Od paru miesięcy nie daje mi to spokoju nad czymś, co mi nie daje spokoju przy afirmacjach. Mam na myśli ten wewnętrzny głos, który natychmiast po powiedzeniu "jestem spokojny i pewny siebie" odpowiada "no tak, akurat, ty?" i śmieje się pod nosem. I to nie jest coś subtelnego, to jest głośne i skuteczne. Pytanie do tych, co pracują z afirmacjami dłużej - czy to wogóle przechodzi? Bo czytałem że ten krytyczny głos to właśnie największa przeszkoda i trzeba go jakoś zaadresować, a nie tylko zagłuszać kolejnymi afirmacjami.
Uff, ten głos to nie jest wróg, to jest część ciebie, która po prostu nie dostała jeszcze dowodów. Afirmacje same w sobie są trochę jak obietnica bez pokrycia dla tej części umysłu. Pracuję z tym od jakiegoś czasu i doszłam do wniosku, że sama powtarzalność nie wystarczy. Trzeba dać temu głosowi coś konkretnego do obgryzienia, jakiś most między tym co mówisz a tym co czujesz.
A co to znaczy ten "most"? Tzn jak to wygląda w praktyce? Ja mam podobnie jak autor tego tematu, po prostu nie wierzę w to co mówię i potem mam poczucie ze się oszukuję
To co opisuje Zaneczka ma nazwę w psychologii poznawczej - to są tzw. afirmacje przejściowe albo bridging statements. Ale chcę dodać coś, co często umyka w tych rozmowach. Ten krytyczny głos wewnętrzny w tradycji jungowskiej to nie jest po prostu "przeszkoda", to jest Cień - część psychiki, która przechowuje wszystkie odrzucone przekonania o sobie. I tu jest problem z klasycznym podejściem do afirmacji - próbujesz zamknąć tę część zamiast z nią rozmawiać. Jung pisał wprost, że to co odpychamy, wraca z podwójną siłą.
Ojejku, jedna z metod to pisanie dialogu. Piszesz afirmację, potem dajesz głos temu krytykowi i zapisujesz co mówi, i potem odpowiadasz mu. To nie jest medytacja, to jest praca na papierze, dosłownie. Von Franz opisywała podobne techniki w kontekście aktywnej imaginacji. Brzmi banalnie, ale efekt jest inny niż samo powtarzanie bo angażujesz tę część, a nie ją tłumisz.
Wejdę Wam w słowo na chwilę, ale mam pytanie. czy ten wewnętrzny krytyk to może być w ogóle coś zewnętrznego? ojej no, tzn. słyszałam że czasem takie głosy to nie są nasze własne przekonania tylko przyswojone opinie innych ludzi, rodziców, szkoły i tak dalej... Czy afirmacje to w ogóle dobra metoda żeby się od tego uwolnić, czy trzeba czegoś więcej?
No i to jest sedno i troche zmienia perspektywę. Tak, duża część tego głosu to zinternalizowane opinie innych, to jest opisane dobrze w psychologii. Natomiast nie zmieniałabym tematu na terapię zamiast afirmacji, bo te rzeczy mogą iść równolegle. afirmacja nie leczy przyczyny, ale może zmieniać nawyki myślowe, jeśli jest dobrze dobrana. Problem jest wtedy, kiedy ludzie biorą afirmacje jako substytut zamiast uzupełnienie.
Ale właśnie o to mi chodziło. Jak masz ten głos, który ciagle podważa, to te afirmacje wpadają jak by w dziurę. Powtarzasz je i nic. Zaneczka mówiła o tym pomoście, Gnostyk o dialogu, ale to wymaga czasu i wiedzy. A czy jest cos prostszego na start?
Ojejku, serio?, U mnie działa jedno proste ćwiczenie, nie wiem czy to "oficjalna" metoda, ale zauważyłem efekt. Jak głos mówi "nie, to nieprawda", to zamiast go ignorować, po prostu mówię do siebie "słyszę cię, ale sprawdzam inaczej." Takie potwierdzenie bez zgody. Nie walczę z nim, nie potwierdzam, tylko przyjmuję do wiadomości. Szczerze mówiąc zaczerpnąłem to z jakiegoś tekstu o mindfulness, niekoniecznie o afirmacjach.
Dobra, powiem wprost co myślę. afirmacje dla osoby z mocnym wewnętrznym krytykiem bez zadnej pracy z tym krytykiem to jest jak malowanie na zardzewiałym metalu. Wygląda chwilę ładnie i odpada. nie mówię że afiramcje są złe, mówię że ich stosowanie w oderwaniu od tego co jest pod spodem to połowa roboty, i to mniejsza połowa... Znam kilka osób które powtarzały afirmacje latami i nic. A potem jedna sesja porządnej pracy z przekonaniami robiła więcej niż rok afirmacji.
Czeslaw trafnie to stawia. Jest jedno ważne rozróżnienie, które pochodzi jeszcze od Coué - twórcy autosugestii na przełomie wieków. Coué zauważył, że wyobraźnia zawsze wygrywa z wolą. to znaczy - jeśli powtarzasz afirmację, ale wyobrażasz sobie jednocześnie że ona jest fałszywa, wyobraźnia wygrywa. I stąd wlasnie bierze się efekt odwrotny u wielu osób. Coué proponował afirmacje w stanie półsnu, ale też zaczął od tej słynnej "każdego dnia pod każdym względem jest mi coraz lepiej" - celowo nieokreślonej, żeby umysł nie mógł jej zaprzeczyć konkretem.
A co to jest ten stan półsnu o którym piszesz? Jakos nie rozumiem, to trzeba robić afirmacje w nocy czy jak?
Oj to ciekawe bo ja wlasnie rano jak jeszcze jestem taka półprzytomna mam takie myśli które potem wracają przez cały dzień. Nie wiedziałam że to ma zastosowanie w afirmacjach! Trzeba sprawdzić 🙂 🙂
Tylko uwaga do tego co Wrozka.x napisała. Ten stan półsnu jest podatny na sugestię w obie strony. Jeśli w tym momencie masz nawyk wchodzenia w spiralę negatywnych myśli, to one tesz mocniej się utrwalają. Dlatego świadome używanie tego okna to jest konkretna technika, a nie samo leżenie i myślenie o pozytywach. Warto mieć przygotowane afirmacje wcześniej, żeby nie improwizować w półśnie.
Odbiję jeszcze od tego, co Czeslaw pisał o krytyku, mam wrażenie że najważniejsze jest to skąd ten głos pochodzi konkretnie. mhm, U mnie przez długi czas brzmiał dokładnie jak jeden człowiek z mojej przeszłości i jak to sobie uświadomiłem, przestał być "moim" głosem a stał się cytatem. I nagle łatwiej było powiedzieć "to nie jest moje zdanie, to jest czyjaś stara opinia". Afirmacja po tym dochodziła łatwiej
No dobra, to co Chors.x napisał o tym konkretnym głosie z przeszłości, to mnie trafiło. ja mam dokładnie to samo. Jak słyszę w głowie "jesteś beznadziejna", to to jest zdanie które ktoś do mnie mówił, dosłownie ^^ Nie mój głos. I teraz pytanie - czy jak już wiem skąd pochodzi, to czy afirmacje dalej mają sens? Czy samo uświadomienie sobie tego coś zmienia?
No to brzmi ładnie ale w praktyce nie jest takie proste. Możesz wiedzieć że głos należał do kogoś innego i nadal go słyszeć z pełną mocą. Wiedza intelektualna to nie to samo co realna zmiana przekonania... Znam to z autopsji. Lata czytania o tym nic nie zmieniły, dopóki nie zrobiłem konkretnej pracy, nie wiedzy o tym
Czeslaw potwierdza to co von Franz nazywała odróżnicowaniem kompleksu od ego. Chodzi o to żeby głos krytyczny przestał być częścią twojej tożsamości, a stał się czymś co obserwujesz z zewnątrz... I właśnie dlatego pisanie działa lepiej niż samo myślenie o tym, bo zewnętryzujesz ten głos na papier. Pytanie do Czeslawa - ile czasu zajęło zanim poczułeś że coś się realnie przesuwa?
A te afirmacje to trzeba pisać czy mówić na głos? 🙂 Bo czytałem że mówienie na głos jest ważne bo słyszysz własny głos. ale jak masz tego wewnętrznego krytyka to chyba twój głos też cię denerwuje nie?
Franuś,to zależy od człowieka szczerze mówiąc. Dla jednych mówienie na głos jest ważne bo angażuje więcej zmysłów naraz, słyszysz i czujesz jak to brzmi. Dla innych właśnie głos własny jest problemem bo kojarzy się z krytykim. Wtedy pisanie jest neutralniejsze. nie ma jednej zasady ktora działa na wszystkich.
Ja probowalam pisać i mówić i szczerze to mi lepiej wychodzi pisanie, chyba dlatego że jak mówię to się spieszę i nie myślę co mówię, a jak piszę to to jakoś wolniej idzie i bardziej to czuję. ale może to kwestia charakteru po prostu 🙂
