Cześć, mam taki problem i trochę nie wiem co z tym zrobić. Ćwiczę afirmacje od jakichś dwóch miesięcy, głównie rano i wieczorem przed snem. Mój chłopak totalnie nie rozumie po co to robię, śmieje się jak go słyszy i parę razy powiedział głośno "co ty bredzisz do siebie". próbowałam mu tłumaczyć o co chodzi ale on macha ręką i mówi że to jakieś zamawianie. Teraz po prostu robie to po cichu albo kiedy go nie ma w domu, ale czuję że to nie ma takiego działania jak wcześniej. Czy ktoś miał podobnie? Da się jakoś przekonać partnera żeby chociaż nie przeszkadzał, albo żeby sam spróbował?
A no, znam ten temat z autopsji, u mnie było podobnie przez długi czas. Tylko powiem ci szczerze, przekonywanie kogoś siłą do czegoś na co nie jest gotowy to przepis na to, żeby znienawidził temat jeszcze bardziej. Zamiast ciągnąć go za rękę spróbuj po prostu żyć tym co robisz i dawać efekty. Jak zobaczy że jesteś spokojniejsza, pewniejsza siebie, to może sam zacznie pytać. Albo i nie, i też jest okej. nie każdy musi ćwiczyć to samo co my.
Oj tam, mam inne zdanie. Jeśli partner śmieje sie z czegoś co dla ciebie ważne, to problem jest trochę głębszy niż afirmacje... Afirmacje to akurat pretekst, takie zachowanie to sygnał że nie szanuje twoich wyborów. To bym sprawdziła najpierw, zanim wogóle zacznę kombinować jak go przekonać do metodyki.
To jest ważne pytanie i rozumiem skąd się bierze ta potrzeba żeby partner rozumiał. Ale jedno co bym tu wyraźnie powiedziała, afirmacje działają na twoje własne przekonania, to praca z twoim umysłem, nie z cudzym. Skuteczność nie zależy od tego czy ktoś obok słyszy i kiwa głową. ojej, sama cisza i skupienie działają tak samo, a często lepiej, bo jesteś wtedy tylko z własnym głosem. Problem który opisujesz to nie jest problem techniczny z afirmacjami, to jest problem relacyjny. Czy on wie w ogóle co czujesz kiedy się śmieje? Nie co robisz, bo to już wie ale co czujesz?
Ojej, też tak mialam i to jest naprawdę przykre uczucie kiedy coś co dla ciebie ważne spotyka się ze śmiechem zamiast choćby neutralnością. Ja w końcu poprostu przestałam mówić mężowi co konkretnie robię, powiedziałam tylko że to taka technika relaksacyjna i jakoś przeszło. Może brzmi to jak oszustwo ale po co tłumaczyć na siłę jak ktoś nie jest gotowy słuchać? Zrobiłam swoje, on robił swoje. Teraz po jakimś czasie sam pyta co to za ćwiczenia bo widzi że mi dobrze. Więc może po prostu dać temu czas?
Tylko że nazywanie tego "techniką relaksacyjną" to trochę schowanie się pod dywan. Jeśli ktoś ma partnera który śmieje się z jej przekonań to naklejenie spokojniejszej etykietki niczego nie rozwiązuje, tylko odkłada. Mnie bardziej ciekawi czy on ma jakieś konkretne zastrzeżenia, czy to czysto odruchowe bo to różne sprawy. oj, Z przekonaniami można porozmawiać, z odruchem śmiania się znacznie trudniej.
Wlasnie czytam ten watek i zastanawiam sie czy nie warto poprostu pokazac mu jakis artykuł albo film o tym jak działają afirmacje od strony psychologi, bo jak sie tlumaczy z ezoterycznej strony to faktycznie mozna na to patrzec jak na zamawianie. Ale jak mu pokarzesz ze to ma podstawy naukowe, ze mózg dosłownie zmienia struktury przez powtarzanie, moze bedzie bardziej otwarty? Przynajmniej nie bedzie sie smial... Albo wogle zostaw go w spokoju i rob swoje 🙂
