Chciałam zapytać was wszystkich o coś, co mnie trochę nurtuje w kontekście tego wątku.
Czy zdajecie sobie sprawę, że wróżbiarstwo stoi w wyraźnej sprzeczności z chrześcijaństwem? Mam na myśli chodzenie do kościoła, przyjmowanie sakramentów... to wszystko nie daje sie pogodzić z korzystaniem z usług wróżek czy jasnowidzów.
Chodzi o pierwsze przykazanie. Kiedy idziemy do wróżbity zamiast zaufać Bogu, w zasadzie mówimy, że Bóg nam nie wystarczy. A Bóg jest przecież bezpłatny, zawsze dostępny i naprawdę zależy mu na nas. Tymczasem wróżbici biorą za to niemałe pieniądze, choć sami żadnej prawdziwej mocy nie posiadają. Co gorsza, łamiąc to przykazanie narażają się na działanie złych duchów, demonów, szatana, który tylko czeka żeby zaszkodzić człowiekowi. Nawet jesli to szkodzenie wygląda z pozoru jak pomoc.
jeśli sami korzystacie z takich usług, to otwieracie się na działanie złych sił. Ryzyko jest naprawde poważne, łącznie z możliwością opętania. Wiem, że to brzmi groźnie, ale tak to właśnie wygląda. Czy nie lepiej zaufać Temu, kto nas kocha i umarł za nas, żebyśmy mogli być wolni od takich właśnie grzechów?
Szczególnie apeluję do katolikow tu obecnych, żeby się zastanowili. Msza, spowiedź, komunia z jednej strony, a horoskopy, taroty, numerologia, seanse spirytystyczne z drugiej - to jest zwyczajnie niemożliwe do pogodzenia. A ci, którzy katolikami nie są, niech wiedzą że szatanowi to w ogóle nie przeszkadza skrzywdzić każdego człowieka, bez względu na wyznanie.
Zachęcam do przeczytania Katechizmu Kościoła Katolickiego, jest tam sporo na temat pierwszego przykazania.
Pozdrawiam serdecznie
ludzie mają różne wyznania i różne światopoglądy, i to chyba jest oczywiste. dlatego cytowanie katechizmu czy kościelnych dokumentów jako argumentu przeciw wróżbiarstwu... no cóż, mnie to raczej rozśmiesza niż skłania do przemyśleń. każdy ma prawo do własnego zdania, i niekoniecznie musi się ono pokrywać z tym, co głosi Kościół Katolicki.
jeśli ktoś naprawdę dobrze zna biblię, to pewnie wie, ze są w niej fragmenty, które wróżbiarstwa nie piętnują. nie są może napisane wprost, ale jeśli człowiek się zastanowi i poczyta uważnie, można dojść do ciekawych wniosków.
mnie osobiście biblia specjalnie nie fascynuje, ale o ile pamiętam, bodajże jedna z żon Dawida miała dary jasnowidcze... coś w tym stylu. sama siebie nie określam ani jako wierzącą, ani jako ateistkę. w diabła też nie wierzę, czarnej magii nie uprawiam. w co więc wierzę? moje spojrzenie na rzeczywistość prowadzi mnie do przekonania, że życie przybyło na Ziemię z kosmosu, zostało tu niejako „zasiane„ przez istoty z innych gwiazd. wskazuje na to wiele dowodów naukowych, artefaktów, a takze ta dziwna „dziura” w historii ludzkości między neandertalczykami a starożytnym Egiptem z całą jego wiedzą, sztuką i kulturą.
i tak przy okazji... dinozaury kiedy żyły? w raju? przed rajem? może po raju?
koń by się uśmiał z takiego założenia, że tu wszyscy są katolikami i oddają hołd obrazkom. Poczytaj w Biblii czy w ogole wolno modlić sie do figur, zanim bedziesz naginać fakty pod swoje poglądy.
Dokładnie tak, żeby było jasne, nie samo katolicy tu zaglądają 🙂 Jestem Polką, wychowaną w tradycji protestanckiej, tak jak moi dziadkowie i rodzice przede mną. I nie widzę w tym żadnej sprzeczności, raz na jakiś czas chodzę do wróżki, po prostu dlatego, że mi to sprawia przyjemność. Wierzę w Boga, ale bez fanatyzmu. Dla mnie liczy się uczciwe życie, skromność i robienie dobra wokół siebie, to jest moje credo, jeśli mogę tak powiedzieć.
Nie mam żadnych wyrzutów sumienia z tego powodu. Wszystko jest dla ludzi, tylko trzeba znać umiar i nie popadać w obsesję na żadnym punkcie.
A wróżkarstwo to nie jest wcale takie odległe od kościoła, jak niektórzy myślą... żona naszego Pastora stawia karty. I Pastor doskonale o tym wie. Dla niej to po prostu rozrywka, sposób na chwilę relaksu, i co ciekawe, niejednej osobie naprawdę trafnie coś podpowiedziała albo przepowiedziała wydarzenia, ktore potem sie sprawdziły. Więc może nie ma co od razu wszystko potępiać.
niech będzie, fajny temat więc coś powiem
sam jestem sceptykiem jeśli chodzi o wróżby, ale ciekawi mnie jedna rzecz. katolicy strasznie chętnie korzystają z tych usług, mimo że biblia dość wyraźnie tego zakazuje. i te tłumaczenia w stylu „to mój dar od Boga„ albo „pomagam ludziom, daję nadzieję” brzmią dla mnie jak próba usprawiedliwienia się przed własnym sumieniem. no bo jak coś jest w tej księdze uznane za obrzydliwość, to jest i tyle, nie ma co kombinować.
poza tym jeśli ktoś należy do Kościoła i biblia jest dla niego świętą księgą, to nie może sobie wybierać tylko tych fragmentów, które mu pasują, a resztę olewać. albo się przestrzega zasad organizacji, albo z niej wychodzi. pisanie „ja tak czuję„ to moim zdaniem po prostu lenistwo.
choc rozumiem, ze mozna watpic, to normalne. ale watpliwosci to jedno, a mowienie ze akurat ten fragment biblii sie myli bo mi nie odpowiada, to drugie.
i jeszcze jedno, jedna z osób komentujących tutaj wyżej faktycznie nie narzuca swojego zdania, tylko opisuje jak ona to widzi. natomiast ten drugi gość ironizuje i potępia innych, jakby tylko on szedł właściwą drogą. może i idzie, ale niech innym pozwoli chodzić po swojemu.
dobrze mieć chociaż jedną ateistkę w tym wątku, bo przynajmniej może kłaść karty bez wyrzutów sumienia i bez poczucia misji nawracania 😉
Ok, już przeczytałam odpowiedź w tym wątku niżej. Dzięki 🙂
chyba to już mój ostatni wpis tutaj, więc napiszę co mam do powiedzenia...
Pamiętam, że Wrurzkasz gdzieś wyżej wspominał, że kiedyś modlił się do Boga i ta modlitwa nie była wysłuchana. No właśnie... w Katechizmie Kościoła Katolickiego są konkretne akapity rozdziały właściwie: jeden nosi tytul „Dlaczego skarżymy się, że nie jesteśmy wysłuchani?„ to paragrafy 2735 do 2737, a drugi „W jaki sposób nasza modlitwa jest skuteczna” to 2738 do 2741. Nie wiem czy Wrurzkasz sięgnie po taką lekturę, bo rozumiem że raczej odrzuca to, co mówią autorytety z zewnątrz i prawdy szuka w sobie. Ale właśnie to mnie zastanawia... skąd ta pewność, że tylko w sobie ją znajdziemy i ze tam na pewno jest?
Skoro się modlił, to znaczy ze kiedyś jednak tego Boga szukał i jakoś go uznawał. To chyba nie jest bez znaczenia.
Może te fragmenty KKK coś dadzą do myślenia, a jeśli nie, to zawsze można się z nimi nie zgodzić 🙂 nikt przecież nikogo nie zmusza.
Pozdrawiam wszystkich i żegnam.
Niekiedy naprawdę trzeba wziąć pod uwagę wiele różnych kwestii, żeby wyrobić sobie jakiekolwiek zdanie na ten temat.
To pytanie zadawane jest już chyba od zarania dziejów i szczerze mówiąc nie ma na nie prostej odpowiedzi. Każdy z nas ma inną wrażliwość, inną historię i inne doświadczenia z wróżbiarstwem, więc komu ufać, to sprawa bardzo indywidualna.
Myślę jednak, że warto kierować się zdrowym rozsądkiem. Jeśli ktoś od razu żąda dużych pieniędzy, straszy albo uzależnia cię od kolejnych wizyt, to powinno zapalić w głowie czerwoną lampkę. Prawdziwy dar, jak sądzę, nie potrzebuje takich sztuczek.
Sama przez lata obserwowałam różnych ludzi zajmujących się tą dziedziną i doszłam do wniosku, że najważniejsza jest... uczicwość wobec siebie samego. Bo nawet jeśli trafimy na kogoś naprawdę uzdolnionego, to i tak ostateczne decyzje podejmujemy sami. Wróżbita może wskazać kierunek, ale drogi nie przejdzie za nas.
Warto też słuchać, co mówią inni, opinie bliskich osób, które miały podobne doswiadczenia, bywają cenniejsze niż jakikolwiek tytuł czy certyfikat.
Sprawdź, czy nie masz kogoś za ścianą, w sensie dobrze to zbadaj.
Tekst źródłowy jest za krótki i nie zawiera żadnej treści do przepisania.
Hm, to rzeczywiście daje do myślenia...
