Chciałem zapytać czy ktoś ma jakies afirmacje specjalnie pod ten konflikt który mam w głowie od dłuższego czasu. Chodzi mi o to że z jednej strony bardzo chcę cos osiągać, mieć cel, pchać się do przodu, a z drugiej strony jak za bardzo się nakręcam to czuję sie totalnie rozbity i bez spokoju. probowałem różnych afirmacji w stylu "osiągam swoje cele" albo "jestem skuteczny" ale to jakoś nakręca bardziej tę ambicję i wcale nie daje mi tego wyciszenia. Czy ktoś wie jak to pogodzić? czy wogóle da sie to pogodzić jedną afirmacja?
Ja mam podobnie, też czuję że jak powtarzam coś o sukcesie to zamiast spokoju mam większy stres bo myślę o tym czy faktycznie to osiągnę. Ciekawa jestem czy to jest normalne czy coś robię źle.
To co opisujecie to klasyczny problem z afirmacjami ukierunkowanymi tylko na efekt. Jeśli powtarzasz "osiągam cele" a twój umysł natychmiast odpowiada "ale czy na pewno", to afirmacja aktywuje opór, nie spokój... W pracy z czakrami powiedzielibyśmy że masz nierównowagę między pierwszym ośrodkiem, który odpowiada za poczucie bezpieczeństwa i zakorzenienia, a trzecim, który jest odpowiedzialny za wolę i sprawczość. Ambicja siedzi w trzecim, ale brak spokoju to często sygnał że pierwszy jest niedostatecznie aktywny. Afirmacje skierowane wyłącznie do trzeciego bez zadbania o pierwszy dają właśnie ten efekt który opisujesz - nakręcanie zamiast równowagi.
Ja bym to inaczej ujął. Nie chodzi o to żeby jedna afirmacja robiła dwie rzeczy naraz, bo to rzadko działa. raczej stosuj dwie osobne, o różnych porach. Rano coś co daje ci energię do działania, wieczorem coś co wycisza i kotwi w teraz. U mnie działa np. "jestem gotowy na to co przynosi dzień" rano i "to ile zrobiłem, wystarczy na dziś" wieczorem. to drugie szczególnie ważne dla ambitnych, bo umysł potrafi żuć niezakończone sprawy do późna w nocy.
To z tymi dwiema afirmacjami o różnych porach bardzo mnie trafia. sama od jakiegoś czasu robię coś podobnego, rano coś aktywizującego, wieczorem zamykającego. Ale zawsze zastanawiałam się czy nie wchodzą ze sobą w konflikt, skoro mówią jakby o dwóch różnych podejściach do życia. Wieszczbiarz88 czy masz poczucie że te dwie energie się u ciebie układajją, czy raczej walczą?
Doprecyzuję to co napisałam wcześniej, bo Zlata_83 pytał o konkretne brzmienie 😛 Afirmacje pod pierwszy ośrodek to nie "osiągam" ani "mam siłę", tylko coś zakorzenionego w teraźniejszości i ciele. Na przykład: "jestem tu, mam grunt pod nogami", "moje ciało wie jak odpocząć", "nie muszę udowadniać wartości przez wyniki". To ostatnie jest chyba najważniejsze dla kogoś kto ma właśnie ten konflikt między ambicją a pokojem. Bo podstawa tego konfliktu to często nieświadome przekonanie że wartość = produkcja.
To zdanie "wartość = produkcja" to jest coś co mnie uderzyło... Właśnie tak mam. Jak nic nie robię to czuję sie bezużyteczna i wtedy żadna afirmacja nie działa bo sama sobie nie wierzę. czy jest jakiś sposób żeby to przepracować zanim w ogóle zacznę afirmacje? Bo mam wrażenie że u mnie to głębszy problem.
Dobre pytanie ale chcę tu troche wyhamować. To co opisuje Dominiczka.ka to brzmi bardziej jak coś do przepracowania z terapeutą albo przynajmniej w głębszej pracy wewnętrznej, nie samymi afirmacjami. Afirmacje są pomocne, ale nie są sposóbm do zmieniania głęboko zakorzenionych przekonań w tydzień. Czytałam u kilku autorów że afirmacje działają najlepiej na przekonania neutralne albo lekko negatywne. jak przekonanie jest bardzo silne i zakorzenione to afirmacja w stylu "jestem wystarczająca" może wręcz wyzwalać silny sprzeciw umysłu. Jest na to termin - psychological reactance. Lepiej zacząć od czegoś co umysł wogóle jest w stanie przyjąć, np. "jestem otwarta na to że moja wartość nie zależy od wyników".
No ale zaraz, dobra, ale czy nie jest tak że trochę przesadzamy z tym dzieleniem na ośrodki i psychologię? xD Afirmacje to proste sposób, powtarzasz, wchodzi w podświadomość, tyle. Jak za bardzo analizujesz to hyba się bardziej nakręcasz niż spokój budujesz. Serio pytam, bo mam wrażenie że im głębiej wchodzisz w teorię tym dalej od spokoju
Ten skrót który proponował Mieszko to nie jest zły pomysł pod warunkiem że afirmacja jest dobrze dobrana. Jeśli nie chcesz wchodzić głęboko to przynajmniej unikaj afirmacji w czasie teraźniejszym twierdzącym gdy coś ci nie wychodzi. Zamiast "jestem spokojny" lepiej "uczę się być spokojny" albo "spokój jest dla mnie dostępny". umysł łatwiej przyjmuje proces niż stan który ewidentnie nie jest prawdą
To z tym procesem zamiast stanu to jest chyba najważniejsza rzecz w tym wątku jak dotąd. Sama przez długi czas używałam stwierdzeń typu "jestem" i czułam że gdzieś w środku coś protestuje. ojejciu, jak zaczęłam mówić "otwieram się na" albo "pozwaalm sobie na", to opór zmalał... Choć przyznam że nie wiem czy to efekt samej zmiany słów czy tego że po prostu minął czas i trochę coś sie zmieniło. ciężko to jednoznacznie ocenić.
Mam pytanie może trochę z boku ale związane z tematem. Czy te afirmacje muszą być mówione na głos, czy wystarczy że je czytam albo piszę? Bo mi jakoś głupio mówić do siebie na głos, szczególnie gdy ktoś jest w domu. I zastanawiam się czy pisanie działa tak samo.
Niesamowite jak dużo tu wyczytałem, naprawdę dziękuję wszystkim za te odpowiedzi. hyba jednak zacznę od tych afirmacji proccesowych które polecał Wieszczbiarz88 i od tej o wartości niezależnej od wyników którą podała Florka96. Zobaczymy co z tego wyjdzie, jak będę miał jakieś obserwacje to dam znać.
Szczerze to trochę śmieszy mnie ten poziom analizowania. ręka, klawiatura, rano, wieczorem, pierwszy ośrodek, drugi ośrodek. ja mam wrazenie że im więcej myślisz o afirmacji to tym mniej ona działa, bo cały czas jesteś w głowie a nie w tej chwili o której mówisz. ktoś tu pisał wcześniej o wyciszeniu, to chyba o to chodzi, nie?
Hej, trafne pytanie i nie chcę żebyś to odebrała jako zbycie. jest kilka rzeczy które można robić samodzielnie - praca z ciałem, oddech, uziemienie, dziennik. ale szczerość wymaga żebym powiedziała wprost: jeśli to przekonanie jest bardzo stare i bardzo mocne, to afirmacje plus oddech mogą nie wystarczyć i warto to wiedzieć zanim zainwestujesz w to miesiące bez efektu. to nie jest pesymizm, to jest oszczędzanie twojego czasu
To z tym uziemieniem o którym wspomniała Sigilia60 to jest coś 🙂 u mnie bodily scan przed afirmacjami zrobił dużą różnicę, bo najpierw faktycznie czujesz się w ciele a dopiero potem mówisz coś do siebie. wczesniej mówiłam afirmacje jak by do powietrza, głowa zupełnie odcięta od ciała. nie wiem czy każdy tak ma, ale u mnie to był problem
A ja mam może głupie pytanie - czy afirmacje w ogóle mają sens jeśli się w nie nie wierzy? bo czytam tu cały czas o oporze, o przekonaniach, o tym że umysł walczy. to może po prostu to nie jest dla wszystkich i część ludzi nie jest w stanie tego "przeprogramować"? poważnie pytam, bo trochę mi to wygląda jakbyście opisywali coś co działa tylko jeśli już i tak jesteś w dobrym miejscu
