Afirmacja w formie pytania to nie jest nowy pomysł - niektórzy nazywają to 'afirmacją otwierającą'. Zamiast twierdzenia, które umysł odrzuca, pytanie, które umysł zaczyna szukać na nie odpowiedzi. 'Dlaczego coraz bardziej akceptuję siebie?' zamiast 'Akceptuję siebie w pełni'. Mózg nie sprawdza czy pytanie jest prawdziwe, tylko zaczyna szukać odpowiedzi. Przy temacie starości to może być mniej opresyjne podejście.
To brzmi sensownie, ale mam wątpliwość. Jeśli pytam 'dlaczego coraz bardziej akceptuję siebie' a prawdziwa odpowiedź jest 'właściwie nie akceptuję', to czy to nie jest mylenie siebie? Takie wymuszanie pozytywnej odpowiedzi przez formę pytania?
Słucham tej rozmowy o pytaniach zamiast twierdzeń i zastanawiam się - czy ktoś próbował tego z kimś starszym, kto nie ma żadnego kontekstu ezoterycznego ani psychologicznego? Moja babcia na przykład nigdy by nie usiadła do 'afirmacji', ale może gdybym to nazwała inaczej i zaproponowała jako zwykłą rozmowę albo wieczorny rytuał bez nazwy, to co innego.
Wracam do wątku z początku tego kawałka rozmowy, bo mi coś siedzi. Mówiliśmy o tym, że afirmacja przy starości powinna być uczciwa, nie przeskakiwać przez trudność. Ale co jeśli ktoś jest już bardzo stary i nie ma czasu na powolną pracę? Moja mama jest po osiemdziesiątce i coraz mniej sprawna. Nie wiem czy 'praca z przekonaniami' ma tam w ogóle sens, czy może po prostu chodzi o obecność i rozmowę.
Właśnie - to już nie jest praca z umysłem, tylko z ciałem i chwilą. Mnie się wydaje, że w tym wieku i przy takim stanie zdrowia najuczciwsza 'afirmacja' to po prostu usłyszane 'jesteś, to ma znaczenie'. Powiedziane przez kogoś, kto siedzi obok. Czy to jeszcze afirmacja, czy już coś innego?
Dziękuję za to. Naprawdę. Zastanawiałam się czy sama technika ma tu jeszcze sens, a ty pokazałaś, że pytanie jest źle postawione. Nie 'jaką afirmację wybrać' tylko 'co w ogóle jest potrzebne teraz'. To zmienia perspektywę.
Słucham tej rozmowy i zastanawiam się - a co z osobami starszymi, które same praktykują? Cała ta część o mamach i babciach dotyczy kogoś, kto pomaga innym. Ale jeśli sama jesteś starszą kobietą i pracujesz z afirmacjami dla siebie - to jak to wygląda? Czy tu jest jakiś wątek?
To jest bardzo ważna różnica. 'Moje ciało wie jak odpoczywać' - czy to wymaga jakiejś konkretnej pracy z ciałem żeby w to uwierzyć, czy samo powtarzanie wystarczy? Pytam bo mam poczucie, że bez zakorzenienia w ciele to zdanie może być tak samo puste jak inne.
Słuchajcie, wracam do czegoś co padło dużo wcześniej w tym wątku - że akceptacja przemijania to nie to samo co pogodzenie się z nim. To zdanie zostało trochę urwane. Co to właściwie oznacza w praktyce? Jaka jest różnica między akceptacją a pogodzeniem się, jeśli chodzi o codzienną pracę z afirmacjami?
A czy to znaczy, że ktoś kto powiedział sobie 'no trudno, taka jest starość' i żyje w miarę spokojnie - że zrobił coś gorszego niż ktoś kto świadomie pracuje z afirmacjami? Pytam bez złośliwości, serio mnie to ciekawi, bo moja ciocia jest właśnie taka - nie filozofuje, po prostu żyje - i sprawia wrażenie bardziej pogodzonej niż niejeden kto się aktywnie 'pracuje nad sobą'.
Ale czy ten spokój cioci jest trwały, czy raczej taki, który nie był testowany? Bo jedno to żyć spokojnie kiedy nic nie boli i nic się dramatycznie nie zmienia, a drugie to utrzymać ten spokój kiedy ciało zaczyna naprawdę odmawiać posłuszeństwa.
Za późno nie ma. To jest jedno z nielicznych miejsc, gdzie jestem o tym przekonana bez żadnych wątpliwości. Pytanie jest raczej inne - czy twoja babcia tego chce. Nie każdy starszy człowiek potrzebuje nowych technik i nie każdy jest otwarty na ten rodzaj pracy. Zanim zaproponujesz cokolwiek, warto zapytać co sama czuje, co jej jest potrzebne.
To co napisała Helenka o pytaniu co jest potrzebne - to wróciło do mnie teraz. Mam mama od tygodni i staram się jej towarzyszyć, ale rzeczywiście ciągle myślę o tym, żeby jej coś zaproponować. A może ona po prostu chce żebym siedziała obok i nie naprawiała.
Słucham tej rozmowy i myślę, że gdzieś umknął wątek o starszych kobietach, które same praktykują. Helenka powiedziała wcześniej o przejściu od afirmacji jako życzenia do afirmacji jako opisu tego co jest. Chciałabym wiedzieć więcej o tym procesie - jak to się zmienia? Czy to przychodzi samo z wiekiem, czy to świadoma decyzja?
A skąd wiedziałaś że to dysonans, a nie po prostu opór? Bo czytałam gdzieś, że opór przed afirmacją jest często znakiem, że właśnie tej afirmacji potrzebujesz. Jak odróżnić jedno od drugiego?
A mnie ciekawi coś innego - czy afirmacje przy temacie starości i przemijania w ogóle powinny być głośne? Czytałam gdzieś, że starsze osoby często lepiej reagują na zapis ręczny niż na mówienie do siebie. Coś w tym jest, czy to bez znaczenia?
Zapis ręczny ma swoją wartość, ale nie dlatego że 'lepiej działa na starsze osoby'. To nie jest kwestia wieku - zapis angażuje inaczej niż mówienie, bo zwalnia. Kiedy piszę ręcznie, nie mogę pędzić przez zdanie. Muszę je dołączyć do gestu. Dla wielu osób właśnie to sprawia, że zdanie przestaje być słowem a zaczyna być czymś, co się czuje. To nie wiek, to tempo.
To co piszesz o tempie - mam pytanie. Czy to znaczy, że afirmacje mówione szybko, mechanicznie, są mniej wartościowe? Bo widziałam zalecenia żeby powtarzać dużo razy, szybko, żeby 'ominąć opór umysłu'. Brzmi to dla mnie wątpliwie, ale skoro gdzieś to piszą...
Modlitwa i afirmacja to nie jest to samo, choć powierzchownie wyglądają podobnie. W modlitwie jest adresat - mówisz do czegoś poza sobą. W afirmacji mówisz do siebie, budujesz własne przekonanie. To zmienia jakość zdania i jakość słuchania. Twoja mama nie buduje przekonania, ona się powierza - i to jest całkowicie inny mechanizm. Oba mogą dawać spokój, ale różnymi drogami.
To rozróżnienie bardzo mi pomaga, bo nie wiedziałam jak o tym myśleć kiedy mama mówiła, że ona 'już ma modlitwę i nic więcej jej nie trzeba'. Teraz rozumiem, że ona nie odrzuca samej pracy, tylko inaczej to robi. Dziękuję za to wyjaśnienie, serio.
To jest w ogóle ciekawy wątek - kiedy afirmacja dla starszej osoby ma być ich własna inicjatywa, a kiedy ktoś z rodziny ją wprowadza. Bo jedno to czy technika działa, a drugie to czy człowiek chce tej techniki. I czy ktoś w ogóle pytał mamy albo babcie czego one same potrzebują od tej pracy?
To 'odwrócenie wzroku' - to chyba clou całego tematu. Afirmacje jako akceptacja a afirmacje jako ucieczka. I chyba łatwo nie zauważyć, po której stronie się jest, szczególnie jeśli robi się to od lat i to 'działa'. Jak można w ogóle sprawdzić czy się akceptuje czy się odwraca wzrok?
To pytanie o sprawdzenie, po której stronie się jest, jest naprawdę trudne. I myślę, że nie ma prostej odpowiedzi. Ja przez lata myślałam, że akceptuję, a potem zorientowałam się, że akceptowałam wyobrażenie o przemijaniu, nie samo przemijanie. Wyobrażenie jest bezpieczne - to abstrakcja. Przemijanie jest konkretne i brzydkie. Kiedy zaczęłam to rozróżniać, musiałam zmienić zdania w afirmacjach niemal całkowicie.
A jak to wyglądało w praktyce? To znaczy - co było w tych starych zdaniach, że czułaś, że to abstrakcja? Bo z zewnątrz brzmią tak samo, 'akceptuję swoje ciało', 'jestem spokojna wobec zmian' - skąd wiadomo, że to nie działa naprawdę, a nie tylko działa inaczej?
To co Helenka opisuje - że zdanie nie boli - to chyba najkonkretniejsza wskazówka z całego wątku. Ja to rozumiem zupełnie inaczej niż myślałam. Przez lata uznawałam, że jeśli mi dobrze z afirmacją, to znaczy, że 'działa'. A tu wychodzi, że może to oznaczać coś odwrotnego.
To ćwiczenie z zaprzeczeniem jest sensowne, ale mam jedno zastrzeżenie. Przy temacie starości i przemijania można łatwo wejść w spiralę - zacząć od szukania oporu i skończyć na rozpamiętywaniu. Szczególnie jeśli ktoś jest w trudnym momencie zdrowotnym albo po stracie. Myślę, że przed taką pracą warto mieć jakiś grunt - coś stabilnego, do czego można wrócić, jeśli się za głęboko wejdzie.
To co Helenka pisze o tych prostszych zdaniach w trudnym czasie - to bardzo mi ulżyło. Bo miałam wrażenie, że jeśli nie robię tej głębokiej pracy, to jakbym się migała. A może nie migam, tylko jestem akurat w takim miejscu, gdzie potrzebuję czegoś łagodniejszego. Dziękuję, że to wybrzmiało.
