Zdarzylo mi sie ostatnio cos, co zupelnie mnie wybilo z rytmu. robilam rozklad keltski krzyz w sprawie pracy i przez trzy kolejne sesje wychodzila mi ta sama karta na pozycji przeszlosci - Wieza. Za kazdym razem. Mieszalam porzadnie, odkladalam talie na noc czysciłam kadzidlem. I nic, Wieza wracala jak bumerang. Zaczelam sie zastanawiac czy to w ogole ma sens kontynuowac, czy moze karty po prostu... nie chca mi czegos powiedziec, albo wlasnie uparcie chca powiedziec dokladnie to samo. Czy ktos z was mial podobna sytuacje? I co z tym zrobiliscie?
To nie jest rzadkie zjawisko i nie nazwałabym tego 'buntem'. zanim jednak pójdę dalej powiedz mi jedno - czy pytałaś za każdym razem dokladnie o to samo tak samo sformułowane pytanie? Bo to ma ogromne znaczenie. 🙂
Ja mam podobny problem, tylko u mnie to nie ta sama karta wraca, tylko wylosowuję takie dziwne zestawy ze w ogóle nie potrafię ich ze sobą powiązać. Ostatnio wyszły mi trzy karty które według każdego opisu jaki znalazłam, wzajemnie się wykluczają. To też jest ten 'bunt'?
Mam to zapisane w swoim zeszycie z obserwacjami - przez jakiś czas śledziłam, kiedy pojawiają się powtórzenia. Wyszło mi, że najczęściej ta sama karta wraca, gdy albo jestem emocjonalnie nieobecna podczas losowania, albo gdy tak na prawdę znam już odpowiedź, tylko nie chcę jej przyjąć. To drugie jest ciekawsze do przemyślenia, bo Wieża w kontekście pracy... no cóż. Czy bralaś pod uwagę, że może po prostu tak właśnie jest i karty ci to potwierdzają?
Wiesz, ja miałam coś podobnego kilka miesięcy temu i dopiero po czasie zrozumiałam, co się działo. U mnie wychodziły totalnie losowe karty, bez sensu, jak śmieci. Okazało się, że byłam wtedy w środku jakiegoś emocjonalnego chaosu i karty to odzwierciedlały - nie odpowiadały na pytanie, tylko pokazywały mój stan. Czy to 'bunt'? Może raczej szczerość.
Podejdę do tego trochę inaczej. Jestem bardziej z astrologii niz z tarota, ale widzę podobieństwo do pewnego zjawiska. Czy brałaś pod uwagę że może czas na to pytanie po prostu nie jest dobry? Są okresy gdy odpytywanie o konkretną sprawę jest jak pukanie do zamkniętych drzwi. Nie 'bunt', ale może 'poczekaj'.
Czytam tę rozmowę i muszę zapytać wprost - naprawdę wierzycie, że karty moga 'chcieć' albo 'nie chcieć'? Bo z jednej strony rozumiem metaforę, ale z drugiej to brzmi, jakby talia miała własną wolę. Nie zarzucam, po prostu próbuję zrozumieć jak wy to widzicie.
Moim zdaniem najprościej - jak karty wychodzą w kółko te same, to znaczy że talia wymaga oczyszczenia. Najlepiej zawinąć w czarną tkaninę na pełnię, można wsypać trochę soli w rogu szuflady. To zawsze działa.
A jak w ogóle odróżnić, że karty 'nie chcą odpowiadać' od tego, że po prostu nieumiejętnie interpretujesz? Mówię serio, bo sama czasem siedzę nad rozkładem i nie wiem, czy to mój brak umiejętności, czy coś innego się dzieje. Masz jakiś wewnętrzny wskaźnik? 😉
Co do emocjonalnej obecności - u mnie sygnałem jest to, że zanim jeszcze wyciągnę kartę, mam już w głowie 'oby nie wyszło to czy tamto'. To jest znak, że już nie jestem otwarta, tylko asekuruję się. Wtedy odkładam talię. Nie zawsze łatwo to dostrzec w sobie, przyznaję. 😉
Zainteresowało mnie to, co napisała Rezeda71 o emocjonalnym chaosie. Czy to znaczy, że karty według was nigdy nie kłamią, tylko my źle czytamy albo jesteśmy w złym stanie? Bo to by oznaczało, że problem zawsze leży po stronie pytającego, nie po stronie kart. Czy tak to rozumiecie?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale czy jest jakiś ogólny sygnał, że w ogóle nie powinno się robic rozkładu tego dnia? Pytam, bo czytałam różne rzeczy i jedni mówią żeby nie robic jak się jest zmęczoną, inni że właśnie wtedy bo mamy mniejszą cenzurę. Jak wy to widzicie?
Dziękuję wszystkim za tę rozmowę bo też miałam ostatnio coś podobnego i nie wiedziałam jak to nazwać! U mnie wychodziły ciągle karty dworskie, same dworskie, żadnych wielkich arkanów. Czy to też jest jakis sygnał że coś jest nie tak? Czy to akurat normalne?
Przy tej rozmowie o kartach dworskich przypomnialo mi sie cos innego. Czy wy tez macie tak, ze kiedy rozklad jest 'za czysty', za spojny, to paradoksalnie bardziej mu nie ufacie? Mnie bardziej przekonuja rozkłady, gdzie jest jakiś wewnetrzny zgrzyt.
Dokładnie to samo mam! Jak wszystko pięknie pasuje i układa się w jedną narrację, to zaczynam się zastanawiać, czy nie projektuję. Zgrzyt jest dla mnie sygnałem, że coś przyszło spoza mojego myślenia.
Słuchajcie, ale wracając do tego co napisała Tajemniczka na początku wątku - czy ten 'bunt energetyczny' to w ogóle jest jakaś uznana koncepcja wśród tarocistów, czy to bardziej metafora? Pytam serio, bo nie znam się na tarocie, ale ciekawi mnie, skąd się to wzięło.
W astrologii mamy podobny dylemat z synastriami - czy konfiguracja planet 'robi' coś z relacja, czy tylko ją opisuje. I większość poważnych astrologów, których znam, przestala się tym dręczyć i skupia się na tym, co widzi, nie na tym, dlaczego to działa.
Obserwuje ten watek od jakiegos czasu i mam pytanie moze troche z boku ale moim zdaniem wazne. Zakładajac, ze to jednak jest po stronie pytajacego, ze to stan emocjonalny powoduje chaos w rozkladach - czy to nie jest tak, ze sam ten chaos jest wtedy najwazniejsza odpowiedzią? Czyli karty jednak odpowiedzialy, tylko nie na pytanie, ktore zadalysmy?
To, co napisała Wrenna74, jest dla mnie kluczem do całego tego wątku. Bo jeśli chaos w rozkładzie jest odpowiedzią, to pojęcie 'buntu kart' właściwie się rozsypuje. Nie ma buntu, jest sygnał. Pytanie tylko, czy każdy jest gotowy go tak traktować. 😀
Ale jak mam być gotowa traktowac chaos jako sygnał, skoro nie umiem jeszcze czytać w chaosie? Serio pytam, bo Rezeda71 pomogła mi inaczej zobaczyć te trzy karty ale to był jeden rozklad. Co z sytuacją gdy kilka rozkładów z rzędu wygląda jak losowe śmieci?
A czy to nie jest trochę tak, że sami decydujemy, kiedy 'dojrzeliśmy'? I że można sobie po tygodniu powiedziec 'dobra, teraz jestem gotowa' i zapytać znowu? Skąd wiadomo że to nie jest kolejna pętla tego samego? 🙂
Słuchajcie, wracam do wątku Tajemniczki, bo mam poczucie, że trochę uciekliśmy od pierwotnego pytania. Ona pisała o tym, że karty wychodzą 'nie te' i 'bez sensu', ale nie precyzowała, czy to się zdarzało przy tym samym pytaniu, czy przy różnych. Tajemniczka, jak to u ciebie wyglądało?
U mnie to były rozne pytania, rozne dni, rozne nastroje. Ale wychodzilo tak, jakby karty dawaly jakis szum. Ani spojnosci, ani oczywistego chaosu, tylko taka... zawieszona srednia. I wlasnie to bylo dla mnie bardziej niepokojace niz wyrazny balagan bo nie wiedzialam jak to traktowac.
Zawieszona średnia - to jest swietne okreslenie. Czy ten szum zdarzal ci sie czesciej w jakims konkretnym okresie zycia? Pytam bo mam wrazenie, ze mi to koreluje z momentami, kiedy sama jestem 'zawieszona' w jakiejs decyzji.
To bardzo przypomina sytuację z horoskopem stellium, kiedy kilka planet skupia się w jednym miejscu i zamiast klarowności dostajemy przeładowanie. Nie jest to brak sygnału, tylko nadmiar. Ciekawe, czy w tarocie istnieje coś analogicznego - czy macie swoj 'protokół' na okres przeciążenia?
Dziękuję wam wszystkim za ten wątek, naprawdę! Ja mam może głupie pytanie, ale... czy to 'jedno ciągnięcie rano' o którym pisze Sylweria55 ma jakiś ustalony rytuał czy po prostu wyciąga się kartę bez większego przygotowania? Bo nigdy tak nie robiłam i zastanawiam sie czy to nie za mało.
