W sumie, to co mówi Lubosława jest dla mnie kluczowe dla całej tej dyskusji. Bo jeśli karta pod kartą może wygrywać z kartą nad nią, to hierarchia przestrzenna w rozkładzie jest naprawdę umowna. Centrum to tylko jeden z możliwych 'wygrywających', nie automatycznie ten pierwszej kategorii.
Właśnie dlatego zadałem to pytanie na początku, bo czulem że ta umowność jest gdzieś pod powierzchnią każdego podręcznika, a mało kto ją wprost nazywa. Ciekawe jest to co mówi Lubosława o Kole - bo Koło Fortuny to karta, która ze swojej natury mówi o zmianie porządku. Trochę ironicznie, że właśnie ona zaburzyła porządek rozkładu.
Przepraszam że się wtrącam, bo pewnie to brzmi naiwnie - ale jak w takim razie ktoś zupełnie nowy ma w ogóle wybrać od czego zacząć interpretację, skoro nawet doświadczeni mówią że to zależy? Czy nie ma jakiejś zasady, choćby roboczej?
To jest uczciwa uwaga, ale chcę zapytać - czy centrum jest naprawdę 'obiektywne', czy tylko tak nam się wydaje, bo jest w środku? Bo środek geometryczny rozkładu to decyzja autora rozkładu, nie żadna obiektywna własność przestrzeni. Ktoś kiedyś powiedział 'ta pozycja jest centralna' i to zostało.
No to jest trochę mocna teza. Czy chcesz powiedziec że twórcy rozkładów arbitralnie wybrali środek i wszyscy za nimi powtarzamy? Bo jeśli tak to cały system sie troche sypie.
No własnie, to jest troche tak jak z horoskopami - ludzie mówią ze 'działają' ale nie wiemy co tak naprawde działa. Moze samo siedzenie i myślenie o sobie już coś daje, niezaleznie od kart. Przepraszam ze odbiegam ale przy centrum mam dokładnie to samo pytanie - skąd pewnosc ze to centrum a nie cokolwiek innego?
Słuchajcie, może jestem za bardzo z boku tej dyskusji, ale czy ktoś mógłby powiedzieć wprost - jeśli centrum to hipoteza robocza, to co jest pewne? Jest w ogóle coś pewnego w interpretacji, czy wszystko jest 'zależy'?
Okej ale to trochę mnie niepokoi. Bo z jednej strony mówicie że schema jest potrzebna, z drugiej że wszystko zależy. Jak mam się uczyć, skoro każda zasada jest jednocześnie obowiązująca i nie do końca? Naprawdę pytam, nie marudzę.
Czytałam całą tę dyskusję i mam jedno pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu. Czy ktoś próbował kiedyś robić rozkład bez żadnego centrum - takie karty rozrzucone losowo po stole, bez pozycji? I jak to wtedy wyglądało?
To jest chyba jedno z ważniejszych zdań w tej dyskusji. Centrum w nas, nie w rozkladzie. Jak się nad tym zastanowię, to właściwie kazda zasada interpretacji jest tak samo - pochodzi od czytającego, nie z układu kart. Karty same w sobie nie mają hierarchii, my ją nakładamy.
Ale czy to nie jest trochę ryzykowne myślenie? Bo jeśli wszystko pochodzi od czytającego, to gdzie jest granica między interpretacją a projekcją własnych oczekiwań? Pytam serio bo to mnie od lat niepokoi przy pracy z kartami.
Myślę że doszliśmy do czegoś ważnego - centrum rozkładu jest ważne nie dlatego, że karta tam leżąca 'zawsze wygrywa', ale dlatego że daje punkt zewnętrzny. I może to jest odpowiedź na pierwotne pytanie tego wątku. Nie chodzi o wagę karty, chodzi o funkcję pozycji. A to zupełnie inne pytanie niż to, które stawialiśmy na początku.
