Chcę poruszyć temat, który chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu, mianowicie czytanie z kart na podstawie starych wydań tarota, nie tych współczesnych, kolorowych i uproszczonych. Mam na myśli przede wszystkim Visconti-Sforza, Tarot de Marseille w edycjach sprzed osiemnastego wieku, może Sola Busca jeśli ktoś ma dostęp do reprodukcji. Czy ktoś z was w ogóle próbował pracować z takimi wizerunkami? Pytam, bo sama ostatnio wróciłam do rozkładów robionych wyłącznie na podstawie skanów historycznych kart i zauważam, że interpretacja bardzo się zmienia, kiedy znika ten cały współczesny symbolizm dokładany przez kolejnych autorów. Zostaje coś... surowszego. I zdecydowanie trudniejszego do odczytania. Ale też, jak mi się wydaje, dokładniejszego w pewnych kwestiach.
oj, czytałem trochę o Tarot de Marseille i faktycznie te wcześniejsze wersje mają inaczej rozrysowane pipsy na kartach numerycznych bez żadnych scenek jak u Waite'a. Jak ty w ogóle podchodzisz do czytania takich kart? Bo bez tych ilustrowanych scen mnie by to trochę blokowało, przyznam szczerze.
Bardzo ciekawy wątek. Mam reprodukcję Marsylii według Camoin-Jodorowsky i rzeczywiście te karty "gadają" inaczej. Ale chciałam zapytać, bo widzę że piszesz o dokładności, czy chodzi ci o dokładność w sensie trafności odpowiedzi na pytanie, czy raczej o to, że obraz jest mniej przeładowany znaczeniami i łatwiej skupić się na sednie?
A ja mam takie pytanie z boku, bo temat jest dla mnie trochę nowy. Jak wy w ogóle robicie rozkład na podstawie skanów? Drukujecie sobie karty, czy patrzycie na ekran komputera i czytacie tak? Bo wyobraźnie mam, ale nie wiem czy to nie zaburza odczytu.
Widziałem kiedyś na zagranicznym forum, że ktoś pracował wyłącznie na ekranie i twierdził, że mu nie przeszkadza. Ale jednak czuję, że przy fizycznym tasowaniu jest coś innego, ta przypadkowość jest bardziej moja, jeśli rozumiecie co mam na myśli.
Wróćmy na chwilę do tego, o czym napisałaś na początku, że interpretacja staje się "surowsza". Czy chodzi o to, że karty historyczne mniej "opiekują się" pytającym, mniej podają gotowych narracji pocieszenia? Bo mam wrażenie, że część współczesnych talii jest zaprojektowana właśnie tak, żeby odczyt był łagodny i zachęcający. Stare karty nie miały tego zamysłu.
Moim zdaniem nie ma co aż tak mitologizować tych starych kart. W końcu to też były karty do gry w Europie, nie żaden pradawny system duchowy. Czyta się z nich tak samo, tyle że bez wygodnych ilustracji, i tyle.
A czy ktoś próbował robić z takich historycznych kart rozkład na pytanie typu osobistego, nie wróżbiarskiego, ale żeby zobaczyć schemat w swoim zachowaniu? Pytam, bo wątek mnie wciągnął, a sam mam trochę problem z porównywaniem się do innych i zastanawiam się czy taki rozkład coś by pokazał
Bardzo dobre pytanie i właśnie o to mi chodziło, gdy wspominałam o dokładności. Historyczne karty, szczególnie Marsylia, nie mają tej emocjonalnej "obsługi", więc kiedy kładziesz rozkład na pytanie o własny schemat myślenia, nie dostaniesz pociechy, tylko diagnozę. To może być bardzo użyteczne, ale też twarde. Jeśli porównywanie się do innych jest twoim tematem, proponowałabym prosty rozkład trzech kart, gdzie środkowa to nie "teraźniejszość" tylko "mechanizm".
To co powiedziała Oleandra o środkowej karcie jako "mechanizmie" jest dla mnie nowe. Zawsze kładłam trójkę jako przeszłość-teraźniejszość-przyszłość. Czy to jest jakaś konkretna tradycja czytania Marsylii czy własna modyfikacja?
Chciałabym wrócić do pytania o rytuał, bo widzę, że wątek zaczął od czegoś osobistego, tego porównywania się. Czy sam rozkład kart może być traktowany jako rodzaj rytuału, który zmienia perspektywę? Niekoniecznie jako magia, ale jako akt skupienia uwagi na konkretnym schemacie?
Wracając do tego co napisała Oleandra o diagnozie zamiast pociechy, to mam pytanie praktyczne: jak w ogóle sformułować pytanie do rozkładu, żeby nie dostać odpowiedzi o przyszłości, tylko właśnie o mechanizmie? Bo jak siadam z kartami to zawsze mimowolnie pytam "co będzie" zamiast "dlaczego tak reaguję".
To jest bardzo konkretny problem i mam wrażenie, że dotyczy większości osób zaczynających pracę z kartami. Pytanie o przyszłość jest domyślnym trybem, bo tak nas uczono myśleć o wróżbach. Przy rozkładach na schemat myślenia staram się formułować pytanie maksymalnie opisowo, nie "czy będę..." ale "co podtrzymuje ten wzorzec w momencie, gdy go aktywuję". Historyczne karty przy takim pytaniu zachowują się inaczej, bo nie mają wbudowanej narracji zakończenia. Marsylia nie mówi ci, dokąd dojdziesz, mówi ci, z czego to się składa teraz.
Słuchajcie, ale ja mam wątpliwość. czy nie ma tu ryzyka, ze jak bardzo świadomie formułujemy pytanie, to zaczynamy też świadomie "prowadzić" interpretację w stronę, którą już zakładamy? Bo im bardziej precyzyjne pytanie, tym węższy kanał na odpowiedź. 🙂
Mam jeszcze pytanie do Oleandry, bo wcześniej wspomniałaś o rozkładzie z kartą środkową jako mechanizmem. Jak wygląda u ciebie rozkład na ten konkretny temat, porównywanie się do innych? Ile kart, w jakim układzie? Pytam, bo chciałabym spróbować z moją reprodukcją Marsylii i nie wiem, czy trójka wystarczy.
Przepraszam, ale to jest zwykła projekcja. Mówicie o "kierunku figury" i "gęstości koloru" jakby to były obiektywy dane, a to jest po prostu interpretacja tego, co chcecie zobaczyć. Marsylia jest niejednoznaczna właśnie dlatego, że niczego nie naruzca, więc można w niej zobaczyć cokolwiek.
Czytam tę dyskusję od początku i mam jedno pytanie do Wahadelki. Jeżeli według ciebie wszystko to projekcja, to po co w ogóle wchodzisz w rozkłady? Nie atak, naprawdę pytam, bo może masz ciekawe podejście.
Szczerze mówiąc mam wrażenie, że Oleandra nie twierdzi czegoś innego. Różnica jest chyba w tym, że praca z historyczną ikonografią zmienia, jakie skojarzenia są dostępne dla czytającego. Marsylia nie daje ci gotowej metafory "osoba stoi i płacze nad rozlanymi kielichami", dajesz sobie pięć kielichów i musisz samemu dojść do tego, co to dla ciebie znaczy. To jest różnica w procesie, nie w magiczności.
To co mówi Melanijka ma sens. Chodzi o to, że przy współzcesnych taliach gotowy obrazek może sugerować interpretację, zanim w ogóle zacznę myśleć. A przy Marsylii nie ma tego podpowiedzi, więc to co widzę jest bardziej moje. Dobrze to rozumiem?
Mam pytanie techniczne, bo gdzieś na początku tego wątku padło, że Oleandra pracuje ze skanami z muzealnych egzemplarzy. Czy możesz powiedzieć, z ktorych konkretnie zbiorów? Bo szukałem dobrej jakości skanów Visconti-Sforza i albo są za małe, albo są wlasnie przefiltrowne przez czyjąś restaurację.
Chciałem porównać, jak wygląda interpretacja tej samej pozycji w rozkładzie na kartach historycznych versus na Rider-Waite, bo robię notatki do własnej nauki. Ale skoro mówisz, że Visconti jest niespójna, to może Marsylia byłaby lepszą parą do porównania.
To porównanie Rider-Waite z Marsylią przy tej samej pozycji brzmi naprawdę interesująco. Miałam kilka rozkładów, gdzie ta sama pozycja dawała zupełnie rozne odczyty zaleznie od talii i nigdy nie wiedziałam, czy to dlatego, że karty "powiedziały" coś innego, czy dlatego że obrazki po prostu mnie inaczej zaprowadziły. Olaf86 jak skończyłeś porównanie to podziel się, bo chętnie bym zobaczyła jak to wygląda w praktyce
Wracam do tematu rytuału, bo to mnie bardziej dotyczy. Skoro sam rozkład może działać jak rytuał skupiający uwagę, to czy według was jest jakaś konkretna różnica między robieniem rozkładu na codzień a robieniem go jako jednorazowy świadomy akt na konkretny schemat? Bo mam wrażenie, że jak robię rozkłady regularnie, to trochę się do nich przyzwyczajam i przestają mnie zaskakiwać. 🙂
Wracam do pytania Promyczki, bo to jest coś, o czym myślę od jakiegoś czasu. Różnica między codziennym rozkładem a świadomym aktem jednorazowym nie leży chyba w samej karcie ani układzie, tylko w tym, co robisz z odpowiedzią. Przy codziennym rozkładzie łatwo wejść w tryb "sprawdzam, co dzisiaj" i iść dalej. Przy rozkładzie zrobionym jako akt na konkretny schemat siedzisz z tą kartą dłużej, bo nie ma "jutro" które go zastąpi. Z historycznych talii korzystam właśnie przy takich jednorazowych aktach, bo Marsylia nie pozwala mi uciec w gotową narrację. Muszę zostać z tym, co widzę.
To "nie ma jutro które go zastąpi" jest dla mnie bardzo konkretne. Ale mam pytanie: czy ustalasz z góry, że dany rozkład jest tym jednorazowym aktem, czy to bardziej wychodzi w trakcie? Bo zastanawiam się, czy intencja przed rozkładem zmienia coś w tym, jak go potem czytasz.
oj, Wchodzę w ten wątek, bo sama miałam to pytanie. Moim zdaniem intencja przed rozkładem to nie jest warunek konieczny, ale zmienia to, co potem robisz z kartą. Jeśli siadam i mówię sobie "to jest rozkład o porównywaniu się", to potem trudniej mi zignorować kartę, która mnie uwiera. Przy codziennym rozkładzie mogę powiedzieć "aha, ciekawe" i zamknąć talię. Przy świadomym akcie jakoś nie mogę. 🙂
Chcę się zatrzymać przy tym, co mówi Oleandra o "jednorazowym akcie". Mam wrażenie, że tu nie chodzi tylko o intencję, ale o coś, co można by nazwać wyznaczeniem granic czasowych dla pytania. Jak mówię sobie, że ten rozkład jest o tym jednym schemacie i nie robię go codziennie o tej samej sprawie, to schemat ma szansę dojrzeć między rozkładem a moją odpowiedzią na niego. Przy codziennym rozkładzie to dojrzewanie jest stale przerywane.
