ze mną to totalna tragedia i boję się tego co będzie. Myslę, że jak się zajrzeć w to co u mnie, to samemu widać... każda dziedzina życia leży i kwicze po prostu. I nie potrafię się z tego wyplątać, a przecież tyle czasu już minęło.
hmm, nie znam dokładnie tej sytuacji, ale widzę jedno... twój „stan ducha” mówi sam za siebie 🙂 zanim będziesz próbować cokolwiek ogarnąć na zewnątrz, najpierw musisz dojść do porozumienia sama ze sobą. bez tego żadna zewnętrzna sprawa się nie ułoży, serio tak to działa
Hmm, to jest naprawdę ambitne zagadnienie...
No... „bardzo bardzo” to stanowczo za mało, żeby cokolwiek powiedzieć na temat postawionego pytania. Rozumiem, że może chodziło o wyrażenie jakiegoś silnego odczucia, ale trochę więcej konkretów by nie zaszkodziło 🙂
