ehh, zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy pełnia księżyca naprawdę wpływa na to, jak czyta się karty. Mam takie wrażenie, że rozkłady robione właśnie w pełnię wychodzą jakoś inaczej, bardziej... wyraziście? Trudno mi to opisać. Karty jakby mówiły więcej, przekazy są mniej mętne. Może to tylko sugestia, ale ostatnio robiłam ten sam rozkład dwa razy w odstępie tygodnia i wynik był zupełnie inny. Raz przy nowiu, raz przy pełni. Ciekawe czy ktoś tu miał podobne obserwacje?
To ciekawe pytanie, bo sama od lat próbuję ustalić, czy to faktycznie faza księżyca, czy może po prostu nasza gotowość psychiczna w danym momencie. Powiedz mi więcej o tym rozkładzie, który robiłaś dwa razy. Jakie karty wychodziły przy nowiu, a jakie przy pełni? Bo różnica w wynikach może mieć różne przyczyny i sama faza księżyca to tylko jeden z możliwych czynników.
Ja zawsze slyszalam, że pełnia to czas zbierania, a nów to czas siewu. Więc może karty w pełnię pokazuja efekty tego, co już się wydarzyło, a nie to, co dopiero przyjdzie? Mam wrażenie, że to by tłumaczyło tę "wyrazistość", o której piszesz.
Kielichy przy nowiu to akurat ma sens z perspektywy tradycji, nów sprzyja temu co podświadome, płynne. Ale chciałbym zapytać wprost: czy zmieniałaś coś w swoim stanie między tymi dwoma rozkładami? Pytanie o nastrój, zmęczenie, stres. Bo karty są wrażliwe na energię czytającego i czasem to tłumaczy więcej niż faza księżyca.
No właśnie, to jest ten problem z całą ezoteryką, zawsze można powiedzieć "to przez twój nastrój" albo "to przez księżyc" i nigdy nie wiadomo co tak naprawdę działa. Jak w ogóle można to sprawdzić?
ehh, Ja bym tutaj jeszcze zapytała o samą talię. Bo czytałam, ze niektórzy wróżbici trzymają karty w różnych warunkach zależnie od fazy, np. wystawiają je na światło księżyca w pełni. Czy ktoś z was to robi i czy widzi różnicę w odczytach?
Wystawianie kart na księżyc to dość popularna praktyka oczyszczająca, ale powiem szczerze, że sama tego nie robię regularnie. Miałam taką fazę, próbowałam przez kilka miesięcy, i nie zauważyłam wyraźnej różnicy w precyzji rozkładów. Ale tu wchodzi pytanie co rozumiemy przez "precyzję". Trafność? Jasność przekazu? To są różne rzeczy.
Dokładnie to samo pytanie chciałam zadać. "Precyzja" to słowo, które każdy rozumie inaczej. Dla mnie precyzyjny rozkład to taki, gdzie karty tworzą spójną historię i nie trzeba naciągać interpretacji. Dla kogoś innego to może być konkretna data albo imię, które się sprawdzi. W pełni księżyca moje rozkłady bywają bardziej obrazowe, ale niekoniecznie bardziej konkretne.
Przepraszam,że wchodzę z innej strony, ale czy ta zależność od faz księżyca dotyczy tylko tarota czy też np. run? Pytam bo sama zajmuje się głównie runami i zastanawiam sie, czy podobne reguły działają przy wróżeniu z run.
A czy ktoś próbował robić rozkłady w konkretnych godzinach podczas pełni? Czytałam, że najsilniejszy moment to właśnie kulminacja, czyli godzina, kiedy księżyc jest dokładnie pełny. ale to czasem wypada w środku nocy i nie wiem czy warto się budzić o 3 rano żeby rozkładać karty.
No dobra, ale skoro koncentracja jest najważniejsza, to po co w ogóle ta cała otoczka z księżycem? Brzmi trochę jak autosugestia.
Dla mnie pełnia to po prostu naturalna kotwica. Wiem, że nadchodzi, przygotowuję się, oczyszczam karty, siadam inaczej niż zwykle. Sam rytuał przygotowania zmienia jakość rozkładu. Trudno mi oddzielić, czy to księżyc czy moje nastawienie, bo jedno ciągnie za sobą drugie.
Zgadzam sie z Otylka_O, ta otoczka rytualna ma znaczenie. Ja zauważyłam ze jak robie rozkład byle jak, przy obiedzie albo w biegu, to karty wychodzą chaotyczne. A przy pelni zawsze siadam porządnie, zapalam świece i to juz robi różnice. Ale czy to ksieżyc czy ja sama, ciężko orzec.
Wracając do głównego pytania z tego wątku, bo chcę się upewnić, że nie zgubiłyśmy wątku. Mamy dwie osobne rzeczy, które mieszamy: czy pełnia wpływa na samego wróżbiarza, i czy wpływa na karty jako przedmioty. To zupełnie inne pytania i myślę, że odpowiedzi też będą inne. Który aspekt bardziej was interesuje?
no nie wiem, to,co Onufry opisuje z tym ślepym ocenianiem, to właśnie jest sensowny kierunek. Ale chcę zapytać, bo to ważne dla całej dyskusji: co rozumiecie przez "precyzyjny rozkład"? Bo Wierzbina to już poruszała, ale myślę że nie doszłyśmy do żadnego wspólnego mianownika. Dla mnie precyzja to trafność w czasie, czyli czy to co pokazały karty faktycznie się wydarzyło. Jak wy to mierzycie?
Dla mnie precyzja to kiedy karta odpowiada na pytanie tak bezpośrednio, że nie muszę kombinować. Nie chodzi o przepowiednie, bardziej o to czy rozumiem bez wysiłku co mi chce powiedzieć. I właśnie takie momenty częściej mi się zdarzają przy pełni. Ale rozumiem, że to subiektywne.
Subiektywne, ale nie bez wartości. Chcę dopowiedzieć jedną rzecz do tego co Wrozka_71 opisuje. Intuicja wróżbiarza to nie jest coś osobnego od narzędzia, przepraszam, od systemu który się stosuje. Jeżeli w pełni twój umysł jest spokojniejszy, a połączenie z obrazem głębsze, to odczyt będzie lepszy niezależnie od tego, skąd ten spokój pochodzi. Pytanie Pietruszki o definicję precyzji jest kluczowe, bo bez tego kręcimy się w kółko
Wracając do tego co Wrozka_71 powiedziała na początku o tych kielichach przy nowiu i mieczach przy pełni, to mnie to bardzo uderzyło. Bo Miecze to nie tylko ostrość, to też konflikty i decyzje. A pełnia to kulminacja. Może karty przy pełni pokazują rzeczy, które wymagają decyzji tu i teraz, a nie w przyszłości? Czy ta interpretacja ma sens w kontekście twoich pytań?
Albo nieprzypadkowo. To jest właśnie ten dylemat. Jeśli pełnia na prawdę wplywa na energię i podswiadomosc to może naturalnie jesteśmy bardziej gotowi na trudne pytania właśnie wtedy. Trudno rozplątać co jest przyczyną a co skutkiem.
Czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Czy ktoś z was robił rozkład przy pełni, ale celowo nie wiedząc że to pełnia? Nie patrząc na kalendarz, po prostu losowo?
Właśnie próbowałem czegoś podobnego. Przez trzy tygodnie robiłem rozkłady nie patrząc na datę, a potem sprawdzałem wstecznie. Ale problem jest taki, że skoro potem wiem, to i tak nie wiem czy moja ocena rozkładu jest wolna od tej wiedzy. Wszystko się zapętla.
A ile trzeba mieć tych danych żeby coś stwierdzić? Bo tak słucham i mam wrażenie że ta rozmowa mogłaby trwać wiecznie i nadal byśmy nic nie ustalili
Dokładnie tak. Mnie na początku chodziło o to czy jest sens czekać na pełnię albo specjalnie wtedy siadać do kart. Bo słyszałam o tym w różnych miejscach i chciałam wiedzieć czy to ma praktyczne uzasadnienie czy to tylko rytuał dla nastroju.
A wiesz co ta granica między uzasadnieniem a nastrojem jest moim zdaniem płynna w wróżbiarstwie. Jeśli siadasz do kart z przekonaniem, ze teraz jest dobry moment, to twoja głowa jest inaczej nastawiona. Efekt jest realny, nawet jeśli przyczyna jest symboliczna.
Niekoniecznie. W wielu tradycjach nie ma ostrego rozdziału między tym co zewnętrzne a tym co wewnętrzne. Pełnia wpływa na ciebie, a ty jestes częścią tej samej energii co karty. To nie jest sprzeczność to jest inna ontologia.
