ojejku, chciałam tu poruszyć coś, co mnie nurtuje od jakiegoś czasu w kontekście doświadczeń mistycznych, a konkretnie: czy mistyk w ogóle może oceniać, czy jego doświadczenie jest "słuszne"? To nie jest tylko filozoficzne pytanie, bo chodzi mi o coś bardzo konkretnego. W bioenergoterapii, w pracy z polem, jednym z podstawowych sygnałów jest odczuwanie ciepła i zimna w dłoniach albo przy ciele innej osoby. I tu zaczyna się problem: te odczucia są subiektywne. Jedna osoba czuje ciepło tam, gdzie inna czuje zimno, i obie mówią, że to znak energii. To samo dotyczy mistyki w ogóle - od Teresy z Avili po sufich. Skąd wiemy, że to co czujemy to rzeczywiście "to", a nie po prostu pobudzenie układu nerwowego? Czy są jakieś narzędzia wewnętrzne, jakieś kryteria? Albo może sama próba oceny to błąd?
To bardzo głębokie pytanie i cieszę się ze ktoś w końcu je tu postawił wprost. 😉 Bo mnie zawsze irytuje na forach że ludzie opisują swoje odczucia jako fakty bez żadnego cudzysłowu. Ale z drugiej strony - w tradycjach mistycznych problem weryfikacji jest znany od wieków i rozwiązywany bardzo różnie. W ignacjańskiej tradycji rozeznawania duchów masz na przykład całą metodologię: ciepło,pocieszenie, spokój ducha - to znaki dobrego ducha, niepokój i zamęt - złego. Ale to i tak jest kryterium subiektywne, tylko zebrane w system. W sufizmie to mistrz weryfikuje, nie sam uczeń. Więc może wlasnie tu jest odpowiedź - że jednostka sama w sobie niema narzędzi, potrzebuje tradycji albo przewodnika?
Moze sie mysle ale nie jest tak ze w praktyce samo powatrzanie i porownywanie z innymi ludzmi to jest juz jakis rodzaj weryfikacji? Znaczy jak pracujesz z kimś i ta osoba tez czuje to samo co ty - to chyba nie jest tylko twoja projekcja? Ja np przy seansach zawsze pytam czy osoba czuje cokowliek, i jakos czesto sie zbiega. choc wiem ze to nie dowod naukowy.
Czesława to wlasnie jest to. "Po owocach ich poznacie" - to jest kryterium z tradycji chrześcijańskiej ale działa w każdym kontekście. Widziałam bioenergoterapeutów po sesji z którymi ludziom bylo wyraźnie lepiej, i takich po których nic sie nie zmieniało albo było gorzej. I żaden z nich nie czuł sie mniej pewny swojego doświadczenia. To "po owocach" to może byc wlasnie ta meta-ocena o która pytała Zbysława
Dobra to trochę ostrzej - bo czytam ten wątek i widzę że wszyscy bardzo elegancko omijają jedno podstawowe pytanie. Cały wątek jest o tym czy mistyk moze oceniać słuszność własnego doświadczenia. I nagle połowa dyskusji to jest: jak to doswiadczenie interpretować, jakie sa tradycje, owoce, mistrzowie. Ale nikt wprost nie pyta: a co jeśli te doświadczenia po prostu NIE opisują żadnej obiektywnej rzeczywistości zewnętrznej? To nie jest obalanie, to jest uczciwe pytanie w kontekście tematu. bo jeśli tak jest, to cały problem "oceny słuszności" znika - wszystkie doświadczenia sa wtedy równie słuszne i równie... tylko subiektywne.
Jeszcze raz o ciepła i zimna w polu bo to mi jest najbliższe - mi sie wydaje ze moze nie chodzi o to które odczucie znaczy co, tylko o zmiane? Znaczy - jeśli wchodzisz w kontakt z polem i jest stabilne ciepło, a potem nagle zimno, to zmiana jest sygnałem, nie samo ciepło czy zimno. Może właśnie dlatego rozne szkoły opisują to inaczej bo każda uczy reagować na zmianę, tylko inaczej ją nazywa? Nie wiem, to moja myśl, moze głupia.
tak jak mowilem - zmiana jest sygnałem. ale teraz cos mnie ciśnie do bardziej doświadczonych: jak długo pracujecie zanim umiecie w ogóle stiwerdzić że ta zmiana to nie jest przypadek? bo u mnie to jest ciągle problem - czuję cos, potem ciężko powiedziec czy to pole czy po prostu zmęczenie rąk
no właśnie to jest to pytanie które każdy sobie zadaje na początku i niestety nie ma na nie prostej odpowiedzi. ja przez pierwszych kilka lat dosłownie prowadziłam zeszyt gdzie zapisywałam każdą sesję - co czułam, przy którym miejscu, jak reagowała osoba, i czy potem coś się zmieniło. i dopiero po czasie zobaczyłam wzorce. to jest żmudne ale inaczej się nie da naprawdę weryfikować własnych odczuć. tak mi się nasunęło
ta dyskusja o zeszycie to mi prypomniała coś ważnego. w tradycjach gdzie jest mistrz i uczeń, ta weryfikacja odbywa sie z zewnątrz. nie sam weryfikujesz swoje odczucia, tylko ktoś z doświadczeniem patrzy na ciebie i mówi "to co opisujesz to X, a nie Y". bez tego jesteśmy wszyscy trochę jak ślepcy opisujący słonia. tylko że każdy twierdzi że widzi cały obraz
tu jest ważna kwestia którą chcę dorzucić - bo ta rozmowa zakłada że weryfikacja musi byc albo wewnętrzna albo zewnętrzna. ale w praktyce bodaj każda poważna tradycja mistyczna ma i jedno i drugie. sama tradycja jako tekst i doktryna to jest zewnętrzna miara,osobiste doświadczenie to wewęntrzna. i one mają ze sobą rozmawiać. problem jest wtedy kiedy nie ma ani jednego ani drugiego
a a nie jest czasem tak, że to tak że samo to że doświadczenie nas zmienia to już jest jakis dowód że bylo prawdziwe? bo jak po medytacji czy pracy z polem czujesz się inaczej, spokojniej, bardziej skupiona, to chyba coś musiało zajść, bez względu na interpretację?
no ale właśnie - dlaczego to ze może to być placebo miałoby to unieważniać? jeśli efekt jest realny to chyba efekt jest realny, nie?
przepraszam że tak wprost zapytam bo jestem trochę zagubiona - to znaczy że te wszystkie odczucia ciepła i zimna podczas pracy z energią mogą byc po prostu w głowie? i to jest OK? bo zaczęłam niedawno ćwiczyć czakry i teraz czuję się niepewnie. nie wiem czy dobrze to ujęłam
czytam tu od jakiegoś czasu i mam takie skojarzenie z tarota. 😛 bo tez tam masz odczucie - co czujesz patrząc na kartę. i też stoisz przed pytaniem czy to twoja projekcja czy "cos wiecej". i moja praktyczna odpowiedź jest taka: najpierw zbierasz długo własne obserwacje, potem sprawdzasz z innymi co to dla nich znaczy, i z czasem widać gdzie się pokrywją. to nie jest pewność ale to jest cos
ta analogia ze snem u Wickusia to mi dużo daje do myślenia. bo wlasnie przy pracy z kamieniami mam tak samo - w środku sesji jestem absolutnie pewna co czuję, a potem wychodzę i zastanawiam się czy to nie był po prostu bardzo głęboki relaks. i nie mam odpowiedzi. ale zauważyłam jedną rzecz - że spójność w czasie jest jakimś sygnałem. jeśli labradoryt od roku zachowuje się dla mnie tak samo w podobnych okolicznościach, to jest to już coś więcej niż przypadek chyba
ojejciu, a ja tu mam pytanie bo może głupie ale jednak - czy te odczucia ciepła i zimna w polu muszą mieć w ogóle jedno wyjaśnienie? tzn albo fizjologia albo energia? bo w runach na przykład jest tak że symbol działa na kilku poziomach jednocześnie i żaden nie wyklucza drugiego. może tu jest podobnie?
wlasnie, wlasnie! ja to czuję bardzo mocno przy tarocie. jak wyciągam kartę i mam natychmiastowe ciepło w dłoniach to wiem, że to jest właściwy kierunek interpretacji. ale nie powiem że "wiem co to jest" - po prostu mi to działa jako sygnał i z doświadczenia wiem że ten sygnał jest trafny częściej niż losowo. i to mi wystarczy narazie
ta rozmowa dotknęła czzegoś co bardzo mnie porusza w praktyce. bo weryfikacja własnego doświadczenia to nie jest jednorazowy akt, to jest ciągły proces. i właśnie dlatego ta regularność zapisów jest tak ważna, bo bez niej oceniasz doświadczenie z teraz przez pryzmat doświadczenia z teraz. a to jest koło bez wyjścia
a mam takie glupie pytanie - czy ta cala weryfiakcja o ktorej mowicie dotyczy tylko pola energetycznego czy tez np. snów? bo u mnie we snach tez mam takie momenty ze "wiem" ze ten sen jest wazny i potem faktycznie cos sie zgadza. ale ciekawe a nie jest czasem tak,ze to tylko to ze pamietam te ktore sie spelnily a zapominam reszte
chcę tu jeszcze raz wrócić do ciepła i zimna bo taki był kontekst tego tematu i trochę nam uciekł. bo te odczucia fizyczne podczas pracy z polem to jest chyba najprostszy przykład właśnie tego dylematu z tytułu. masz coś bardzo konkretnego, namacalnego, ciało coś sygnalizuje - i stoisz przed pytaniem co z tym zrobić. czy to etykietujesz od razu ("to jest czakra serca"), czy obserwujesz, czy szukasz wyjaśnienia. i mysle że te trzy postawy prowadzą w bardzo różne miejsca
eee, dzieki za ten wątek bo sporo mi tu rozjaśniło. szczerze to zacząłem troche inaczej patrzyć na to co czuję podcazs medytacji. do tej pory jak czułem ciepło to myślałem, o czakra działa ale teraz zastanawiam sie czy nie powinienem najpierw po prostu zanotować a potem zobaczyć czy jest jakis wzorzec
Wickuś ma rację i to jest chyba najszczersze co tu padło. weryfikacja weryfikacji. czy moje metody weryfikacji są rzetelne. to się kręci w kółko i mam wrażenie ze nie ma z tego czystego wyjścia, tylko rozne stopnie staranności
ale może właśnie o to chodzi, że nie ma czystego wyjścia? bo to byłoby dopiero naiwne, gdyby się okazało że jest jakaś prosta metoda zeby mistyk zawsze wiedział czy jego doświadczenie jest "prawdziwe". ta niemożność pewności jest może wpisana w samą naturę doświadczenia mistycznego, bo gdyby można było je w pełni weryfikować to już by nie było mistyczne
