Wracajac do tego, co powiedział wcześniej Onufry o źródłach tej hierarchii - zastanawiam się, czy tradycja zakrywania i odkrywania kart nie jest właśnie jednym z tych elementów które zmieniają doświadczenie centrum. Jeśli odkrywasz centrum jako pierwsze, automatycznie nadajesz mu priorytet narracyjny, zanim zobaczysz resztę. Czy ktoś świadomie zmienia kolejnosć odkrywania i sprawdzał, co to robi z interpretacją?
Marchewka trafnie to ujęła, bo ja właśnie eksperymentowałem z kolejnością odkrywania i to na prawdę zmienia odczytanie. Odkrywałem centrum jako ostatnie, żeby zobaczyć, czy rozkład sam 'powie' mi, co jest ważne zanim je zobaczę. I kilka razy centrum rzeczywiście zaskoczyło - nie pasowało do narracji, którą budowałem na pozostałych kartach, i to właśnie wtedy stało się kluczem do zrozumienia całości.
Onufry, to jest niesamowite podejście i chcę koniecznie spróbować. Ale mam pytanie - co robisz, kiedy centrum odkryte jako ostatnie kompletnie burzy to, co wcześniej odczytałeś? Czy przebudujesz całą interpretację, czy tylko dopisujesz centrum jako korektę?
Mi sie wydaje że to troche ryzykowne podejście bo mozna wtedy usprawiedliwić każda interpretację i powiedzieć 'ta sprzeczność to właśnie clue'. To jest trochę jak horoscopy które pasują do każdego - jak masz dość elastyczną ramę interpretacyjną, to wszystko sie w niej mieści.
To jest dobra metoda, ale wracam do tematu wątku, bo trochę odeszliśmy. Cały ten wątek o kolejności odkrywania i szukaniu sprzeczności wciąż krąży wokół jednego: czy centrum ma strukturalne pierwszeństwo, czy nie. I chyba mamy już dość materiału, żeby powiedzieć, że NIE ma go automatycznie - ale czy ktoś w tej dyskusji utrzymuje, że MA? Bo nie chcę zbudować fałszywego konsensusu.
Czytam ten wątek od dluższego czasu i chcę się w końcu odezwać z czymś konkretnym. Ja uczyłam się z podrecznika, gdzie centrum w keltyckim krzyżu było opisane dosłownie jako 'serce sprawy' i przez długi czas traktowałam to jak dogmat. Dopiero teraz, czytając tę dyskusję, zastanawiam się czy to był opis autorskiego podejścia autora, nie obiektywnej właściwości rozkładu. Czy jest ktoś, kto zna kilka różnych podręczników i może powiedzieć, jak różnie to opisują?
Mogę zapytać, bo kompletnie tego nie wiedziałam - czy znaczy to, że Waite miał w ogóle inne podejście do hierarchii pozycji niż to, co teraz jest powszechnie nauczane? Bo to by zmieniało bardzo dużo w tym, jak powinnam czytać te karty.
To, co napisała Ewunia o Waicie zostawiającym przestrzeń, którą kolejne pokolenia wypełniały własnymi założeniami - to mnie uderzyło. Czy to znaczy, że np. podręczniki, z których większość z nas się uczyła, mogą przekazywać coś, co jest już kilkukrotnie przepisaną interpretacją, a nie oryginalną intencją? Bo to trochę jak gławna gra w głuchy telefon.
Czytałem Pictorial Key kilka razy i za każdym razem wychodzi mi to samo - Waite był zaskakująco powściągliwy w narzucaniu reguł. Opisywał pozycje, ale nie mówił wprost 'ta karta rządzi pozostałymi'. Pytanie, ktore mnie teraz nurtuje: czy ta powściągliwosć była celowa, czy po prostu zakładał, że czytający będzie wiedział z kontekstu?
Moze ta powściągliwość była celowa właśnie po to, żeby nie zamknąć interpretatora w ramie? Waite był okultystą, nie pisał podręcznika dla masowego odbiorcy. Może zakładał że czytający będzie miał już pewien bagaż wiedzy ezoterycznej i sam wypełni te luki.
To jest naprawdę dużo do przyswojenia. Tzn. uczę się od kilku miesięcy i miałem poczucie, że 'centrum = serce sprawy' to jest fundament, od którego się zaczyna. A teraz okazuje się, że to coś, co narosło z czasem. Czy mam wobec tego w ogóle zmienić sposób, w jaki podchodzę do centrum, czy to nie ma praktycznego znaczenia?
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Bo mamy tutaj dwa osobne pytania, które trochę się pomieszały. Pierwsze: czy centrum ma strukturalne pierwszeństwo w rozkładzie - i tu odpowiedź brzmi, że nie ma go w oryginale. Drugie: czy centrum ma energetyczne lub intuicyjne pierwszeństwo w danym czytaniu - i tu zdania są podzielone. Czy to dobre podsumowanie?
To trzecie pytanie Ewuni wydaje mi się najciekawsze. Przy runach zawsze miałam wrażenie że osoba pytająca ma wiecej wpływu na 'środek ciężkości' odczytu niż przy tarocie. Może dlatego, że runy są prostsze wizualnie i nie możesz uciec od intuicji tak łatwo. Ale czy w tarocie można celowo przekazać tę decyzję osobie pytającej? Czy ktoś tak pracuje?
Ten watek zaczął sie od prostego pytania o centrum, a teraz rozmawiamy o tym kto ma autorstwo interpretacji. Ale moim zdaniem to jest właśnie ta rozmowa, ktora powinna sie toczyć. Bo jeśli centrum 'jest najważniejsze' tylko dlatego, że podręcznik tak mówi - to jest puste. Ale jeśli centrum 'jest najważniejsze' bo pytajaca i karciarz oboje to czują - to jest już coś.
Kazia powiedziała to ładniej niż ja bym to ujął, ale właśnie o to mi chodziło na początku. Nie pytałem 'czy podręcznik mówi że centrum jest najważniejsze' - to wiem. Pytałem czy zawsze tak jest. I teraz mamy odpowiedź: nie zawsze, i to z kilku powodów jednocześnie.
Czytam ten wątek od dość dawna i chcę zapytać o coś konkretnego, bo się gubię. Mam jeden rozkład, który robiłam ostatnio, gdzie centrum wyciągnęłam Hierofanta, ale kompletnie nie pasował do pytania o pracę. Natomiast Wieża na pozycji przeszkody pasowała idealnie. Czy to jest właśnie ten przypadek, gdzie centrum odpada i Wieża przejmuje znaczenie? Czy może źle interpretuję Hierofanta?
Pytanie o Hierofanta - chyba właśnie to mi nie pasowało, że pytanie było o konkretną ofertę pracy, czy wziąć ją czy nie, a Hierofant jakoś mi się kojarzył z kościołem, tradycją, ślubem. Nie wiedziałam, że można go czytać przez pryzmat hierarchii w firmie. Może po prostu za wąsko go widzę?
Właśnie, Wieża to jeden z tych archetypów które nie dają sie wyciszyc przez rozkład. Mnie bardziej ciekawi inne pytanie - czy gdyby Hierofant i Wieża zamieniły sie miejscami, czy odczytanie byłoby kompletnie inne? Bo moim zdaniem gdyby Wieża była w centrum a Hierofant na przeszkodzie, to calkowicie zmienia obraz.
To nie jest sprzeczność, tylko nakładanie się dwóch porządków. Jeden to porządek strukturalny - pozycja w rozkładzie nadaje kartom ramę interpretacyjną. Drugi to porządek energetyczny - pewne karty mają po prostu więcej 'masy', żeby użyć metafory grawitacyjnej. Wieża, Wiszący, Śmierć, Sąd Ostateczny - to są karty, które ciągną uwagę bez względu na to, gdzie leżą. I nie ma tu sprzeczności, po prostu oba porządki działają jednocześnie. 😛
Mam pytanie do Perzyny, bo to bardzo ciekawe co mówi o kontekście pytania jako filtrze. czy to znaczy że przed czytaniem powinno się świadomie 'nastroić' na pytanie wlaśnie po to, żeby ten filtr działał? I czy ty to robisz w jakiś konkretny sposób, czy to dzieje się samo?
Czy to nie jest trochę ryzykowne? Mam na myśli - jeśli już przed rozłożeniem masz w głowie pytanie jako filtr, czy nie zaczynasz nieświadomie 'szukać' karty, która potwierdzi to, czego się spodziewasz? To trochę jak efekt potwierdzenia tylko w wersji tarota.
Znam osoby ktore robia rozkłady bez zadawania konkretnego pytania, po prostu 'co mi karty chcą powiedziec'. I ciekawe że w takich rozkładach centrum staje sie jakby ważniejsze bo nie ma pytania ktore by kierowało uwage gdzie indziej. Może hierarchia ważnosci zalezy tez od tego czy pytanie jest konkretne czy otwarte?
To jest bardzo ciekawa obserwacja Wrózbirza i Lubosławy. Właściwie można to ująć tak: centrum pełni role 'domyślnego centrum ciężkości', które odpada, kiedy coś innego - pytanie, inna karta, kontekst - tworzy swoje własne. W fizyce powiedzielibyśmy, że centrum geometryczne niekoniecznie pokrywa się z centrum masy. I ta analogia wydaje mi się na prawdę trafna dla tego wątku.
Przepraszam że się wtrącę z czymś pewnie prostym - ale czy ktoś mógłby powiedzieć, jak w takim razie w praktyce decydujecie, od której karty zacząć interpretację rozkładu? Bo z tego co czytam, centrum wcale nie musi być pierwsza.
To jest problem każdego nauczającego tarota, szczerze mówiąc. Bo z jednej strony chcesz dać jakiś punkt wyjścia - i centrum jest wygodne, bo fizycznie je widać. Z drugiej strony uczysz kogoś schematu, który potem może mu przeszkadzać. Sama przez pierwsze lata zaczynałam zawsze od centrum i dopiero z czasem zaczęłam 'skanować' cały rozkład tak jak opisałam wcześniej.
Ale czy nie jest tak ze te schematy to troche pułapka? Bo uczysz sie ze centrum jest ważne, a potem przez lata interpretujesz tak właśnie - a to może zniekształcac odczyt. Mnie nauczył tego jeden znajomy, że jak się za mocno wbije jakis schemat to potem karta z rogu rozkladu może krzyczec a ty patrzysz na centrum i nic nie slyszysz.
To jest ciekawa kwestia i nigdy tak o tym nie myślałam. W keltyjskim krzyżu ta karta przecinająca jest traktowana jako modyfikator ale w praktyce bardzo często ona właśnie 'wygrywa' energetycznie z kartą pod spodem. Znacie takie sytuacje?
