Wpadłam ostatnio na cos, co dało mi do myślenia i chciałam się podzielić, bo myślę że to ważne. Zaczęłam szukać informacji o tradycjach, gdzie śpiew rytualny istnieje zupełnie bez słów - takie głosowe mantry, wokalizacje, które nie mają tekstu ani zapisu. I okazuje się ze to jest szalenie rozległy temat. Rdzenni Amerykanie mają tak zwane "power songs", pieśni mocy, które przychodzą w wizjach i nie mają słów - są własnością konkretnej osoby, nie można ich ani przekazać zapisem, ani nauczyć z książki. Podobnie w tradycji dogońskiej w Afryce Zachodniej są rytmiczne wokalizacje kapłanów, które przechodzą tylko przez wtajemniczenie. Ciekawi mnie, czy ktoś z was miał kontakt z jakąś żywą tradycją tego rodzaju? Albo nawet próbował czegoś podobnego samodzielnie, bo widziałam ze niektórzy jogini mówią o "ajapa-dźapie", czyli mantrze bez artykulacji, czymś między myślą a dźwiękiem. zostawiam to do przemyślenia
o rany, temat ciekawy ale chciałbym od razu zapytać o jedno - jak rozróżniacie "śpiew bez słów jako tradycję rytualną" od zwykłego bębnienia czy mruczenia które poprostu pomaga wejść w trans? Bo wydaje mi sie że granica jest tu płynna i wiele osób romantyzuje to, co w istocie jest techniką psychofizjologiczną. przykład: mongolskie śpiewy gardłowe khöömij mają konkretne nazwy i formy, sa przekaazywane z mistrza na ucznia, ale nie mają "tekstu" w sensie semantycznym. Czy to kwalifikuje sie do tego co opisujesz? Dla mnie kluczowe pytanie brzmi: czym ta tradycja różni sie od poprostu muzyki transowej?
ojej, właśnie o tym myślałam ostatnio jak medytowałam! Czasem zdarza mi się przy medytacji wydawać takie dźwięki jakby samoistnie, nie planuję tego specjalnie, po prostu "wychodzą". Raz był to taki niski pomruk, innym razem cos jakby "mmm" ale zmieniające się. Nie wiedziałam jak to nazwać. To może być właśnie coś z tego co opisujesz? Jak to w ogóle odróżnić od przypadkowego dźwięku?
Właśnie - ja dorzucę do tego wątek który mnie bardzo interesuje od jakiegoś czasu. W tradycji sufickiej jest coś zwanego "lahn" - to jest melodyczna wokalizacja podczas zikru która może być pozbawiona tekstu lub mieć tylko kilka sylab ale niesie stan. Nie chodzi o znaczenie słów bo ich nie ma - chodzi o to, że głos prowadzi serce. Słyszałam nagrania z Turcji gdzie muezzini w pewnych halach improwizują takie przejścia między wersami, które są czysto wokalne. I to jest przekazywane ustnie, mistrz do ucznia. Czy ktoś miał kontakt z suficką tradycją muzyczną w tym sensie?
właśnie ten wątek z ciałem mnie zastanawia. bo jeśli te wokalizacje są nierozerwalne od ruchu to może ich moc bierze się właśnie z tego, z tego co ciało robi razem z głosem? a nie z samego dźwięku?
czytam to i troche sie gubię - czyli te tradycje twierdza ze dźwięk bez słów działa inaczej niz z słowami? to znaczy że w mantrze sanskrit np om - chodzi o wibracje a nie o znaczenie? bo zawsze myslałem ze mantra działa bo ma sens duchowy zapisany w słowie
no właśnie o to mi chodziło gdy pytałam o ciało. ale to wygląda jak coś więcej niż tylko rezonans fizyczny - tam jest cos z granicą wytrzymałości? jak gdyby zwykły stan ciała nie wystarczał?
ojej, to się łączy z tym co ja mam przy medytacji! bo napisałam wcześniej że te dźwięki wychodza ze mnie same kiedy jestem już głęboko. to znaczy nie po pięciu minutach, dopiero po długim czasie kiedy ciało jakby odpuszcza. więc może nie chodzi o aktywność fizyczną wprost tylko o to że ciało musi być "zajęte" albo "zmęczone" żeby umysł przestał kontrolować co wychodzi? 🙂
hmm, ale to co opisujecie to jest hiperwentylacja i efekty deprywacji tlenu. taniec przez wiele godzin, ekstremalny wysiłek, długa medytacja z kontrolowanym oddechem - to wszystko zmienia stan neurologiczny przez fizjologię. i to jest interesujące samo w sobie, ale nie oznacza automatycznie że dochodzi do jakiegoś kontaktu z sacrum. może oznaczać że mózg w tym stanie inaczej przetwarza bodźce. nie mówię że tradycje się mylą, mówię że zastanawiam się czy to co tłumaczą jest jedynym wyjaśnieniem.
co do zasady tak, zgadzam się. :)) ale mam jeden opór - jeśli przyjmiemy że obydwa opisy są jednocześnie prawdziwe to w praktyce nie wiemy nic nowego. co tak naprawdę dodaje opis "przywołuję duchy" jeśli nie możemy go odróżnić od opisu "wchodzę w zmieniony stan"? to autentyczne pytanie, nie prowokacja.
