Zastanawiam sie od dawna nad czymś, o czym rzadko się mówi wprost - chodzi mi o tereny i miejsca, które w różnych tradycjach sa dosłownie "oddane" jakimś wyższym istotom, bóstwom, duchom, aniołom. Nie mówię o świątyniach budowanych przez ludzi, bo to jednak ludzka inicjatywa, tylko o takich miejscach gdzie sama ziemia, sama przestrzeń jest traktowana jako własność lub siedziba czegoś ponadludzkiego. W shinto jest koncept "mi-shiro" - miejsca, gdzie bóstwo faktycznie zamieszkuje, nie tylko jest czczone. W tradycji słowiańskiej mamy tzw. żertwiska - miejsca składania ofiar, które były dosłownie granicą miedzy światem ludzi a światem duchów. Co mnie interesuje najbardziej to jak przebywanie w takich miejscach działa na psychikę człowieka. Bo to nie jest obojętne, nawet jeśli ktoś w to nie wierzy. Znacie jakies konkretne przykłady takich "oddanych" terytoriów z różnych tradycji? I czy sami gdzieś byliście i coś czuliście?
O, bardzo ciekawy temat. Mi od razu przychodzi do głowy wyspa Ise w Japonii z tym kompleksem świątyń gdzie część terytorium jest dosłownie zamknieta dla zwykłych ludzi przez większość roku - wchodzi tylko kapłanka. Ale myślę że równie mocnym przykładem są góry. W praktycznie każdej tradycji górskie szczyty to są miejsca bogów, nie ludzi. Olimp, Kailash, Fuji, Athos. Na Athosie zresztą kobiety mają wstęp wzbroniony od ponad tysiąca lat i to oficjalnie, bo Theotokos uznała tę górę za swój ogród. Jeśli chodzi o psychikę - coś w tym jest. Byłam na Łysej Górze a to bynajmniej nie zwykłe wzgórze, naprawdę nie jest. Trudno to opisać.
A właśnie, co czułaś na tej Łysej Górze? Mnie strasznie interesuje ten aspekt bo sam chciałem tam pojechać. Słyszałem że to jedno z tych miejsc gdzie dosłownie sie czuje inaczej niz wszędzie indziej ale nie ogarniam jak to interpretowac z punktu widzenia czakr czy energii ciała
ojejciu, zanim pójdziemy za daleko w "czułam, czułam" - warto się zastanowić skąd w ogóle bierze sie ten efekt. Miejsca na wzniesieniach mają inne cisnienie, inny skład powietrza, często jonizacja. Łysa Góra ma dodatkowo tę całą narrację historyczną i kulturową, którą kazdy zna zanim tam dotrze. Trudno w takich warunkach oddzielić realne "działanie miejsca" od autosugestii wzmocnionej kontekstem. Nie mówię że nic tam nie ma - mówię że metodologia tego "czucia" jest zwykle bardzo niedokładna
Jest pewna różnica miedzy "miejscem ktore działa na zmysły" a "miejscem ktore zostało oddane". W nordyckiej tradycji istniało pojęcie "ve" - poświęcona przestrzeń wyznaczona słupami i sznurami, literalnie wyłączona z codziennego użycia i przekazana bogom. Wewnątrz ve obowiązywały inne zasady, nie można było wnosić broni, nie można było przelewać krwi, konflikty ustawały. Ciekawe jest to że to poświęcenie zmieniało zachowanie ludzi - miejsce kształtowało ich psychikę przez sam fakt że wiedzieli gdzie są. To nie jest tylko "góra która działa na mózg", to jest przestrzeń z zasadami
Jeszcze raz o sedna tematu bo trochę uciekliśmy w psychologię percepcji - chciałam jeszcze podnieść kwestię terytoriów zabronionych. poza Athosem mamy np. wyspę North Sentinel gdzie przez stulecia lokalne plemię nie wpuszcza nikogo - i co ciekawe, sami mówią (o ile komukolwiek udało się usłyszeć) że wyspa należy do przodków-duchów. Mamy Uluru w Australii gdzie Aborygeni od lat proszą żeby nie wchodzić na szczyt bo to jest "czyjś dom". Psychologicznie ta kategoria "zakazanego terytorium należącego do kogoś innego" jest bodajże kulturowo bardziej powszechna niż jakakolwiek inna forma sacrum. Dlaczego zakaz? Co jest w tym zakazie?
przepraszam ze wejde z takim podstawowym pytaniem ale nie do konca rozumiem - czy "oddane" terytorium to znaczy ze tam mieszka bóstwo fizycznie? Jak to sobie wyobrażano, że jak wejdziesz to co, spotkasz cos twarzą w twarz? Zawsze mnie to zastanawiało jak sie to ma do bóstwa które jest przecież wszędzie według większości religii
to takie porównanie do anteny mi nagle bardzo wiele wyjaśniło, serio. Nigdy tak na to nie patrzyłam. Jakby to miejsce wzmacniało coś co i tak istnieje wszędzie tyle że ciszej
A mam pytanie o te psychologiczne efekty bo to mnie najbardziej interesuje - czy ktos wie cokolwiek o tym co sie dzieje z ludźmi którzy MIESZKAJĄ blisko świętych terytoriów na stałe? Bo to jedno być tam raz, ale co z mnichami na Athosie albo z tymi rodzinami które od pokoleń żyją przy świętych górach w Japonii? czy oni coś innego widzą, czują, czy sie przyzwyczajają i to znika?
Ojej, a ja byłam niedawno w jednym z kościołów romańskich na Małopolsce, bardzo starym, i to bylo cos niesamowitego - weszłam i dosłownie nogi mi sie zatrzymały. Potem siedziałam z pół godziny i nie umiałam wyjść. Nie jestem catholiczką szczególnie ale to bylo bardzo fizyczne uczucie ciężaru i spokoju jednocześnie. Czy to może być właśnie ten efekt "oddanego terytorium" nawet w chrześcijaństwie? Wiele tych kościołów stoi przecież na dużo starszych miejscach kultu
To pytanie dotyka czegoś bardzo podstawowego. W różnych tradycjach odpowiedź brzmi inaczej. Nordyckie ve i słowiańskie miejsca kąty były związane z konkretnym miejscem, nie z obrzędem - można było słupy usunąć, ale ziemia "pamiętała". Z kolei w tradycji hinduskiej jest pojęcie kshetra, świętego pola, i tam akurat uważa się że rytualny kontakt podtrzymuje moc. Bez kultu miejsce "milknie". Nie powiedziałabym że jedno jest słuszne. To może byc po prostu różnica w tym jak dane tradycje rozumiały sam mechanizm.
matko, muszę tu wejść bo ta rozmowa o "zacieraniu granicy" zaczyna mi wyglądać jak opis dysocjacji i kryzysu tożsamości, który psychologia kliniczna bardzo dobrze zna. nie mówię że to wyklucza inne interpretacje, ale naprawdę warto to nazwać po imieniu, zwłaszcza kiedy mowimy o ludziach którzy żyją całe życie w jednej silnie narzuconej roli sakralnej. to ma cenę niezaleznie od tego jak to nazwiemy.
wracając do tego psychologicznego efektu długotrwałego kontaktu - zastanawia mnie czy przypadkiem to nie coś co mozna mierzyc. Nie w sensie "czy energia istnieje" tylko bardziej: czy u tych ludzi widac jakies wzorce? inne sny, inne postrzeganie czasu, jakies zmiany sensoryczne? Bo to by byl bardzo konkretny sposob zeby to zbadac bez rozstrzygania metafizyki
sny to akurat ciekawy trop - w kilku tradycjach strażnicy świętych miejsc mają osobne kategorie snów, "sny miejsca" kontra własne sny. W kulturach rdzennych Australii cos podobnego - custodians danego terytorium śnią inaczej o tej ziemi niż ktos z zewnątrz. Trudno mi ocenić czy to badane empirycznie ale jako wzorzec kulturowy pojawia sie regularnie.
ojej, te książki od Sennarii zapisuję, Stanner i Bird Rose - sprawdzę czy nie ma jakichś fragmentów dostępnych online bo po angielsku jakoś dam radę. ale właśnie to mnie uderza w tym co piszesz - ze custodians śnią *inaczej o tej ziemi*. to nie jest metafora tylko dosłowne twierdzenie tradycji, prawda? ze ziemia ma jakiś wkład w sny konkretnych ludzi z nią związanych?
ja! byłem w Avebury, nie Stonehenge bo Stonehenge to teraz za dużo turystów żeby cokolwiek poczuć. i w Avebury wszedłem między kamienie i miałem coś co moge opisać tylko jako nagłe wyciszenie głowy. nie mistyczne uniesienie, dosłownie myśli sie zatrzymały na jakieś 2-3 minuty. nie wiem co to było ale było wyraźne
ten Avebury to w ogóle niesamowite miejsce, mam zdjęcia z internetu i to jest mega krąg, duzo większy od Stonehenge. i leży tam spokojnie wśród wiosek, krowy chodzą miedzy kamieniami. coś w tym jest ze takie miejsce nie jest odgrodzone.
ale kto to obserwuje, kto zapisuje ze krowa unika konkretnego miejsca? to sie wlasnie rozsypuje jak sie doklanie przyrzec. rolnicy maja swoje obserwacje ale nikt tego nie zbiera sytemtycznie
ja nie byłam w żadnym takim miejscu fizycznie ale siedzę nad tym wątkiem od godziny i mam pytanie moze naiwne - czy mozna jakoś "zabrać" ze sobą coś z takiego miejsca? nie kamień ze świątyni, tego nikomu nie radzę, ale no... czy sam pobyt coś robi trwale? czy to tylko na chwilę?
pytanie Wieszczabiarki nie jest naiwne, tylko dotyka sedna. Tradycje odpowiadają na to różnie. W niektórych samo przebywanie w miejscu zostawia ślad, zmianę w człowieku, jakis nadruk. W innych - jeśli nie ma intencji i rytuału, nic nie "przechodzi". ja skłaniam się ku temu że intencja ma znaczenie, ale nie jest jedyną zmienną. Miejsce też coś robi niezależnie od nas. nie mam na to twardych źródeł
