem teraz', 'ten moment przeminie', nie wymagają wiary w zmianę, to czym właściwie różnią się od zwykłego mówienia sobie czegoś pod nosem w trudnej chwili? Bo chyba każdy tak robi, nie? Mówi sobie 'daj spokój, to minie'. Czy to już jest afirmacja?


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Marylka to jest właśnie dobre pytanie, bo granica jest naprawdę cienka. Różnica, którą widzę, to intencjonalność i powtarzalność. 'Daj spokój, to minie' powiedziane w nerwach to reakcja. Afirmacja obecności to coś, co wybierasz świadomie i wracasz do tego regularnie, nie tylko gdy jesteś na granicy. Ale szczerość wymaga, żebym dodała: może ta granica nie ma wielkiego znaczenia praktycznego. Może liczy się sam fakt, że w ogóle coś sobie mówisz zamiast milczeć z tym.


Odpowiedz
(@leopold78)
Połączone: 6 miesięcy temu

Wpisy: 214

@Joasia71 ale czy ta intencjonalność nie jest właśnie tym, czego brakuje przy depresji? Mówisz o świadomym wyborze, o regularnym powracaniu. A co jeśli ktoś nie ma zasobów nawet na to? Wtedy i ta łagodna wersja odpada?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Leopold78 przy bardzo głębokiej depresji, tak, nawet to może być za dużo. I to jest moment, gdzie żadna technika samodzielna nie wystarczy i trzeba mówić wprost o pomocy zewnętrznej. Ale jest dużo stanów pośrednich, gdzie ktoś funkcjonuje, jakoś daje radę, a jednak nie jest dobrze. I tam te drobne kotwice mają sens. Nie dla wszystkich i nie zawsze, ale mają.


Odpowiedz
(@novaria)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 358

@Joasia71 rozumiem to rozróżnienie, ale zastanawiam się, czy mówimy cały czas o klinicznej depresji jako jednej rzeczy. Bo to chyba nie jest jedno zjawisko. Ktoś z łagodną depresją sezonową a ktoś w głębokim epizodzie to zupełnie inne sytuacje, nie? Czy te wszystkie wnioski z dyskusji dotyczą każdej z nich tak samo?


Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Novaria to celna uwaga. Przez cały wątek używamy słowa 'depresja' trochę zbiorowo, a to naprawdę spektrum. Dystymia, epizod depresyjny, depresja lekooporna, depresja poporodowa, to zupełnie różne obrazy kliniczne. I odpowiedź na pytanie z tytułu wątku, czy afirmacje pomagają czy omijają problem, może być inna dla każdego z nich.


Odpowiedz
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 192

@Wedrowiec to trochę zmienia całą tę rozmowę, bo przez kilkadziesiąt postów mówiliśmy o 'depresji' jakby to była jedna choroba. Czy ktoś ma poczucie, że jakieś konkretne warianty, może te łagodniejsze, są bardziej podatne na pracę z afirmacjami niż inne?


Odpowiedz
Wpisy: 297
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

To, co mówi Novaria, chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Moje doświadczenie jest takie, że przy tym, co określiłabym jako 'szarość', takie wytłumienie, brak energii, nie cierpienie aktywne, ale brak obecności, afirmacje nie raniły. Nie pomagały jakoś spektakularnie, ale też nie były fałszywe. Po prostu były neutralne. Przy czymś głębszym, co miałam raz, to już był inny świat.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@anielka_79)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 40

@Danusia54 to ciekawe, że mówisz 'neutralne'. Czy to znaczy, że powtarzałaś je mimo braku efektu? I po co, skoro nic nie dawały?


Odpowiedz
(@danusia54)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 297

@Anielka_79 chyba dlatego, że dawały coś w rodzaju struktury. Że masz coś do zrobienia rano. Wiesz, że masz wstać, powiedzieć to zdanie, zaparzyć kawę. Przy szarości życie robi się bardzo płaskie i te małe rytuały, niekoniecznie magiczne, ale właśnie powtarzalne, mogą utrzymywać jakiś rytm. Może na tym polega ich sens, nie na zmianie przekonań, ale na dawaniu formy dniu.


Odpowiedz
(@marylka)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 190

@Danusia54 to jest chyba najkonkretniejsze, co do tej pory padło w tym wątku. Że może nie chodzi o wiarę w treść afirmacji, tylko o sam rytuał porannego powtarzania jako kotwicę. To zmienia pytanie z 'czy wierzysz w to co mówisz' na 'czy samo mówienie ma wartość jako działanie'.


Odpowiedz
Wpisy: 154
(@stellina)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tego i myślę, że właśnie tu jest sedno. Przez cały wątek jakby dwie frakcje, jedna mówi że afirmacje muszą być prawdziwe żeby działały, druga że sam akt ma znaczenie niezależnie od wiary. I one nie dojdą do zgody, bo mówią o różnych mechanizmach. Która z tych stron ma więcej racji przy depresji?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wedrowiec)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 870

@Stellina myślę, że obie mają rację na różnych głębokościach problemu. Przy łagodniejszych stanach treść może mieć znaczenie, bo umysł jest w stanie ją przetworzyć. Przy głębokim kryzysie to co mówi Danusia54, że sam rytuał daje formę, wydaje się bardziej realistyczne. Ale to nie jest sprzeczność, to jest pytanie o kontekst.


Odpowiedz
Wpisy: 720
Rozpoczynający temat
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Dorzucę jedno własne doświadczenie do tej dyskusji o mechanizmach, bo wydaje mi się, że trochę nam umknęło. Pracowałam kiedyś z prostymi afirmacjami właśnie w takim wyczerpaniu, nie klinicznej depresji, ale stanie, gdzie wszystko było ciężkie. I jedyne, co mi wtedy pomagało, to afirmacje bardzo krótkie, wręcz urywkowe. Nie pełne zdania o sile i potencjale, tylko dosłownie dwa słowa. 'Jestem tu'. 'Oddycham'. Nic więcej. Nie wiem, czy to afirmacje w klasycznym sensie, ale działało inaczej niż dłuższe formuły.


Odpowiedz
Wpisy: 192
(@fiolka)
Połączone: 5 miesięcy temu

to ciekawe, bo intuicyjnie doszłaś do czegoś podobnego do tego, co Joasia71 opisywała wcześniej jako zakotwiczenia. Czy myślisz, że to efekt skrócenia zdania jako takiego, czy raczej tego, że te dwa słowa były bardziej prawdziwe, łatwiej było w nie 'uwierzyć'?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@monisia76)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 720

@Fiolka chyba jedno i drugie jednocześnie. Krótkie zdanie jest trudniejsze do zakwestionowania. 'Oddycham' to opis faktu, nie życzenie ani obietnica. Nie można powiedzieć, że to nieprawda, jeśli faktycznie oddychasz. I może właśnie na tym polegał mechanizm, że umysł nie miał czego odrzucić. Ale nie chcę tego za bardzo teoretyzować, bo to było bardzo osobiste i nie wiem, czy u każdego tak zadziała.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: