Mam pytanie dotyczące rozkładu na dziś, jutro, pojutrze, bo trochę mi się to posypało po przejściu na nowy zestaw kart. Konkretnie chodzi o to, jak traktować "dziś" - czy to dosłownie ten dzień kalendarzowy, czy coś w rodzaju obecnej sytuacji, która może trwać dłużej? Bo jak wyciągam kartę na dziś wieczorem, to już połowa dnia za mną i zastanawiam się, czy ta karta odnosi się do tego, co już było, czy do tego, co jeszcze przede mną.
Też się nad tym kiedyś głowiłam. U mnie rozkład na te trzy pozycje przestał mi dawać spójne odpowiedzi, kiedy zaczęłam go robić wieczorami zamiast rano. Czy robiłaś wcześniej o konkretnej porze?
To jest jedna z tych kwestii, gdzie różne szkoły mają zupełnie różne podejście i nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Część interpretatorów traktuje "dziś" jako energię całego dnia, niezależnie od tego, kiedy rozkład jest robiony - coś w stylu, że karta pokazuje dominantę, a nie harmonogram. Inni naprawdę pilnują pory i twierdzą, że wieczorny rozkład to już retrospektywa. Jak wyglądają twoje karty wieczorne - są retrospektywne w tonie czy dalej wskazują na coś przed tobą?
Ja przez długi czas robiłem ten rozkład bez żadnej stałej pory i interpretowałem "dziś" zawsze jako "teraz i do końca dnia". Przestało mi to płatać figle dopiero kiedy przed rozkładem dosłownie mówiłem głośno, co dla mnie oznacza każda pozycja. Brzmi trywialnie, ale ustawiało intencję i jakoś karty zaczęły być bardziej spójne. Czy ty robisz jakieś ustawienie intencji przed tasowaniem?
Wracając do pytania o czas - to co mówisz o "dziś" wieczorem jako retrospektywie jest dla mnie sygnałem innego problemu. Jeśli robisz rozkład na trzy dni, a "dziś" się już właściwie skończyło, to cały rozkład przesuwa się w czasie i de facto pytasz o jutro, pojutrze i trzeci dzień. Niektóre osoby celowo tak robią i traktują ten rozkład jako okno na najbliższe 72 godziny liczone od momentu rozkładu, nie od północy. Próbowałaś kiedyś tego podejścia?
dokładnie. Albo jeszcze prościej: "wkrótce", "nieco później", "perspektywa". Wtedy data i pora przestają mieć znaczenie.
A mnie sie zastanawia, czy taki rozkład ma w ogóle sens jesli sie robi codziennie? Bo jak zrobiłam dziś, jutro, pojutrze, a potem jutro rano znowu robie, to czy te karty na ten sam dzień się nie gryzą? Raz mi wyszło że "jutro" bedzie Wieża, a rano kiedy zrobiłam nowy rozkład na "dziś" wyszedł Słońce. To jest sprzeczność czy dwie różne warstwy?
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie,że podstawowy problem nie jest z interpretacją czasu, tylko z tym, że rozkład na "dziś, jutro, pojutrze" jest używany bardzo różnie przez różne tradycje. Jedne systemy traktują go jako rozkład narracyjny - czyli przeszłość/teraźniejszość/przyszłość - a tylko etykiety są inne. Inne systemy traktują go dosłownie, kalendarzowo. Skąd pochodzi twoja metoda? Bo bez tego ciężko powiedzieć, czy interpretujesz "dobrze" czy "źle" według systemu, który stosujesz 😉
Znam to uczucie. Mnie ta hybrydowa metoda działała przez jakiś czas całkiem dobrze, a potem nagle przestała dawać spójne odczyty. Okazało się, że nie byłam konsekwentna w intencji - raz podchodziłam do "jutra" jak do 24 godzin, raz jak do "najbliższej przyszłości". Karty to wychwytują, czy tego chcemy, czy nie. Teraz przed każdym rozkładem staram się mieć jedną definicję pozycji i jej się trzymam.
oj, a ja mam pytanie moze trochę z innej strony - czy ten rozkład na trzy dni nadaje się do pytań o konkretne zdarzenia, czy lepiej go traktować jako rozkład o nastroju i energii? Bo próbowałam użyć go do sprawdzenia, czy rozmowa z sezfem pójdzie dobrze i wyszło mi coś, co totalnie nie pasowało do kontekstu zawodowego.
Ja do tej pory nie byłam wielką fanką rozkładów dziennych właśnie dlatego, o czym tu piszecie - ta kwestia "co to jest dziś" jest dla mnie za rozmyta. W runach mam podobny problem z rozkładem na tydzień do przodu, bo jeśli zaczynam w środę, to czym jest pierwsza runa? Środą, tygodniem od środy? Ostatecznie doszłam do tego, że każdy system potrzebuje swojej wewnętrznej logiki i nie możesz jej pożyczać z zewnątrz, musisz ją ustalić sama.
Dodam jeszcze, że pora robienia rozkładu ma według mnie związek z cyklem księżycowym i godzinami planetarnymi, co często jest pomijane. Wieczorny rozkład to zupełnie inna energia niż poranny - księżyc wieczorem jest w innej fazie widzialności, a godziny planetarne zmieniają się co godzinę. Dlatego "dziś" wieczorem to dla mnie nigdy nie jest to samo "dziś" co rano. To wyjaśniałoby, czemu masz niespójności.
bardziej siły i kontekstu niż samego znaczenia. Księżyc wieczorem w fazie rosnącej daje energię ekspansji, więc ta sama karta może wskazywać na rozwinięcie sytuacji, a nie jej początek. Choć przyznam, że nie każdy system to uwzględnia.
A wracając do sedna pytania Tamarki - mnie bardziej zastanawia coś innego. Jeśli ktos ma hybrydową metodę sklejoną z kilku tradycji, to może zamiast szukać jednej "prawidłowej" interpretacji czasu, lepiej po prostu zdecydować, co dla siebie znaczy dana pozycja i trzymać się tego? Konsekwencja wydaje mi się ważniejsza niż zgodność z jakimkolwiek systemem.
no nie wiem, A czy próbowałaś przez jakiś czas zapisywać, jakiego znaczenia pozycji używasz przy danym rozkładzie i potem porównywać z tym, co faktycznie się wydarzyło? Nie po to, żeby "weryfikować" karty, ale żeby zobaczyć, które podejście daje ci bardziej użyteczne odczyty.
Ta kwestia zapisywania definicji to jest właśnie sedno. Większość problemów z interpretacją czasu w tym rozkładzie wynika z tego, że definicja pozycji jest płynna i zmienia się między sesjami bez wiedzy osoby, która to robi. To nie jest problem z systemem, to problem z brakiem własnej umowy ze sobą.
Z runami mam dokładnie ten problem co Tamarka z kartami. Rozkład na trzy runy do przodu robi się nieczytelny, jeśli nie wiesz, od kiedy liczyć. Próbowałam kiedyś traktować pozycje jako "przed decyzją", "w momencie decyzji", "po decyzji" i to mi działało lepiej niż literalne dni.
Mam pytanie, bo trochę się zgubiłam w tej dyskusji. Czy wszystkie te problemy z interpretacją czasu dotyczą tylko tego konkretnego rozkładu na trzy dni, czy w ogóle każdego rozkładu, który ma pozycje czasowe? Bo ja patrzę na keltyjski krzyż i tam też są pozycje "co nadejdzie" i zastanawiam się czy tam jest ten sam dylemat.
Czytam tę dyskusję od początku i mam takie wrażenie, że może cały problem z "dziś, jutro, pojutrze" polega na tym, że ta nazwa jest zbyt dosłowna i stwarza oczekiwanie precyzji, której tarot po prostu nie daje. Gdyby ten sam rozkład nazywał się inaczej, np. "teraz, wkrótce, perspektywa", to może nikt by się nie zastanawiał o której godzinie go robić?
