Przy tej kwestii czasu w afirmacjach, dorzucę że w pracy z czakrami też się stosuje teraźniejszość. 'Moje serce jest otwarte' zamiast 'otworzę swoje serce'. Ta pierwsza aktywuje centrum energetyczne od razu, druga odkłada aktywację w nieokreślone jutro.
Wracając do karteczek, bo tu się zaczęło, chcę powiedzieć że sama wróciłam do tej metody po kilku tygodniach nagrań i jest coś w tym fizycznym akcie pisania którego nagranie nie zastępuje. Kiedy piszę ręcznie to jakby bardziej angażuję się w treść, czytam powoli, dobierając słowa. Nagranie można puścić bezrefleksyjnie.
Ja przez jakiś czas korzystałem z obu naraz, karteczka napisana wieczorem i nagranie na słuchawce. Brzmi może przesadnie ale chciałem sprawdzić czy to kumuluje efekt czy nie. Uczciwie mówiąc nie wiem czy skumulowało, ale sam akt przygotowania, pisanie a potem nagrywanie tej samej treści, powodował że naprawdę dokładnie myślałem o tym co chcę zaafirmować. Może w tym był sens.
To co Adept opisuje, ten etap przygotowania, wydaje mi się bardzo ważny i rzadko się o nim mówi. Czy masz wrażenie że ta uwaga którą wkładasz w pisanie i nagrywanie jest może ważniejsza niż to co potem się dzieje przed snem? Bo jak słucham tej rozmowy to zaczynam myśleć, że praca z afirmacją zaczyna się wcześniej niż w łóżku.
To co Marzanka opisuje wydaje mi się kluczowe i jakoś wcześniej to umknęło w całej rozmowie. Ten moment pisania albo nagrywania, kiedy jesteś skupiony, wiesz co chcesz powiedzieć i mówisz to na głos albo zapisujesz, to jest właśnie ten moment pełnej intencji. Reszta, czyli leżenie z nagraniem, karteczka pod poduszką, to może być jakiś dodatek, ale czy nie jest tak że bez tego pierwszego momentu reszta nie działa?
A czy to znaczy że przez te kilka tygodni kiedy słuchałam gotowych nagrań przed snem to w ogóle nic mi to nie dało? Trochę mi przykro to słyszeć, bo naprawdę się starałam.
Właśnie chciałam zapytać, bo trochę zgubiłam się w tej rozmowie. Rozumiem że pisanie własną ręką i nagrywanie własnym głosem jest ważniejsze niż gotowe pliki. Ale czy karteczka pod poduszką, o której był ten cały temat na początku, w ogóle jeszcze ma sens po tym co tu wszyscy piszą?
Dziękuję za to wyjaśnienie, Paprotka, bo właśnie tak to rozumiałam, że karteczka to takie zamknięcie dnia. Ale mam pytanie, czy to musi być napisane w jakiś szczególny sposób, czy może to być cokolwiek co w danej chwili czuję?
Dodam tutaj że w pracy energetycznej karteczka pisana ręką ma jeszcze jeden wymiar, bo odcisk energii dłoni zostaje na papierze. To dlatego listy pisane ręcznie były historycznie traktowane jako coś osobistego w sposób dosłowny, nie tylko sentym... no dobra to może za daleko. Ale sam akt pisania to inny kontakt z treścią niż klikanie w klawiaturę.
Mam pytanie bo mnie to zaczyna ciekawić, a chyba nikt tego nie powiedział wprost. Jak długo powinno się w ogóle pracować tą metodą żeby zobaczyć jakiś efekt? Czy to jest kwestia dni, tygodni? Bo rozumiem że to indywidualne, ale czy jest jakiś próg poniżej którego to po prostu za mało?
A co to znaczy że afirmacja jest 'trafna'? Jak to sprawdzić? Bo to już trzecia osoba która wspomina o dobieraniu treści i za każdym razem mnie to zatrzymuje, bo nie wiem jak to ocenić.
Dla mnie sprawdzianem było to jak się czułam kiedy to mówiłam. Jeśli afirmacja brzmiała jak kłamstwo i coś we mnie się od niej odpychało, to wiedziałam że jest za duży skok. Nie że zła, tylko za daleko od tego gdzie teraz jestem. Zamieniałam wtedy na coś mniejszego, bliższego prawdy.
To jest ciekawe co piszecie, bo ja właśnie z tym miałam problem na początku. Wybrałam afirmacje które brzmiały bardzo pewnie i pozytywnie, bo takie widziałam na różnych stronach. I za każdym razem kiedy je powtarzałam coś mnie uwierało. Dopiero jak zaczęłam je przerabiać na własne słowa to przestały mi przeszkadzać. Czy to jest ta sama pułapka o której mówisz?
Dobra, ale wróćmy na chwilę do tego co mówiła Marzanka na początku tematu, bo mi to siedzi w głowie. Karteczka pod poduszką, słuchanie przed snem. Czy to nie jest trochę tak, że sama forma nie ma tu znaczenia, tylko to co robisz z głową zanim zaśniesz? Bo jak czytam całą tę rozmowę to mam wrażenie że wszyscy dochodzą do podobnego wniosku, tylko innymi słowami.
Dodam że stan tuż przed snem, ta hipnagogiczna granica, to jest moment kiedy umysł analityczny odpuszcza i treści wchodzą głębiej. Dlatego właśnie afirmacje o tej porze mają sens niezależnie od formy. Podświadomość nie robi różnicy między własnym głosem a cudzym, bo na tym etapie filtry krytyczne są już uśpione.
To co mówi Paprotka to jest chyba ważna rzecz. Ja miałam dokładnie tak samo. Nagrałam siebie i jak włączyłam to nagranie wieczorem to zamiast uspokojenia miałam poczucie że kłamię sama sobie. Dopiero jak przepisałam te zdania i zmieniłam je na coś mniejszego, bliższego prawdzie, to głos przestał mnie uwierać. Więc forma i treść idą razem.
Właśnie o to mi chodziło kiedy zaczęłam ten temat. Nie wiedziałam jak to nazwać, ale teraz po tej całej rozmowie rozumiem to lepiej. Ten dyskomfort przy słuchaniu siebie to jest sygnał że afirmacja jest nie ta, nie że technika jest zła. Sama przez to przechodziłam z karteczką pod poduszką. Rano czułam coś dziwnego, jakby to zdanie mnie oskarżało zamiast wspierać.
Marzanka, a jak w końcu to rozwiązałaś? Bo piszesz że czułaś że karteczka 'oskarża' i to bardzo rozumiem, ale co z tym zrobiłaś? Wyrzuciłaś ją, zmieniłaś treść, w ogóle porzuciłaś tę metodę?
Wracając do tego co mówił Lurisk o różnicy między własnym głosem a cudzym, mam pytanie praktyczne. Czy nagranie własnego głosu i odtwarzanie go przed snem jest skuteczniejsze niż czytanie afirmacji na głos tuż przed zaśnięciem bez nagrywania? Bo jedno i drugie to własny głos, ale w innym momencie.
