Wracając do Małych Arkanów bo o to chodziło na początku tego wątku - czy ktoś zauważył że Małe Arkany z konkretnego żywiołu blokują się częściej? Mam wrażenie że u mnie to zawsze Kielichy i zastanawiam się czy to o mnie mówi coś czy o karcie.
Bardzo dziękuję za tę dyskusję, naprawdę otwiera oczy. Chciałem zapytać - czy blokowanie się kart dotyczy tylko fizycznych talii, czy słyszał ktoś o czymś podobnym przy czytaniu ze snów albo innych przekazów? Pytam bo nie mam jeszcze własnej talii.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie że cały czas mówimy o blokadzie jako o czymś albo fizycznym albo symbolicznym. Nikt nie wspomniał o energii ciała tasującego. Czakra serca i dłoni - jeśli są zablokowane u osoby, to czy nie mogłoby to wpływać na to jak karty się układają w talii? Pytam serio, nie prowokacyjnie.
Zatrzymajmy się na chwilę przy samym tytule tego wątku, bo trochę odpłynęliśmy. Blokada karty jako "znak" albo blokada jako przypadek mechaniczny - to jest pytanie które w ogóle zakłada że te dwie opcje są rozłączne. A co jeśli nie są? Znak może objawiać się przez mechanikę.
Właśnie dlatego zadałam to pytanie na początku - bo chciałam wiedzieć czy jest jakaś reguła, coś co pozwala mi wiedzieć kiedy tasować od nowa a kiedy zostawić. I po stu czterdziestu postach nadal nie mam jasnej odpowiedzi 🙂 Ale to nie jest zarzut, dyskusja dużo dała.
Ale wróćmy jeszcze do Małych Arkanów bo zaczęłam o tym myśleć inaczej po tej dyskusji. Skoro Małe Arkany opisują codzienne sytuacje, to czy blokada Małej Arkany nie powinna być interpretowana jako wskazówka działania, a nie jako głębokie przesłanie? Że "tu właśnie działaj", nie "tu medytuj"?
I tu wracamy do sedna pytania Pelagiusza97 o tasowanie od nowa. Jeśli zablokowana karta - czy to Mała, Wielka czy Dworzec - niesie jakiś komunikat, to tasowanie od nowa jest jak zamknięcie rozmowy w połowie zdania. Czasem może być potrzebne, ale raczej gdy coś zakłóciło całą sesję, nie samą kartę.
Mam pytanie trochę z boku - czy wy w ogóle robicie jakieś przygotowanie przed sesją żeby właśnie uniknąć tego rozkojarzenia? Bo ja jak siadam do kart to po prostu tasuje i tyle, może to jest mój problem ze zrozumieniem wyników.
Ale czy to nie jest trochę tworzenie rytuału dla rytuału? Rozumiem że spokój pomaga skupieniu, ale jeśli tarot jest sposóbm... przepraszam, jeśli tarot ma działać, to chyba nie powinno zależeć od tego czy mam kawę czy herbatę przy sobie.
No i tu znowu wracamy do tego samego węzła co wcześniej. Czy blokada karty to coś co "talii robi", czy coś co "my robimy"? Bo cała ta dyskusja kręci się wokół tego i mam wrażenie że nie możemy się zgodzić co do punktu wyjścia.
Czyli de facto wszyscy eksperci tutaj mówią że nie ma obiektywnej reguły i trzeba wypracować własną. To rozumiem, ale dla kogoś kto zaczyna to jest trochę frustrujące - bo zanim wypracujesz swoją regułę, możesz przez rok interpretować błędnie.
Mnie to przypomina to co pisałam o swoim eksperymencie - na początku też nie umiałam odróżnić zwykłego zdziwienia od czegoś ważniejszego. Ale im dłużej prowadziłam notatki, tym wyraźniej widziałam że niektóre blokady zostawiały mi jakiś "posmak" po sesji, a inne po prostu były i tyle. Może właśnie to jest ten sygnał?
