Spotkałem ostatnio w necie wzmiankę o czymś co jest określane jako "ustne prawa szeptane" - chodzi o tradycje w różnych szkołach mistycznych, gdzie pewna warstwa wiedzy nigdy nie jest zapisywana i nie trafia nawet do wszystkich uczniów. Nie mówię o zwykłej tajemnicy inicjacyjnej bo to znamy. Mówię o czymś głębszym - zasadach dotyczących pracy z energią które przekazuje się tylko w konkretnym momencie, konkretnej osobie, i tylko raz. Zacząłem szukać i okazuje się że ta praktyka pojawia się w tradycjach tybetańskich (rigpa przekazywana ustnie), w sufizmie ale też w słowiańskich tradycjach znachorskich. Zastanawia mnie jedno - dlaczego taka tajemność? Czy chodzi o ochronę wiedzy, ochronę ucznia, czy może o to że pewne prawa działają inaczej gdy są wypowiedziane na głos wobec nieprzygotowanego?
To jest akurat jeden z tematów gdzie wiele osób myli tajemnicę inicjacyjną z tym czymś głębszym, o czym piszesz. W tradycji tantrycznej jest pojęcie "guru-mukha" - dosłownie "z ust mistrza". I tam jest wyraźne rozróżnienie: są nauki które mozna zapisać, nauki które przekazuje się w grupie inicjowanych, i nauki które są przekazywane jeden do jednego i nigdy nie powinny być powtórzone dosłownie. Ta ostatnia warstwa nie jest tajemnicą ze względu na wartość komercyjną czy prestiż, tylko dlatego że ich działanie jest ściśle powiązane z intencją i kontekstem przekazu. Wyciągnięte z kontekstu mogą... powiedzmy, działać inaczej niż powinny. Czy spotkałeś się z podobnym rozróżnieniem w tym co czytałeś o tradycjach słowiańskich?
Muszę tutaj trochę uszczegółowić, bo ten temat jest szeroki i łatwo pomieszać różne tradycje. W kabbale mamy pojęcie "kabbalah be-al-peh" - tradycja ustna, ktora przez wieki celowo nie była spisywana (co skończyło się mniej więcej na redakcji Talmudu i Zoharu). Ale nawet w Zoharze jest wyraźnie zaznaczone że pewne sekrety dotyczące pracy z konkretnymi imionami Boga sa przekazywane tylko ustnie i tylko adeptom gotowym na danym poziomie. Powód jest o tyle ciekawy że kabaliści mówią wprost: same litery mają moc, ale intencja i stan świadomości osoby ktora je używa determinuje efekt. Przekazanie komuś nieprzygotowanemu pewnych technik to jak danie dziecku ostrza - nie dlatego że dziecko jest złe, tylko dlatego że nie ma jeszcze rąk ktore wiedzą jak trzymać. nie chcę tu niczego przesądzać
O kurcze, to jest ciekawe. Ale zagadam do Ksawery - czy chodzi o ochronę osoby niewtajemniczonej czy o ochronę samej tradycji przed rozmyciem? Bo te dwie rzeczy to zupełnie inny motyw, nie? Jeśli chodzi o ochronę ucznia to rozumiem i to ma sens. Ale jeśli szkoły mistyczne chronią wiedzę głównie dlatego zeby utrzymać hierarchię i władzę nad nowicjuszami, to trochę inna bajka.
Doczytuję ten wątek i mam jedno pytanie ktore mnie gryzło od początku - czy ktos z was osobiście doświadczył tego rodzaju przekazu? Nie mówię o kursach i warsztatach gdzie płacisz i dostajesz materiały, tylko o tym prawdziwym "szeptaniu". pytam bo czytam opisy w książkach i to brzmi pięknie ale zastanawiam sie czy przyypadkiem to nie trohe zmitologizowane przez ludzi którrzy sami nigdy się z tym nie zetknęli tylko przeczytali o tym w innych książkach.
Odbijam z powrotem do kwestii granic energii bo to jest w opisie wątku i myślę że warto to rozwinąć - w tradycji szeptów (bo tak to się u nas nazywało) był wyraźny zakaz przekazywania pewnych rzeczy poza określonymi granicami. Dosłownie, geograficznie. Znachorka nie mogła powiedzieć pewnych słów poza miejscem które było "jej". Jakiś krąg energetyczny miejsca. Teraz się zastanawiam czy to ma odpowiedniki w innych tradycjach - bo np. w szamanizmie też są miejsca mocy do których pewna wiedza "należy". Czy to w ogóle jest jakaś szersza zasada?
No dobra ale chwila. Rozumiem poetykę tego wszystkiego,naprawde. Ale nie mogę sie powstrzymać zeby nie zapytać - skad w ogóle wiadomo ze takie tradycje istnieją, skoro z definicji są tajne i niepisane?? Wszystko co czytamy o "szeptanych prawach" to albo czyjaś relacja z drugiej ręki albo materiały ktore ktos jednak w końcu spisał. Czyli sam fakt że rozmawiamy o tym że cos jest tajne i niepisane, opiera sie na źródłach pisanych albo cudzych relacjach. Nie mówię że to nieprawda, po prostu coś tu jest epistemologicznie śliskiego
Dobra to pytanie leci do Simmy bo ona powiedziała ze coś przeżyła - ten moment przekazu czy on byl zaplanowany czy przyszedł nagle? Pytam bo czytałem ze w tradycji zen takie przekazy dochodzą nieoczekiwanie, w zwykłej sytuacji, a nie w ceremonialnym ustawieniu. I zastanawia mnie czy to jest reguła - ze im bardziej sie szuka tego przeżycia tym trudniej je dostać
Siedzę nad tym wątkiem od poczatku i mam pytanie moze troche naiwne ale - czy takie szeptane prawa moga byc tez przekazywane przez sny? 🙂 Bo moj dziadek mial cos co rodzina nazywala "darem" i twierdizl ze wiela rzeczy sie dowiedzial przez sny a nie od żadnego mistrza. czy to jest jakies znane zjawisko w tradycjach o których rozmawiacie?
Właśnie - i to jest może najgłębsze pytanie w tym wątku. Czy "szeptane prawa" to jest ludzka tradycja, tzn. wiedza którą kolejne pokolenia chronią i przekazują czy też jest coś w tej nazwie że te prawa same w sobie mają jakieś zakotwiczenie w strukturze rzeczywistości i człowiek je tylko odkrywa. Bo to zmienia wszystko - w pierwszym przypadku utrata jednego ogniwa łańcucha to utrata wiedzy. W drugim - wiedza jest wciąż dostępna, tylko ścieżki dostępu są rozne. I może ta "granica energii" o której mowa w opisie tematu to właśnie to - że przekaz ustny tworzy rodzaj pola w którym ta dostępność jest możliwa.
Zagadam do Ludwiczka - napisał ze ta weidza moze być "wciąż dostępna". Ale a może to jednak trochę zbyt optymistyczne? Bo znam przykłady tradycji ktore naprawde wyginęły i nikt juz nie umie odtworzyć co konkretnie było przekazywane. To moze oznaczać że jednak to pierwsze - ludzki łańcuch który moze zostać przerwany.
ojej, nie wiem czy mogę coś dodać bo to trudny temat, ale przypomniało mi sie coś z numerologii - w tradycji pitagorejskiej też były nauki które były chronione i nie wolno było ich ujawniać poza szkołą, i podobno część z nich naprawdę zaginęła. więc może oba są prawdą - wiedza jest gdzieś "dostępna" ale bez odpowiedniego klucza, czyli żywego przekazu, człowiek nie wie nawet gdzie szukać?
no, ten watek o snach i dziadku Honoratki mnie wciągnął bo właśnie to jest ciekawe pytanie - gdzie przebiega granica między przekazem który idzie od człowieka do człowieka, a takim który jakby... omija ludzi? W tradycjach ktore znam przekaz przez sen jest traktowany zupełnie serio, nie jako cos drugiego sortu. Czasem wręcz mowi się że jest czystszy bo nie jest obarczony cudzą interpretacją.
no dobra, sny to sny ale zeby to była weryfikowalna wiedza to przepraszam - kazdy morze powiedziec ze cos mu sie przyśniło i ze to starożytna tajemna mądrość. jakoś podejrzanie wygodne ze kanał przekazu jest ze swej natury nieweryfikowalny, nie??
mnie w tym wątku cały czas kręci jedno pytanie i nikt na nie wprost nie odpowiedział - jeśli te szeptane prawa sa naprawde tajne nawet przed uczniami, to jak w ogóle uczeń wie że jest uczniem? 🙂 serio pytam, bez ironii
ja rozumiem to trochę z własnego doswiadczenia bo jak bylam na wakacjach na poludniu europy to medytacja szla mi zupelnie inaczej niz w domu, latwiej, jakby mniej oporow. ale trudno mi ocenić czy to nie bylo po prostu ze bylem na urlopie i wypoczety heh
wchodzę Wam w zdanie z takim podstawowym pytaniem ale właśnie zaczynam się tym interesować - te granice energii to są dosłowne granice fizyczne jak góra czy rzeka, czy raczej jakieś strefy ktore tylko niektórzy czują?? bo czytam i raz brzmi to jak geografia a raz jak coś wewnętrznego. takie tam moje dywagacje
