to że grzyby są "kosmiczne" a ayahuaska "emocjonalna" to jest jeden z tych stereotypów który chodzi po necie i środowiskach psychonautów. slyszalam to sto razy. ale jak popytasz konkretnych ludzi co przeżyli to dostaniesz równie dużo historii zupełnie odwrotnych. ayahuaska dająca wizje galaktyk, grzyby rozbijające traumy do łez. wiec ostrożnie z tymi etykietkami
czas trwania na pewno różni. grzyby to kilka godzin max, ayahuaska potrafi ciągnąć całą noc i być wyczerpująca fizycznie w sposób jakiego grzyby raczej nie dają. to już samo w sobie zmienia doświadczenie - kilka godzin to co innego niż noc. poza tym ayahuaska wywołuje wymiotowanie które jest traktowane jako oczyszczenie, to jest wbudowane w ceremonię. przy grzybach tego nie ma i myślę że to całkowicie zmienia atmosferę rytuału 😉
a propos tych roślin które nie halucynują - wróćmy do szałwii bo Galaktyka66 to urwała. czyli szałwia biała do oczyszczania to jedna sprawa, ale co z szałwią divinorium? bo to zupełnie inna historia chyba i czytałem że to jest wgl najsilniejsza halucynogenna roślina jaką znamy i to z Meksyku. czy szamani jej używali tak samo jak ayahuaski?
kilkanaście minut?? to krótko jak na halucynacje. po co w takim razie robić z tego ceremonię skoro to tak szybko mija? nie rozumiem jak coś takiego ma mieć znaczenie duchowe jesli jest takie krotkie
no to jest serce tego co mnie od dawna zajmuje 🙂 w Europie mamy calkiem sporo. jest szałwia ogrodowa - inna od divinorum ale też używana rytualnie jako zioło mądrości, jest piołun który był ważny w tradycji germańskiej i słowiańskiej jako roślina ochrony i wyostrzenia percepcji, jest dziewanna do przepowiadania i oczyszczania ognia, lipa jest dla nas jak palo santo - jest święta, daje wejście do kontaktu z przodkami. i to wszystko bez jakichkolwiek substancji psychoaktywnych, przynajmniej w sensie farmakologicznym
Powiedzmy, ale zatrzymajmy sie tutaj bo cos mi sie nie podoba. piolun jako roślina ochrony i wyostrzenia percepcji w tradycji słowiańskiej - mam pytanei, skąd to wiadomo? serio pytam bo to jest ta sama pulapka co z rekonstrukcją obrzędów. z kronik? z etnografii? 🙂 bo jak nie to znowu jesteśmy w obszarze nowomodnej słowiańszczyzny którą ktos wymyslil w latach 90.
no Eliksiryna tu trochę surowa ale rozumiem z czego to idzie. z piołunem jest tak że są zapisy etnograficzne z XIX wieku z terenów polskich, ukraińskich, białoruskich - wiązano go w wianki na Kupałę, wkładano za próg, palono żeby odpędzać złe duchy. to jest relatywnie dobrze udokumentowane w folklorystyce. nie wiemy czy to kontynuacja prastarego obrzędu czy lokalna tradycja, ale istnieje
ten spór o zrodla jest ważny i rozumiem go ale mam wrażenie że czasem gubimy z oczu co jest celem. jeśli ktoś pali dziś piołun z intencją ochrony i czuje że to działa to czy brak traktatu z X wieku coś temu odbiera? różne tradycje mają różną głębię historyczną ale skuteczność rytuału nie zależy chyba od daty jego wynalezienia. mówię to nie żeby zamknąć dyskusję o autentyczności, tylko żeby nie robić z niej jedynego kryterium
Wybaczcie że się wtrącam, czymś prostym ale tak sobie myślę - jest tyle tych roślin, halucynogenne, niehalucynogenne, legalne i nie, słowiańskie, amazońskie... to jak ktoś kto zaczyna ma w ogóle zdecydować od czego zacząć? bo już mi się trochę miesza 😀
od roślin które rośną w twoim ogrodzie albo na łące w pobliżu. serio. nie ma sensu lecieć do Peru jeśli nie znasz rumianku, krwawniku ani dziewanny. szamanizm zaczyna się od znajomości miejsca w którym żyjesz. przynajmniej tak to rozumiem
to co Galaktyka pisze jest takie... kojące jakoś. bo faktycznie ta rozmowa potrafi przytłoczyć - tyle nazw, tyle tradycji, tyle zastrzeżeń. a tu nagle: wyjdź na łąkę i popatrz co rośnie. fajne
Przyjmuję to, ale wyjście na łąkę to nie jest szamanizm. nie? mam na myśli, jest różnica między znaniem ziół a robieniem czegoś rytualnie. czy samo zrywanie dziurawca z intencją już czyni to szamanizmem? bo wtedy każda babcia zielarka jest szamanem
dokladnie. w Polsce mowiono na to "znachorka" albo "zielarka" ale funkcja jest ta sama co szaman w innym miejscu. ktos kto wie jak uzywac roślin do leczenia i do kontaktu z tym co niewidzialne. etykietka sie zmienila, srodki zostaly
hej, może głupie pytanie ale co to znaczy "kontakt z tym co niewidzialne" przez rośliny? bo o leczeniu rozumiem, o halucynacjach rozumiem, ale co to jest dosłownie? duchy? energia? 🙁 bóg?
każda tradycja odpowie inaczej. dla jednych duchy przodków, dla innych duchy samych roślin, dla jeszcze innych po prostu ta warstwa rzeczywistości której na co dzień nie widzimy. nie ma jednej odpowiedzi i myślę że to jest właśnie piękne - roślina otwiera coś, a co to jest zależy od ramy w której pracujesz
zawsze się zastanawiałam czy te rośliny które palą jak kadzidło - kadzidło, mirra, palo santo - to też wchodzi w ten temat? bo to jest coś co jest super dostępne, wszyscy to znają, ale jakos sie nie kojarzy z szamanizmem tylko z kościołem albo sklepem z kamieniami 😀
