Gerwazy73 dotknął czegoś istotnego i myślę, że to ważne zastrzeżenie do całego wątku. Schematy i sekwencje mogą pomagać w zrozumieniu, ale jeśli ktoś zaczyna się oceniać - 'jestem na etapie pierwszym, powinienem być już na drugim' - to afirmacja zamienia się w kolejne źródło presji. A przy temacie starości i przemijania ta presja jest ostatnią rzeczą, której potrzeba.
Helenka, to co piszesz o presji bardzo do mnie przemawia. Mam wrażenie, że ja właśnie tak robiłam - oceniałam siebie, czy już 'dobrze akceptuję'. Jakby akceptacja miała być efektem do osiągnięcia, a nie czymś, co samo przychodzi. Czy to jest częsty błąd przy tych afirmacjach?
Czytam ten wątek od dawna i mam pytanie, które może być z innej strony. Mówicie dużo o starości i przemijaniu, ale większość z was brzmi jakbyście pisały z dość dużym spokojem. A co jeśli ktoś jest stosunkowo młody i już teraz bardzo boi się starzenia, bardziej niż 'normalnie'? Czy te afirmacje mają sens też wtedy, czy to jest coś innego?
Bluszczyk, to ważne pytanie i dobrze że je zadałaś, bo rzeczywiście większość z nas pisze z perspektywy kogoś, kto już ma za sobą jakiś kawałek drogi. Lęk przed starzeniem w młodym wieku to nie jest to samo co oswajanie się z nim kiedy masz go już blisko. Myślę, że afirmacje dla kogoś młodego z tym strachem działałyby inaczej - nie jako akceptacja tego co jest, tylko jako budowanie relacji z czymś odległym. Nie wiem czy to łatwiejsze czy trudniejsze. Co czujesz kiedy o tym myślisz - to bardziej lęk przed utratą sprawności, wyglądu, czy coś innego?
Bluszczyk, ja się cieszę, że powiedziałaś to wprost. Bo myślę, że często jest tak, że młodsze osoby milczą w takich rozmowach, jakby nie miały prawa do tego lęku. A mają. Moja siostra miała trzydzieści parę lat i bała się starzenia bardziej niż ja teraz. To nie jest kwestia wieku, to kwestia tego, jak ktoś jest zbudowany wewnętrznie.
Chyba wszystkiego po trochu, ale najbardziej chyba tej nieodwracalności. Że coś się kończy i nie ma odwołania. I nie wiem czy afirmacja to w ogóle może objąć, bo to nie jest przekonanie które chcę zmienić, to jest fakt. Czy afirmacja może działać na coś co jest obiektywnie prawdą?
Gerwazy73 dotknął czegoś, co mnie też niepokoi, odkąd zaczęłam pracować z afirmacjami. Przez długi czas miałam wrażenie, że powtarzam słowa, w które nie wierzę, i że to jest właśnie ta nieszczerość. Dopiero kiedy zaczęłam dobierać zdania, które były tylko o krok bardziej spokojne niż to co czułam - nie idealne, tylko trochę łagodniejsze - poczułam że to ma sens. Dziękuję wszystkim, którzy to tu rozwinęli, bo teraz widzę że miałam rację z tym krokiem.
A skąd się wie co 'zahacza'? Bo to brzmi jak coś intuicyjnego, a ja zazwyczaj przy takich rzeczach nie ufam swojej intuicji.
Wracam do Bluszczyk i jej pytania o nieodwracalność, bo to mi siedzi w głowie. Myślę że właśnie to jest najtrudniejsze przy tym temacie - nie starość jako taka, tylko brak możliwości cofnięcia. I nie wiem czy afirmacja to może 'przepracować', ale wiem że zmiana języka wokół tego może zmieniać sposób patrzenia. Zamiast 'to jest koniec' - 'to jest kierunek'. Nie wiem czy to wystarczy. Ale u mnie coś przesunęło.
Wandka_61, to co napisałaś o kierunku mnie zatrzymało. Bo ja do tej pory myślałem o starzeniu żeby nie myśleć o starzeniu, jeśli to ma sens. A tu nagle jest zdanie które patrzy na to wprost i jakoś nie boli. Może to jest ta różnica której szukałem a nie wiedziałem że szukam.
Słyszę w tej rozmowie coś, co warto nazwać. Kilka osób tutaj - Wandka_61, Bluszczyk, Gerwazy73 - dotknęło czegoś, co moim zdaniem jest sednem całego wątku: że praca z afirmacjami przy temacie przemijania to nie jest praca nad optymizmem, tylko praca nad relacją z prawdą, która boli. I to jest zupełnie inny rodzaj pracy. Nie chodzi o to żeby czuć się lepiej, chodzi o to żeby móc z tym być. To tłumaczy dlaczego te same metody, które działają przy budowaniu pewności siebie, przy starzeniu wymagają korekty.
Czy ta korekta to zawsze musi być świadoma? Bo Wandka_61 powiedziała, że nie planowała żadnej sekwencji, a jednak to przez nią przeszła. Ja mam wrażenie, że im bardziej staram się to robić metodycznie, tym mniej mi to wychodzi.
Bluszczyk, to jest bardzo celne spostrzeżenie i chcę na nie odpowiedzieć wprost. Nie, korekta nie musi być świadoma w sensie zaplanowanego programu. Wandka_61 przez nią przeszła właśnie dlatego, że nie próbowała jej kontrolować - pisała, a słowa same ją ułożyły. Myślę że metodyczność bywa pułapką przy tym temacie. Im bardziej chcesz to zrobić 'poprawnie', tym bardziej angażujesz tę część siebie, która ocenia i blokuje. Afirmacja przy temacie przemijania potrzebuje trochę luzu, żeby w ogóle mogła dotknąć czegoś prawdziwego.
Czyli właściwie mówisz, że im mniej się staram, tym lepiej? Bo to trochę sprzeczne z tym, co zwykle słyszę o afirmacjach - że regularność i dyscyplina są kluczowe.
To co napisała Cosmia o konkretnym zakotwiczeniu bardzo mi pomogło nazwać to, co sama robiłam po omacku. Kilka razy zaczynałam od zdjęcia, ale myślałam że robię to źle bo to mnie zasmuca zamiast uspakajać. Teraz rozumiem że może ten smutek był właśnie tym miejscem od którego powinnam zaczynać, nie czymś do pominięcia. Czy tak to działa, że się zaczyna od smutku a dopiero potem przychodzi coś łagodniejszego?
