Chciałem otworzyć temat który kręci się gdzieś na obrzeżach naszych dyskusji, ale nigdy go porządnie nie rozwinęliśmy. Chodzi o święte zioła w szamanizmie - peyotl, ayahuaska, grzyby, datura, szałwia wieszcza i cała ta reszta. Ale nie interesuje mnie tutaj debata "brać czy nie brać", tylko cos głębszego: jak tradycje szamańskie rozumieją te rośliny? Dla Indianina z Amazonii ayahuaska to nie jest środek psychoaktywny, to jest nauczycielka, istota, z którą wchodzi się w relację. To fundamentalna różnica w stosunku do tego jak na to patrzy zachodni człowiek szukający przeżycia. mam wrażenie ze w Polsce bardzo duzo ludzi zaczyna sięgać po te rzeczy bez żadnego kontekstu kulturowego, bez rozumienia co za tym stoi. Co o tym sądzicie?
No i tu dotykasz czegoś ważnego. Miałam okazję rozmawiać z kobietą, która była na prawdziwej ceremonii z curandero w Peru, nie z jakimś turystycznym retreat za 2000 dolarów. Mówiła, że zanim w ogóle dostała naczynie, spędziła tydzień na diecie, nie tylko żywieniowej, ale i energetycznej - zero seksu, zero głośnych rozmów, specjalne jedzenie. Szaman też się przygotowywał. To nie była impreza, to był poważny protokół duchowy. A teraz ludzie jadą na weekend do Holandii, piją ayahuaskę z jakimś facetem który ma certyfikat z internetu i potem piszą na blogach, że "uzdrowili się". Hm.
To co opisuje Galaktyka to dieta, którą Shipibo i inne amazońskie ludy traktują serio. Ale mam pytanie do tematu ogólniej - bo tytuł mówi o szamanizmie jako takim, a to nie jest tylko Amazonia. W Syberii na przykład głównym "roślinnym nauczycielem" był muchomor czerwony, amanita muscaria, zupełnie inna substancja, inny kontekst. W tradycjach afrykańskich iboga. Czy można w ogóle mówić o czymś wspólnym w tych wszystkich praktykach, poza faktem że substancja zmienia świadomość?
Czytam i mnie ciarki przechodzą, szczerze. Zawsze się zastanawiałam nad ayahuaską, ale po tym co piszecie zaczynam rozumieć ze to nie jest coś na co się idzie z ciekawości. Mam pytanie trochę z boku - czy w polskich tradycjach słowiańskich były jakieś podobne rośliny? Bo jakoś zawsze słyszę o Ameryce albo Azji, a co u nas?
Irga to świetne pytanie! Słyszałam o bieluniu, czyli datury, i o psiance - ale to były raczej rośliny czarownic, nie szamanów, jesli w ogóle możemy mówić o słowiańskim szamanizmie. Był tez chyba lulek czarny, o którym mówi sie w kontekście europejskich sabbatów. Ale szczerze, nie wiem czy to te same kategorie co ayahuaska czy peyotl. Może ktoś wie więcej?
Kilka rzeczy naraz bo watek idzie w dobrą stronę. Po pierwsze słowiańskie rośliny - tak, bieluń, lulek, mandragora, belladonna. Wszystkie zawierają alkaloidy tropanowe - skopolaminę, atropinę - zupełnie inny szlak niż DMT w ayahuasce czy meskalina w peyotlu. Europejskie tradycje wiedźmiarskie używały maści, które wcierano w skórę, żeby substancje wchłaniały się wolniej. Efekty opisywano jako loty, spotkania z diabłem, uczty na sabbatach. Ale zwróćcie uwagę na kluczową różnicę - w Amazonii szaman pije razem ze społecznością i prowadzi ceremonię, jest odpowiedzialny za bezpieczne przejście. W europejskiej tradycji to były praktyki solarne, samotne, bardziej niebezpieczne. Po drugie do Eliksiryny - pytanie o to czy roślina jest "naprawdę" nauczycielką jest pytaniem metafizycznym, nie empirycznym. Szaman by odpowiedział że to jest pytanie zachodnie, które zakłada że świadomość jest tylko w głowie. 😀
Byłam na spotkaniu w Warszawie, ktos opowiadał o swojej pracy z mazateckimi curanderas w Meksyku. Chodzi o grzyby, nie ayahuaskę. I ta kobieta mówiła tak - grzib uczy poprzez piosenki. Serio, to sie nazywa chodzi mi o - nie pamiętam jak ale szamanka śpiewa całą noc i melodie przychodzą same, w transie. I przez te melodie diagnozuje chorobę. Nie wiedziałam że tak to działa, myslalam ze to bardziej wizualne.
Hej, trochę się gubię w tych szczegółach, ale chcę zapytać o coś konkretnego. Czy poza tymi "dużymi" roślinami, ayahuaską, grzybami, peyotlem, są jakieś zioła szamańskie które działają bardziej subtelnie? Bez halucynacji, ale wciąż mające znaczenie w tradycji? Bo mam wrażenie że rozmowa skupia się na psychoaktywnych i trochę jakby te inne nie istniały.
Coca? Serio że do wróżb? Nigdy bym nie pomyślał. Jak to w ogóle działa, coś widzą w tych liściach jak u nas w fusach?
Przepraszam że się wtrącam bo jestem tu nowa w tych tematach, ale chciałam zapytać - w tym wszystkim co piszecie, rośliny są traktowane jak osoby jak istoty. Czy to jest metafora czy szamani naprawdę wierzą że rośliny mają świadomość? Bo to brzmi bardzo dziwnie i jednocześnie jakoś sensownie nie wiem czemu
Hortensja to jest serce całej sprawy. Nie metafora - animizm, wiara że wszystko ma ducha, w tym rośliny, kamienie, rzeki. Szaman amazoński powiedziałby ze ayahuaska ma ikaro - własną pieśń, własną osobowość, własne zamierzenia. To nei jest przenośnia. Dla niego to jest tak samo realne jak to że ty masz świadomość. Ciekawostka - niektórzy zachodni filozofowie, jak David Skrbina z panpsychizmem, zaczynają wracać do podobnych pytań, tyle ze od strony filozofii umysłu.
no właśnie i tu jest chyba wgl most między tym co piszą szamani a tym co mówi fizika kwantowa - że obserwator wpływa na obserwowane, granica między tym co wewnętrzne a zewnetrzne jest umowna. nie mowie że to to samo ale intuicja podobna. te rośliny moze po prostu otwierają kanał który normalnie jest zamknięty. kiedyś czytałam że niektórzy botanicy mówią że rośliny "komunikują się" poprzez sieć grzybową w glebie, mikoryza czy coś takiego. moze szamani to po prostu wiedzą od dawna?
Sodalitka, łączenie mikoryzy z szaamnska komunikacją z duchami to troche daleko idący skok. Jedno to biologia, drugie to twierdzenia o bytach świadomych. nie mieszajmy tych poziomow bo potem wychodzą z tego pseudonaukowe uzasadnienia dla czegokolwiek. Poza tym fizyki kwantowej nie da sie tak po prostu przenieść na rosliny i szamanizm to bardzo popularne nadużycie. 🙂
Haha Eliksiryna ma rację z tą kwarką, to jest trochę clickbaitowe tłumaczenie. Ale wracając do meritum - słuchajcie, mnie najbardziej zastanawia co się dzieje z ludźmi którzy biorą te rzeczy bez kontekstu, bez szamana, bez przygotowania. Znam osobę która piła ayahuaskę z jakimś holenderskim ceremonialistą i przez kilka miesięcy potem miała bardzo ciężkie stany, jakby "otworzyła drzwi których nie umiała zamknąć". To jest coś realnego, niezależnie jak to interpretujesz
Sliwka, to jest ważna uwaga i tradycje szamanskie sa bardzo tego swiadome. dlatego wlasnie nie każdy może byc szamanem i nie każdy może uczestniczyć w ceremonii. w tradycjach amazońskich jest cały system kto może kiedy może, jak się przygotować. to nie jest democracja duchowa gdzie każdy ma równy dostep. to mnie troche odpycha od tych zachodnich kursów szamanizmu za weekend, rozumiesz?
I tak, właśnie to co napisała Jagienka jest kluczowe - ten system kto może, kiedy może. Bo mi sie wydaje ze ludzie na zachodzie traktują to jak bilet do kina, płacę i wchodzę. a tam to jest cały rok przygotowań czasem. post, diety, brak seksu, brak kontaktu z pewnymi ludźmi. Czy ktoś wie jak to wygląda konkretnie w tradycji shipibo? Bo słyszałem że oni mają chyba najbardziej rozbudowany system z amazońskich
ok ale tu wlaśnie widze problem z tymi wszystkimi "retreat center" w Peru i Ekwadorze dla zachodnich turystów. Tydzień diety, dwie ceremonie, lot do domu. jak to ma mieć cokolwiek wspolnego z tym co opisuje Swiatowid? szczerze pytam, nie ironicznie.
słuchajcie, trochę się tu zgubiłam w tym amazońskim zagłębieniu, ale nadal mnie nurtuje to pytanie o słowiańskie rośliny które wcześniej zadałam. Tunia wspomniała o bieluniu i lulku, Swiatowid.1 dodał atropinę i skopolaminę - ale nikt nie powiedział mi co z tym robić. Znaczy, czy my dzisiaj w Polsce mamy cokolwiek z tych dawnych tradycji czy to jest kompletnie martwe? 🙂
właśnie ta sprawa z brakiem zapisów to jest coś co mnie od dawna zastanawia. Celtowie też nie pisali, Druidzi przekazywali wiedzę ustnie, i co zostało? parę wzmianek u rzymskich autorów którzy ich nie lubili. Zastanawiam się ile takich systemów po prostu zniknęło kompletnie, bez śladu. i czy to co dziś próbuje się "odtwarzać" jako rodzimowiercze to naprawde rekonstrukcja czy twórcze wymysły
Sliwka, to jest uczciwa obserwacja. Każda rekonstrukcja jest trochę twórczością - to nieuniknione. Ale to nie znaczy że jest bez wartości. Rytuał który ktoś ułożył dziś moze mieć realną moc dla uczestników, jeśli jest robiony z intencją i zrozumieniem. Autentyczność w religioznawstwie to złożona sprawa - nawet "stare" tradycje przeszły tysiące lat modyfikacji.
hej, a wracając do tych roślin bez halucynacji o które pytała wcześniej Aether - co z takimi ziołami które znam z babcinych opowieści, dziurawiec, melisa, szałwia, to tez może mieć znaczenie szamańskie? czy to już za banalne żeby o tym mówić
ej a co z lobelią albo z muchomorem czerwonym?? muchomor jest słowiański chyba? czy nordycki? zawsze słyszałam o bezerkerach i muchomorach ale nie wiem czy to prawda czy legenda
a wiesz co ciekawe co do siberii - tam byl zwyczaj ze szaman wypijał mocz innych uczestników ceremonii bo muscymol wydalany jets nadal aktywny. to brzmi obrzydliwie ale ma sens z punktu widzenia ekonomii - grzybow bylo malo, rośna krotko, wiec substancja krazyla dosłownie w kółko w grupie. nie wiem czy to jest znane ale to chyba dosc dobrze poswiadczone etnograficznie.
yyy ok to już trochę za dużo dla mnie 😀 ale serio to jest niesamowite że te tradycje były tak bardzo praktyczne, ze coś co brzmi ekstremalnie miało konkretne uzasadnienie. pytanie naiwne: czy te wszystkie rośliny o których mówicie są legalne w Polsce? bo czytam i nie wiem co jest ok a co nie
To mnie zawsze zastanawia jak ktoś mówi o tych ceremoniach - trochę mi sie to kłóci wewnętrznie. z jednej strony rozumiem argumenty że to duchowość, tradycja, z drugiej strony np. ayahuasca moze być bardzo nieprzewidywalna dla osób z pewnymi schorzeniami czy na lekach. Czy te tradycyjne systemy miały jakiś odpowiednik "wywiadu medycznego" przed ceremonią?
tak myślę, czytam ten watek od rana i jedna rzecz mi sie kreci w glowie - te rośliny-nauczycielki o ktorych juz bylo, czy każda z nich uczy czegos innego? bo jak ayahuaska jest od jednego, a grzyby od drugiego, a peyotl od trzeciego, to jest cos jak różne przedmioty w szkole? czy to jest bardziej jak że każda pokazuje to samo ale inną drogą
ten watek o grzybach i ayahuasce to swietna sprawa ale mnie ciagnie do tego co Lubon powiedzial - ze grzyby sa "kosmiczne" a ayahuaska "emocjonalna". skad to sie bierze? to jest sprawa chemii, energii rośliny, czy tego co szaman ze soba wnosi do ceremonii? bo jakos nie wierze ze to jest takie proste i przewidywalne
