Czytam to i mam wrażenie,że dla mnie największym problemem przy takim "jednorazowym akcie" byłoby właśnie określenie, kiedy on jest skończony. Bo jak rozkład jest codziennym nawykiem, to wiadomo, że jutro jest nowy. Ale jak robię go raz w sprawie schematu, to skąd wiem, że już odpowiedział?
Mam pytanie trochę z boku, ale wydaje mi się, że to ważne dla tego, o czym mówicie. Czy przy historycznych taliach ta "środkowa karta rozkładu mechanizmu" o której wspomniała Oleandra jest wybierana losowo jak każda inna, czy jest jakiś inny sposób jej wyciągania? Pytam bo przy Rider-Waite znam metodę gdzie karty significator wybiera się intencjonalnie, a nie losowo, i zastanawia mnie czy przy Marsylii to ma sens.
Chcę wrócić do tego co mówiła Promyczka na początku o ryturale jako jednorazowym akcie. Słyszałam kiedyś, że sama czynność przygotowania do rozkładu, odłożenie zwykłych rzeczy, zapalenie czegoś, skupienie, już jest częścią pracy i zmienia jakość odczytu. Czy Oleandra albo Kianitka mają coś w tej sprawie? Bo zastanawiam się, czy to nie jest ważniejsze niż sama karta.
Słucham od jakiegoś czasu i chcę dodać jedną rzecz do tego co mówi Kianitka. To co opisuje jako "zmianę trybu uwagi" jest czymś, co w kontekście rytuału działa niezależnie od tego, czy wierzysz w karty dosłownie czy nie. Samo powtarzalne działanie, ta sama przestrzeń, ten sam gest przy tasowaniu, tworzy rodzaj progu między jednym stanem a drugim. I to jest coś, co historyczne talie mają zakodowane inaczej niż współczesne, bo ich wizualny język jest mniej oswojony dla nas i sam w sobie jest już progiem.
To co mówi Fomalhaut zgadza się z moim doświadczeniem, choć wcześniej nie miałam na to słów. Kiedy zaczęłam pracować z reprodukcją Marsylii po kilku latach z Rider-Waite, pierwsze rozkłady były prawie nieprzyjemne, bo nic mi automatycznie nie przychodziło. Czy to jest właśnie ten próg o którym piszesz?
Wracając do pytania Honorka o to, skąd wiedzieć że rozkład "odpowiedział", bo to mi nie daje spokoju. Myślę, że przy temacie porównywania się jest dodatkowa trudność: sam schemat porównywania się będzie oceniał, czy rozkład był "wystarczający". Czyli możesz robić kolejne rozkłady nie dlatego, że poprzedni nie odpowiedział, ale dlatego że mechanizm porównywania mówi ci, że ktoś inny zrobiłby lepszy rozkład albo lepiej go zrozumiał. Czy Oleandra to rozpoznaje?
To co napisała Oleandra o tym,że rozkład "odpowiedział" gdy przestała mieć potrzebę wracania do pytania, jakoś mi zostało. Ale mam wątpliwość: czy to nie jest po prostu zmęczenie tematem? Jak odróżnić jedno od drugiego?
Wracając do kwestii historycznych talii, bo trochę odpłynęliśmy. Mam pytanie do tych, którzy pracowali z reprodukcją Marsylii albo innym starszym wydaniem: czy przy tych taliach rozkład trójkowy w ogóle ma sens, czy jednak potrzeba więcej kart żeby cokolwiek z tego wyciągnąć? Przy Rider-Waite trzy karty mi wystarczają, ale tam obrazy są gęstsze. 🙂
Czytam tę rozmowę o napięciach i strukturze i zastanawiam się, czy to nie jest też związane z wiekiem tych talii. Znaczy czy sposób czytania jest inny dlatego że ikonografia jest inna, czy dlatego że mamy jakieś wyobrażenie o tym, że "stary" znaczy "głębszy"? Pytam szczerze, bo sama nie wiem. :/
Chcę dorzucić coś do tego wątku o ikonografii. Pracowałam przez jakiś czas z reprodukcją Tarot de Paris i tam jest jeszcze jeden poziom: karty są tak schematyczne,że prawie nic nie "mówi" zanim sam nie zaczniesz mówić. Przy pytaniu o porównywanie się to było bardzo konfrontujące, bo projekcja była czysto moja. Czy ktoś miał podobne doświadczenie z bardzo wczesnymi reprodukcjami?
ojej, dokładnie tak to odczuwam i myślę, że to jest jedna z najważniejszych różnic między pracą z historycznym wydaniem a współczesnymi taliami terapeutycznymi. Przy taliach, które dosłownie pokazują emocje na twarzach postaci, jest pokusa żeby zatrzymać się na rozpoznaniu: "tak, to jest to co czuję". Przy Marsylii albo starszych reprodukcjach to rozpoznanie musisz wykonać samodzielnie, co jest trudniejsze, ale przy pytaniu o własny schemat, może też uczciwsze.
Oleandro, a czy przy tej "uczciwości" którą opisujesz nie ma ryzyka, że właśnie przy schemacie porównywania się będziesz oceniać swoją interpretację? Znaczy: czytam kartę, interpretuję po swojemu, a potem zaczynam się zastanawiać czy dobrze interpretuję w porównaniu do kogoś kto robi to lepiej. Mam wrażenie, że sam schemat może wejść w ten proces.
Ten wątek o autokorekcie w interpretacji jest dla mnie nowy. Nigdy tak o tym nie myślałam, ale mam wrażenie że robię dokładnie to, co opisuje Oleandra. Piszę pierwszą myśl, potem ją poprawiam żeby brzmiała "bardziej jak interpretacja". Czy wy tez tak macie?
Chcę tu zabrzmieć jak sceptyk,bo coś mi tu nie pasuje. Mówicie o hitsorycznych taliach jakby brak rozbudowanej ikonografii był zaletą. Ale może po prostu pracujemy lepiej, kiedy mamy mniej materiału do ogarnięcia naraz? Nie wiem czy to jest zasługa "historyczności" samej w sobie czy po prostu redukcja bodźców.
no czytam to sporu i myślę, że może chodzi o coś innego niż efekt. Że wybór historycznej talii jest też pewnym gestem wobec siebie, czymś w stylu: podchodzę do tego pytania poważnie, sięgam po coś trudniejszego. I ten gest sam w sobie zmienia nastawienie przed rozkładem.
To co Melanijka napisala o "geście wobec siebie" chodzi za mną od jakiegoś czasu. Mysle, że przy temacie porównywania się jest jeszcze jeden wymiar: historyczna talia nie ma w sobie żadnej estetyki sukcesu. współczesne karty, szczególnie te wydawane w ostatnich latach, są często piękne w sposób, który już na wstępie coś obiecuje. Marsylia jest po prostu rzemiosłem. Drzeworytem, pigmentem. I to zdejmuje z pytania pewien ciężar oczekiwania.
Oleandro, ale czy to nie znaczy, że de facto wybierasz talie żeby nie czuć presji estetycznej? Bo ja rozumiem co mówisz ale zastanawiam się czy to nie jest obejście problemu zamiast wejście w niego. Schemat porównywania się będzie dalej, tyle że karty go nie podbijają wizualnie.
A czy ty przy tym czytaniu, o którym wcześniej pisałaś, byłaś w stanie rozpoznać kiedy schemat faktycznie się pojawia? Bo ja jak siadam z pytaniem o porównywanie się, to przez pierwsze minuty w ogóle go nie widzę, a potem nagle jest wszędzie.
Wracam tu z innej strony. Mówimy o historyczncyh taliach jako o czymś, co zdejmuje presję estetyczną, ale przecież Marsylia ma własną estetykę: symetrię, geometrię, kolory, które są bardzo specyficzne. Czy ta estetyka jest po prostu mniej naładowana skojarzeniami z "pięknem"? Pytam, bo sama nie jestem pewna czy to jest jakościowa roznica czy tylko różnica w kodach kulturowych.
No i właśnie to miałam na myśli wcześniej, kiedy pisałam o wyobrażeniu głębokości. Jeśli ktoś siada z Marsylią i myśli "teraz pracuję poważnie", to już jest w porównaniu: między sobą a kimś, kto pracuje "niepoważnie". To jest schemat w działaniu, tylko przemycony innym wejściem.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, ze trochę zaczęliśmy rozmawiać o schemacie porównywania się w oderwaniu od kart. Chcialem zapytać: czy któraś z was robiła konkretny rozkład na to pytanie z historyczną talią i może powiedzieć jakie karty dostała? Bo dotąd mówimy o mechanizmie, ale nie o konkretnym odczycie.
To ostatnie zdanie jest dla mnie kluczowe. Bo jeśli karta potwierdza to co wiesz, to czy to jest coś innego niż potwierdzenie przez osobę trzecią? Pytam serio, nie retorycznie.
Zastanawiam się, czy nie potrzeba do tego jakiegoś zewnętrznego bufora. Znaczy: czy robicie te rozkłady same, czy z kimś? Bo mam wrażenie, że przy temacie porównywania się sama ze sobą jestem najgorszym możliwym partnerem do rozmowy.
Czy wy w ogóle uważacie, że historyczne talie lepiej nadają się do pytań o schematy myślenia niż do pytań o konkretne sytuacje? Pytam, bo ta rozmowa bardzo spójnie idize w tym kierunku, ale nikt tego wprost nie powiedział. 😀
