Każdy z nas ma pewnie taką jedną kartę, na której widok robi mu się gorąco, zanim jeszcze zdąży otworzyć usta do interpretacji. Ja mam swoją i wiem dokładnie, która to jest. Chciałabym wiedzieć, jak Wy radzicie sobie z rozkładami, w których wypada karta, której po prostu nie chcieliście zobaczyć? Bo przecież nie da się jej odłożyć, udać że nie ma, zrobić rozkładu jeszcze raz i mieć czyste sumienie. A jednak znam osoby, które tak robią. I znam siebie, która czasem miała ochotę. Jaka to u Was karta? Jak ją traktujecie, kiedy już się pojawi?
U mnie Dziesiątka Mieczy. Dla większości ludzi to Wieża, ale dla mnie właśnie ta karta zawsze oznacza moment, w którym naprawdę już nic się nie da zrobić. Wieża przynajmniej jest szczera w swojej dynamice - bum, koniec, początek. Dziesiątka Mieczy to cisza po wszystkim, taka cisza, której nie chcę słyszeć. Kiedy wypada mi w odczycie dla kogoś, dwa razy sprawdzam, czy dobrze ją odczytuję, bo wiem, jak ciężka bywa.
Moja nemesis to Pięć Pucharów. Brzmi niewinnie, prawda? A jednak za każdym razem, kiedy wyskakuje, wiem, że pytający już wie, co stracił, i że z tym niczym się go nie da pocieszyć. Wieża, Śmierć - one przynajmniej mają w sobie energię ruchu. Pięć Pucharów to utknięcie w żalu i nie ma od tego łatwej drogi wyjścia. Nie lubię tej karty, choć szanuję.
Mam swoją kartę, której nie cierpię dla siebie, i mam inną, której nie cierpię dla klientów. Dla siebie to Trójka Mieczy. Każdy rozkład, w którym ona wypada, kończy się tym, że zamykam talię i idę na spacer. Dla klientów - Dwójka Mieczy. Bo to znaczy, że osoba, która siedzi przede mną, coś już czuje, ale nie chce wiedzieć, i ja też tego nie wiem, i nikt nie chce powiedzieć pierwszy.
Moja to Dziewiątka Mieczy. Karta bezsenności, koszmarów, tego stanu, kiedy człowiek budzi się o trzeciej w nocy i nie może wrócić do snu. Sama przez to przechodziłam, więc kiedy widzę ją u innych, mam natychmiastowe ciało do ciała z tą energią. Uczciwie mówię - przez jakiś czas musiałam odmawiać stawiania osobom, których zdrowie psychiczne podejrzewałam, że jest kruche, bo Dziewiątka Mieczy zawsze mi w takich sytuacjach wychodziła i nie umiałam jej nieść.
Zauważcie, że dla każdego z nas karta-nemesis to w dużej mierze karta z własnej biografii. Sauwak ma Dziesiątkę Mieczy, bo coś w nim rozumie tę kartę lepiej niż inne. Kapturek ma Diabła, bo go poznała od środka. Nie ma kart „obiektywnie najgorszych". Są karty, które przez naszą historię stały się dla nas niemożliwe do zignorowania.
