Siedzę z tym tematem od jakiegoś czasu i w końcu piszę 🙂 Chodzi mi o coś, o czym mało kto mówi w kontekście afirmacji, a mianowicie o osoby które kompletnie nie umieją się chwalić. a no, znam to z własnego podwórka - całe życie słyszałam, że skromność jest cnotą, że nie wypada sie przechwałać, że "co ludzie powiedzą". I teraz siedzę z tym balastem i próbuję pracować z afirmacjami, które mówią "jestem dobra w tym co robię", "zasługuję na uznanie", "moje osiągnięcia mają wartość" - i dosłownie moje ciało sie buntuje... Gardło się ściska, pojawia się jakiś wstyd, no po prostu coś wewnętrznego krzyczy że to fałsz. Chciałam zapytać, czy ktoś przechodził przez podobny opór i jak go przełamywał. Bo wydaje mi się że dla takich osób jak ja standardowe afirmacje w stylu "jestem niesamowita" to zdecydowanie za duży krok na początku.
To jest naprawdę ważny temat, bo mówi się dużo o afirmacjach, ale rzadko o tym, że mogą po prostu nie działać jeśli umysł ich nie kupuje. Ten opór, o którym piszesz, to w praktyce głos wewnętrznego krytyka, który traktuje afirmację jak kłamstwo. I on ma rację, bo dla twojego układu nerwowego "jestem niesamowita" jest dosłownie nieprawdziwe jeśli nie masz żadnego doświadczenia tego uczucia 🙂 Ja w pracy z afirmacjami szłam metodą pomostów - zamiast skoku od "jestem zerem" do "jestem wspaniała", buduje się coś pośredniego. "Pracuję nad tym żeby lepiej mówić o sobie", "uczę się dostrzegać swoje sukcesy"... Nie twierdzenie, że już jest, tylko stwierdzenie procesu. Pytanie czy próbowałaś czegoś takiego?
O, ja mam dokładnie to samo! To uczucie zażenowania kiedy próbujesz powiedzieć sobie w lustrze, że jesteś dobra. Strasznie to opisujesz trafnie Heliosa z tym gardłem. U mnie to był taki skurcz i poczucie głupoty. Zaczęłam od kamieni, konkretnie od tygryście oko, bo to podobno wzmacnia pewność siebie i poczucie własnej wartości... Połączyłam to z prostszymi afirmacjami. Ale szczerze? Nie wiem do końca czy kamień tu cokolwiek zmienił czy po prostu czas i powtarzanie. Jak wy to oceniacie, czy litoterapia w ogóle ma sens przy pracy nad takim blokiem psychicznym?
Z tym oporem to tak działa, ze afirmacje trzeba powtarzać bardzo dużo, min 21 dni bez przerwy, bo tyle trwa przeprogramowanie mózgu. Jak cos czujesz ze jest falszem to znaczy ze za mało powtarzasz. Wiem to bo sam przez to przechodzilem. Po 21 dniach bariera po prostu znika, jakby coś w głowie klikało. Zasada jest prosta: im więcej tym lepiej, rano i wieczór obowiązkowo i jeszcze w ciągu dnia jak możesz.
Właśnie to "klikanie" po konkretnym czasie mnie zawsze niepokoiło, bo czytałam o tym wszędzie i zawsze miałam wrażenie że to zbyt piękne żeby było prawdziwe. Kometka, to co opisujesz z tymi pomostami brzmi zdecydowanie bardziej realistycznie 🙂 Ale mam pytanie, bo nie do końca rozumiem, jak przejść od etapu "uczę się dostrzegać sukcesy" do etapu gdzie faktycznie możesz powiedzieć komuś na zewnątrz, że coś ci wyszło. Bo to są dwie zupełnie różne rzeczy, nie? Wewnętrzna afirmacja to jedno, a umiejętność powiedzenia szefowi "wykonałam ten projekt świetnie" to coś zupełnie innego.
Masz rację że to dwa różne poziomy i myślę że często robimy błąd skacząc od razu do tego drugiego. Afirmacja zmienia coś w środku,a autopromoacja to już kompetencja społeczna, która wymaga też praktyki w realnym świecie. Afirmacja może zredukować lęk przed tym zewnętrznym krokiem, ale go nie zastąpi. Więc może warto rozdzielić te dwa procesy? Pracować afirmacyjnie nad przekonaniem, a równolegle szukać bezpiecznych sytuacji do ćwiczenia mówienia o sobie. Choćby zacząć od napisania co ci dzisiaj wyszło, żeby się nie chwalić od razu na głos.
Czytam i zastanawiam się, bo u mnie jest podobny blok, tylko troche inaczej wygląda. Nie problem z afirmacjami w lustrze, ale z tym, żeby w ogóle przypisać sobie sukces. Zrobiłam coś dobrze i od razu myślę "to pewnie szczęście" albo "pomogły okoliczności". Czy afirmacje mogą coś zrobić z tym konkretnym mechanizmem, czy to już jest coś głębszego co wymaga np. terapii?
To co opisujesz Sliwkowa to ma nawet swoją nazwę, syndrom oszusta, i tak afirmacje mogą pomóc, ale to jedna z tych rzeczy gdzie sama praca z afirmacjami raczej nie wystarczy. Ja łączyłam afirmacje z prowadzeniem dziennika sukcesów, codziennie wypisywałam trzy rzeczy które mi wyszły i celowo pisałam je w formie "ja to zrobiłam", nie "udało mi się" czy "wyszło". To wymuszanie aktywnego przypisywania sobie sprawczości w języku 😉 Po jakimś czasie afirmacje zaczęły brzmieć mniej pusto bo miałam konkretne dowody do których mogłam się odwoływać w środku.
Mogę zapytać może głupie pytanie, ale czy te afirmacje to w ogóle muszą być mówione na głos? Bo ja bym się totalnie wstydziła mówić do lustra. Czy można tylko w myślach? I czy to ma taki sam efekt? 😛
Ojejciu, wchodzę bo temat mi bliski. Mam znajomą, kobietę, która pracowała latami nad tym żeby poprostu wysłać CV z konkretnym opisem swoich osiągnięć zamiast pisać "starałam się" i "uczestniczyłam". I ona robiła te afirmacje, ale mówi że przełom przyszedł nie z afirmacji samych, tylko jak zaczęła ćwiczyć konretne zdania. Dosłownie siadała i ćwiczyła na głos zdania typu "zarządzałam projektem wartym X złotych". Afirmacja dała jej trochę luzu emocjonalnego, ale potem potrzebowała tez treningu konkretnych sformułowaań... Nie wiem czy to ma jakiś ezoteryczny wymiar ale na tym forum mowi się tez o pracy psychicznej i chyba to tu pasuje.
Dobra ale ile czasu to w ogóle ma trwać zanim człowiek poczuje jakąś zmianę? Bo czytam i wychodzi mi że to jest projekt na miesiące 🙂 A ja mam wrażenie że poprostu nigdy się tego nie nauczę, to jest chyba kwestia charakteru i tyle.
To może dziwne co powiem ale ja ostatnio zaczęłam łączyć afirmacje z pracą z czakrami, konkretnie z czakrą gardła i solarną. Bo mam wrażenie że właśnie te dwie są u mnie zablokowane jeśli chodzi o wyrażanie siebie i poczucie własnej wartości. Nie wiem czy to czysto ezoteryczne podejście pasuje do tematu afirmacji, ale u mnie coś się zaczęło ruszać odkąd dodałam tę warstwę. Może placebo, może nie, ale efekt jest.
To ciekawe co piszesz Cytrynka, bo ja akurat słyszałam o tej kombinacji, czakra solarna jako centrum sprawczości i poczucia własnej wartości, czakra gardła jako centrum wyrażania. ale zastanawiam się czy to nie jest myślenie życzeniowe, że znajdziemy jedno konkretne miejsce i odblokujemy je i juz. Moje doświadczenie z numerologią i rozmaitymi praktykami jest takie że rzadko jest jedna przyczyna i jedno miejsce. Zazwyczaj to sieć wzajemnych powiązań 😛 Chociaż jeśli tobie pomaga to myślenie strukturalne, że "tu jest blok i tu pracuję", to może właśnie ta konkretność jest pomocna, a nie sam kamień czy czakra.
Ech, dokładnie to mam na myśli kiedy czytam tę dyskusję. Szukamy jednej odpowiedzi, jednego mechanizmu, jednego zestawu afirmacji który wszystko naprawi. A blok przed mówieniem o sobie dobrze to zwykle jest kilka warstw naraz, internalizacja cudzych opinii z dzieciństwa, lęk przed zazdrością innych, wychowanie że skromność jest cnotą. Każda z tych warstw może wymagać innego podejścia. Pytanie do osób które tu piszą że afirmacje pomogły, czy wiecie która konkretnie warstwa u was puściła? To mi się wydaje ważniejsze niż sama technika.
No to ja jestem ta druga osoba hyba. W domu było zawsze że się nie chwalimy, że to nieeleganckie, i teraz w pracy po prostu fizycznie nie mogę powiedzieć szefowej co zrobiłam dobrze. dosłownie mnie blokuje 🙂 I Cały czas tu zaglądam i mam wrażenie że im więcej czytam tym bardziej mi się wydaje że to jest na lata pracy, a nie kilka tygodni afirmacji. Trochę mnie to przybija szczerze.
