Ostatnio przy rozkładzie keltycznego krzyża wyciągnęłam Wieżę na pozycji przeszkody i pierwsza myśl była taka że to nagła zmiana, przewrót, coś nieprzewidywalnego. Ale jak zajrzałam do słownika znaczeń, to tam było napisane bardziej o katastrofie, rozpadzie, końcu czegoś. I te dwa znaczenia to nie jest to samo. Siedziałam nad tym ze dwa kwadranse i zastanawiałam się, któremu zaufać. Jak wy to macie? Intuicja pierwsza czy najpierw słownik?
U mnie zawsze wygrywa pierwsze wrażenie. To co pojawia się w głowie zanim zdążę pomyśleć, to jest coś. Słownik traktuję jako sprawdzian, nie jako punkt wyjścia. Choć przyznam, ze kilka razy intuicja mnie całkiem rozminęła z sensem całego rozkładu.
Ale właśnie to jest ciekawe pytanie, bo ta "intuicja" to często po prostu skumulowane wcześniejsze czytanie o kartach. Trudno to odróżnić od wyuczonej reakcji. Jak długo pracujesz z kartami i skąd w ogóle wiesz, że to intuicja a nie błąd poznawczy?
Ja miałam sytuację gdzie przy pytaniu o związek wyciągnęłam Kochankowie i od razu poczułam, że to nie jest o miłości tylko o wyborze, decyzji. Słownik potwierdził tę drugą interpretację, ale myślę, że kontekst pytania naprowadził mnie bardziej niż czysta intuicja. więc może to nie jest albo-albo?
A czy to nie jest tak, że słowniki pisali konkretni autorzy i każdy miał inną interpretację? Bo ja mam trzy różne książki i w każdej Wieża jest opisana trochę inaczej. Więc jakiemu słownikowi ufać w ogóle?
Słuchajcie, to jest stary spór w środowisku i nie ma jednej odpowiedzi, ale powiem jak to widzę po latach. Interpretacja słownikowa daje szkielet. Intuicja daje ciało. Bez szkieletu intuicja to losowe skojarzenia bez struktury. Bez ciała słownik to martwa lista słów. One muszą pracować razem, to nie jest konkurs.
A co z sytuacją gdy intuicja i słownik kompletnie się rozmijają? Pytam serio, bo ostatnio wyciągnęłam Dziesięć Mieczy przy pytaniu o coś dobrego i poczułam spokój, odpuszczenie. Słownik mówił: porażka, koniec. Jak to ocenić?
Mam pytanie trochę z boku: czy ktoś z was prowadzi dziennik rozkładów i sprawdza po czasie co sie sprawdziło? Bo to by było jakieś twarde porównanie intuicja vs słownik na konkretnych przykładach, a nie w teorii
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem ale jak w ogóle odróżnić że ta intuicja działa a nie że po prostu dopasujesz znaczenie do tego czego się spodziewasz? Bo ja jak patrzę na karty to widzę to co chcę zobaczyć i nie wiem czy to moja intuicja czy moje życzenia.
No to brzmi jak selekcja przez niewygodę, co trochę dziwne. Czyli jak coś jest nieprzyjemne to prawdziwe, jak przyjemne to projekcja? To niezły sposób żeby się regularnie straszyć bez powodu.
Wróćcie na chwilę do samego początku wątku bo czytam tu od początku i mam pytanie do autorki tematu: ten rozkład z Wieżą na przeszkodzie, co było na pozycji sytuacji obecnej? Bo Wieża jako przeszkoda to zupełnie inna historia niż Wieża jako podstawa wszystkiego
A to jest już zupełnie inny rozkład niż myślałam. Hierofant jako sytuacja obecna i Wieża jako przeszkoda, to nie jest sprzeczność, to jest wręcz klasyczne napięcie między strukturą a zmianą. Pytanie brzmi co było na pozycji rady albo wyjścia? Bo bez tego ta para kart trochę wisi w powietrzu.
Właśnie weszłam na wątek i zaraz wychodzę ale muszę powiedzieć jedno: ten przykład Lunarii z Hierofantem i Wieżą to jest świetny przykład do tego całego sporu intuicja versus słownik. Bo słownik powie jedno, intuicja drugie, a kontekst pozycji zmienia wszystko. To nie jest ani intuicja ani słownik, to jest synteza i bez znajomości rozkładu jej nie zrobisz.
No ale właśnie, Kolowa powiedziała coś ważnego. Jak czytacie karty w rozkładzie to intuicja i tak jest filtrowaan przez pozycję. Nie patrzysz na Hierofanta w próżni, patrzysz na Hierofanta na miejscu sytuacji. Więc może to pytanie z tytułu wątku dotyczy bardziej czytania kart pojedynczych niż całych rozkładów?
A ja mam pytanie od siebie bo trochę zgubiłam sie w tej rozmowie. Jak zaczynałyście, to mówiłyście o pieczeniu ciasta, czytaniu kart i tak dalej. Ale jak konkretnie wygląda ten moment kiedy intuicja się pojawia? To jest jakiś obraz, słowo, uczucie? Bo próbuję to u siebie wyćwiczyć i nie wiem co właściwie mam wychwytywać.
Słuchajcie, nie chcę przerywać ale mam takie głupie pytanie z boku. Tu ktos wcześniej wspomniał o psie Lunarii. Czy jak mój kot chodzi po stole kiedy rozkładam karty to psuje mi to energię czy nie? Bo on zawsze to robi i zaczynam podejrzewać ze nieprzypadkowo.
No właśnie,o tym chciałam też zapytać bo pies mi dosłownie kładzie łeb na kolanach kiedy robię rozkłady. Czasem mi się wydaje że siedzi spokojniej przy jednych kartach a przy innych wstaje i odchodzi. Ale nie wiem czy to nie jest tak że sama projektuję i szukam wzorców które nie istnieją.
no dobra, Nie, przepraszam, ale tutaj muszę powiedzieć wprost: kot chodzi po stole bo jest kotem i ten stół leży na jego drodze. To że akurat wtedy rozkładasz karty to zbieżność. Nie mówię złośliwie ale serio, zwierzęta nie reagują na energię kart.
Wtrącę się bo ta kwestia ze zwierzętami to ciekawy przykład tego o czym jest cały wątek. Może pies reaguje na skupienie właścicielki a nie na karty? I to wtedy ta sama logika co z intuicją, to znaczy skąd wiadomo że to co czujemy pochodzi z karty a nie z naszego własnego stanu emocjonalnego w danej chwili. Podejrzewam że dużo wróżb to jest właściwie diagnostyka własnego nastroju.
Ale zaraz bo ja się tu trochę gubię. Jeśli tarot to tylko diagnostyka nastroju to po co słownik w ogóle? Słownik ma sens tylko jeśli karta ma jakieś znaczenie niezależne od nas. Albo jedno albo drugie, nie?
Wracam do tego co pisałem wcześniej o dzienniku, bo ta rozmowa mnie zainspiruje do czegoś. Czy ktoś z was rozróżnia w notatkach co było intuicją a co słownikiem? Bo ja zapisuję co wyszło w rozkładzie i co się potem sprawdziło, ale nie znakuję skąd dana interpretacja pochodziła. A to może być właśnie klucz do własnych danych.
Mnie bardziej zastanawia czy rozkład z Hierofantem i Wieżą się w końcu czegoś ty dowiedziałaś, Lunario. Bo ta karta na przeszkodzie to nie zawsze znaczy że coś blokuje w złym sensie. Wieża jako przeszkoda może znaczyć że masz uniknąć chaosu albo że zmiana którą planujesz jest zbyt gwałtowna.
To co napisała Arkania na końcu poprzedniej strony to właśnie jest ten brakujący krok którego mi brakowało w moim dzienniku. Jeśli intuicja i słownik się rozchodzą, to pytanie dlaczego twój odczyt poszedł akurat w tym kierunku jest ważniejsze niż to, który z nich miał rację. Ale jak to sprawdzić po fakcie? Czy ktoś z was wraca do starych zapisków i szuka tego momentu rozejścia?
Ten wątek z dziennikiem to dobry kierunek, ale mam pytanie do całej dyskusji, bo trochę zgubiłyśmy to o czym Lunaria pisała na początku. Pies, który wstaje przy pewnych kartach a przy innych siedzi spokojnie, i pytanie o projekcję. To jest dokładnie ten sam problem co intuicja versus słownik, tylko w innym miejscu. Skąd wiesz że to nie jest twoja własna projekcja kiedy czytasz kartę? I skąd wiesz że zachowanie psa to obserwacja a nie interpretacja?
Kolowa zadała dokładnie to pytanie które mnie najbardziej uwiera od początku tego wątku. Bo jeśli nie wiem czy projektuję na karcie to tym bardziej nie wiem czy projektuję na psie. Ale to chyba nie jest powód żeby odrzucać oba sygnały, tylko żeby być na nie bardziej uważną. Słownik przynajmniej daje jakiś zewnętrzny punkt odniesienia, coś poza moim własnym stanem w danej chwili. Może właśnie dlatego jest potrzebny, nie jako wyrocznię, ale jako sprawdzian.
