Ostatnio zaczęłam rozglądać się za nowymi kartami i trafiłam na talie z takim metalicznym połyskiem na obrazkach. Wyglądają efektownie, ale zastanawiam się czy to nie przeszkadza podczas rozkładu. Jak patrzycie na błyszczącą kartę, to chyba trudniej się skupić na jej symbolice, nie? Mam wrażenie, że to bardziej dla oka niż do prawdziwej pracy.
To zależy jak pracujesz z kartami. Ja przez lata używałam matowych i błyszczących na zmianę i szczerze mówiąc, połysk nigdy nie był dla mnie problemem. Ale słyszałam od kilku osób, że światło odbijające się od karty dosłownie "wyciągało" je z koncentracji. Więc może to kwestia indywidualna? Mam pytanie do ciebie - czy pracujesz przy świecach, czy raczej przy normalnym oświetleniu? Bo to może mieć znaczenie.
Przy świecach to faktycznie może być problem, bo płomień się rusza i odbicia na błyszczącej karcie też się ruszają. Sam tego nie lubię. Ale mam inne pytanie do tematu - ktoś wspominał mi kiedyś, że przy niektórych rozkładach można sumować numery kart i wychodzi dodatkowa liczba ze swoją symboliką. Czy ktoś tu to stosuje? Nie wiem czy to tradycja tarota czy bardziej numerologiczny dodatek.
Bardzo dziękuję za ten wątek, właśnie szukałem czegoś o sumowaniu kart! Ja ze swojej strony dodam, że trafiłem na opis tej metody w jednej starszej książce o tarota i numerologii razem. Tam była taka zasada, że jeśli suma przekracza 22, to redukujesz dalej - dodajesz cyfry sumy do siebie. Czyli jak wychodzi 34, to 3+4=7, Rydwan. Ale nie wiem czy to jest powszechne czy tylko jeden z wielu systemów.
A ja mam pytanie może głupie, ale jak liczycie karty dworskie? Walet, Królowa, Król nie mają chyba numerów? Czy im się przypisuje jakieś wartości? Bo jak chcę coś zsumować to już na początku nie wiem co z nimi zrobić.
Ale wracając do tych błyszczących kart - bo trochę nam uciekło - to czy ktoś ma z nich jakieś konkretne talie i jak ocenia pracę z nimi? Chodzi mi o takie z folią, gdzie cały rysunek lśni. Bo to jedno co innego niż laminat.
Ja mam taką talię, nie pamiętam nazwy, ale ma złote elementy na każdej karcie, takie metaliczne. Na początku byłam zachwycona jak wyglądają, ale potem przy układaniu jakoś mój wzrok chodził za tym złotem zamiast za całym obrazkiem. Nie wiem czy to tylko ja tak mam czy inni też.
Mam pytanie, może trochę z boku, ale czy te wszystkie gadżety jak specjalne wykończenie kart, złote brzegi, błyszczące folie - to jest już trochę bardziej marketing niż coś co faktycznie ma znaczenie dla odczytu? Pytam serio, bo jako osoba z zewnątrz to mi wygląda jak zwykłe "premium" żeby podnieść cenę.
A wracajc do sumowania - bo mnie to bardziej interesuje - to jak któs sumuje karty w rozkładzie 3 kartowym? Tam sa tylka 3 karty, wynik bedzie niewielki? Czy ta metoda ma sens przy malych rozkładach?
Wróćmy na chwilę do tych kart z folią, bo mi się coś przypomniało. Kiedyś dostałam talię gdzie CAŁY rewers był taką holograficzną folią i przy odwracaniu kart to było jak stroboskop prawie. Naprawdę trudno się skupić. Ale karty z samymi złotymi akcentami na awersie to inna sprawa, prawda?
Wracam do kart bo to bardziej mi bliskie niż ta numerologia. Próbowałam tej rady z przyciemnionym światłem i faktycznie moje błyszczące karty przy jednej świecy są do zniesienia. Ale teraz mam inny problem, bo przy takiej słabej świecy trudniej mi odróżnić kolory na rysunku. Szczególnie ciemne karty jak Księżyc czy Dziewiątka Mieczy.
Słuchajcie, może po prostu błyszczące karty są po prostu złym wyborem do poważnej pracy i tyle? Są ładne, ale do wystawienia na półce, nie do codziennego układania. Czy to naprawdę kontrowersyjne co mówię?
To może mi ktoś powiedzieć jakie talie polecacie dla kogoś kto dopiero zaczyna i nie chce się borykać z tym problemem skupienia? Bo może zamiast walczyć z błyszczącymi, lepiej wybrać inaczej na początku.
To może ja opiszę jeden konkretny przykład, bo Heksagram pyta o doświadczenia z sumowaniem przy Rider-Waite. Jakiś czas temu robiłam rozkład krzyża keltyjskiego i w pozycji serca sprawy wyszła mi Trójka Mieczy, w pozycji podstawy Dziewiątka Kielichów, a na szczycie Rycerz Pentakli. Zsumowałam 3+9+12 i wyszło 24, a po redukcji 6, czyli Kochankowie. Kontekst był o relacji i ta szóstka idealnie spięła całość. Ale to może być zbieżność, nie wiem jak to oceniać w kategoriach metody.
A czy ktoś próbował sumować tylko Wielkie Arkana z rozkładu i ignorować Małe? Bo kiedy czytałem o tej metodzie, widziałem taką wersję że liczy się tylko to co "poważne". Choć to trochę dziwne, jakbyś losowo dostawał same Małe Arkana i miałbyś nic do zsumowania.
Przepraszam że wchodze w srodek, ale chciałam spytac cos innego. Wróciłam do tematu tych kart błyszczacych bo mam podobny problem jak Stellina z kolorami przy swieczce. Czy jest może jakas talia która jest i matowa i ma wyrazne kolory? Bo szukam i nie wiem jak to ocenic ze zdjec w internecie.
Ale to trochę frustrujące, bo jak masz kilka różnych źródeł i każde mówi inaczej, to skąd wiesz od czego zacząć? Rozumiem że nie ma jednej metody, ale chyba są jakieś punkty wspólne między różnymi podejściami? Coś co większość praktykujących uznaje za podstawę?
Ale czy jak suma wychodzi na przyklad 15, to co wtedy? Redukujesz do szostki czy zostawiasz 15 jako Diabła? Bo chyba obydwie te liczby coś znaczą w tarota i nie wiedziałabym która jest wazniejsza.
Słuchajcie, ja wchodzę tutaj głównie po to żeby zrozumieć czy warto w ogóle kupować talię błyszczącą, bo zastanawiam się nad zakupem. I z tej dyskusji wynika że matowa to bezpieczniejszy wybór dla kogoś kto zaczyna, czy dobrze rozumiem? Bo przez tę całą rozmowę o numerologii trochę zgubiłam ten główny wątek.
Czy analityczne i intuicyjne to naprawdę takie różne? Ja jak czytam karty to robię jedno i drugie jednocześnie i nie wiem jak bym to rozdzieliła. Patrząc na kartę po prostu czuję i interpretuję równocześnie.
Przepraszam że wchodzę, ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam inne pytanie. Czy ta numerologia z kart mówi też coś o relacjach między ludźmi? Pytam bo interesuję się bardziej tym aspektem i zastanawiam się czy sumowanie kart dałoby jakiś wgląd w to jak się potoczy znajomość z konkretną osobą.
