Przepraszam że przerywam, ale wracając do kart z chorymi - czy Eremita też do nich należy? Bo on wygląda na wyczerpanego i samotnego, ale chyba nie jest kartą choroby?
Eremita jako 'pozwól sobie leżeć' - to mi do czegoś pasuje. Często gdy ta karta wychodzi w radzie, a pytający jest w jakimś intensywnym procesie, to właśnie chodzi o zgodę na powolność. Nie o chorobę jako taką, ale o tempo. I to jest właśnie ta wieloznaczność, o którą pyta temat - nie każda karta kojarzona z chorobą lub osłabieniem musi oznaczać zachorowanie.
W sumie, A Śmierć? Bo ją chyba każdy, kto zaczyna z tarotem, boi się zobaczyć. Ale rozumiem że ona nie jest literalnie o śmierci ani o chorobie - tylko co konkretnie wtedy znaczy? 🙂
Mam inne zdanie. Śmierć odwrócona przy pytaniach o zdrowie to jest wyraźny sygnał że coś się nie domknęło, że proces jest w zawieszeniu. I to MOŻNA powiedzieć wprost. Nie trzeba zawsze owijać w bawełnę i mówić 'być może, być może'.
Wzorzec to jest coś, co widzimy wstecznie. Problem z tarotem jest taki że rzadko mamy kontrole nad tym, ile razy Śmierć odwrócona pojawiła się i nic szczególnego się nie wydarzyło. Zapamiętujemy te momenty, gdzie coś pasowało. Nie mówię, że Roksanka78 się myli - ale warto być świadomym tej pułapki.
A ja mam takie pytanko praktyczne - jak wy radzicie sobie gdy w rozkładzie pojawia się kilka kart 'trudnych' naraz, nie tylko jedna? Bo u mnie niedawno wyszło i Księżyc i Dziewiątka Mieczy i jeszcze Wieża - i nie widziałam gdzie się obrócić z tą interpretacją.
Przepraszam że wchodze ale to trochę wygląda jakbyście każdą trudną kartę dali rade zinterpretować pozytywnie, jak tylko zechcecie. wieża jako 'przełomowe rozpoznanie' zamiast 'katastrofy' - skad wiadomo które znaczenie wybrać, a nie że wybieramy to które jest wygodniejsze dla pytającego?
Ale to znowu brzmi jak post factum uzasadnianie. Jak coś się pasuje to mówimy że rozkład był spójny. Jak nie pasuje to mówimy że 'trzeba glębiej szukać'. Gdzie jest ten moment kiedy powiemy: ta karta znaczyla literalnie to co przedstawia? 🙂
Rozumiem tę wątpliwość, ale dosłowność w tarocie to jest naprawdę margines. I nie dlatego że boimy się trudnych treści - tylko dlatego że karty są ze swojej natury symboliczne. Nawet Śmierć jako karta nie jest portretem śmierci biologicznej, tylko pewnego procesu. Pytanie 'kiedy karta znaczy dosłownie' jest jak pytanie 'kiedy sen o lataniu znaczy że umiem latać'. Rzadko. Ale nie nigdy.
A wracając do kart z chorymi ludźmi, które są tematem - bo trochę odpłynęliśmy - to chciałam zapytać czy Czwórka Mieczy też tu wchodzi? Bo ona pokazuje kogoś leżącego, w bezruchu, jakby w kaplicy. Zawsze mi się kojarzyła z chorobą.
A jak wy w ogóle odróżniacie Czwórkę Mieczy od Wisielca? Bo obydwaj są w bezruchu, obydwaj wyglądają na 'wyłączonych'. Wisielec też mnie zawsze trochę niepokoił przy pytaniach o zdrowie.
No ale Wisielec przy chorobie to może też dosłownie oznaczać że ktoś jest unieruchomiony - w szpitalu, przykuty do łóżka. Chyba nie każda interpretacja musi być tak psychologiczna?
no właśnie - 'wybieramy spośród możliwości' to brzmi sensownie ale kto decyduje która mozliwość jest właściwa? Skoro interpretacja zawsze przechodzi przez czytającego, to gdzie jest granica między odczytem a projekcja własnych przekonań? 😛
To jest chyba najwazniejsze pytanie w całym wątku i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Doświadczenie uczy rozpoznawać tę granicę, ale nie eliminuje ryzyka. Dlatego dobry czytający pyta, a nie tylko mówi. Pytanie do pytającego jest testem - czy to co widzę w kartach ma dla tej osoby sens czy tylko dla mnie?
Wracając do kart z chorymi ludźmi bo to jest ten temat - mam pytanie do Zywieny lub Wrozanki. Czy wy w ogole trzymacie jakiś prywatny katalog tego jak te karty się u was sprawdzają? tzn. co naprawdę wychodziło przy chorobie, a co nie?
A co z Papieżycą w kontekście zdrowia? Pytam bo mam ją teraz w jednym rozkładzie przy pytaniu o chorą matkę i nie wiem co z nią zrobić. Nie kojarzy mi się z chorobą wizualnie, ale jakoś tam siedzi.
Przy Papieżycy w kontekście zdrowia zawsze mi się kręci ta jej intuicja. Że może ktoś powinien posłuchać własnego przeczucia i pójść do lekarza, nawet jeśli 'nic się nie dzieje'. To chyba jeden z bardziej praktycznych komunikatów jakie karta może dać.
To mam pytanie praktyczne - gdy dostajecie Papieżycę przy zdrowiu, to co konkretnie mówicie pytającemu? Jak się formułuje taki przekaz żeby nie wywołać paniki i jednocześnie powiedzieć coś użytecznego?
Czyli znowu mamy to samo - dwie interpretacje tej samej karty, jedna brzmi strasznie, druga miękko, i wybieramy miękką. Pytam serio, nie złośliwie: czy to jest tarot jako sposób... przepraszam, jako metoda odczytu czy jako zarządzanie emocjami pytającego? 🙂
No ale Nekromanta.ka - czy tarot w ogóle daje informacje na których można działać przy kwestiach zdrowotnych? Bo mam wrażenie że trochę wchodzimy w rolę której nie powinnyśmy pełnić. Karty mogą pokazać energię sytuacji, ale czy powinny zastępować lekarza albo skłaniać do konkretnych decyzji zdrowotnych?
a moge wrocic do swojego rozkładu na chwile? bo zapomnialam napisać - była jeszcze karta rady o ktora pytała Nekromanta.ka wcześniej. wypadł mi Cesarz. co to znaczy przy tym wszystkim co wypadło? jakis porzadek, konrtola?
dzieki Zywiena78! to faktycznie ma sens - Cesarz jako 'weź sprawy w swoje ręce' przy takim zestawie kart. ale mam jeszcze jedno pytanie, bo nie wiem czy dobrze czytam ten rozkład w sumie. czy te cztery karty razem mówią coś o mnie czy o osobie chorej? tzn. czy to jest moje lęk i moja bezsilność, czy to jest opis sytuacji tej osoby?
Przy okazji tego co pisze Perzyna61 - wracam do tego co Wrozanka napisała wcześniej o interpretacjach które brzmią miękko a mogą być równie paraliżujące. Mam takie doświadczenie z Księżycem właśnie. Powiedziałam kiedyś komuś że 'coś może nie być takie jak wygląda' i ta osoba przez kilka tygodni nie mogła spać, bo zaczęła podejrzewać że lekarze coś ukrywają. Miękka interpretacja, katastrofalny efekt. Więc gdzie ta granica?
