Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad tym, jak różne religie podchodzą do jedzenia - i mam wrażenie, że to temat, który mówi o danej tradycji więcej niż niejeden dogmat. Koszerność w judaizmie, halal w islamie, ahimsa w hinduizmie i dżinizmie - to niby trzy osobne systemy, ale intuicyjnie czuję, że gdzieś pod spodem jest wspólny mianownik. Czy to kontrola nad ciałem? Świętość życia? A może chodzi o coś zupełnie innego - o wyraźne oddzielenie 'swoich' od 'obcych'? Co wy o tym myślicie?
Pytanie o wspólny mianownik jest celne, ale myślę, że zbyt szybko zakładamy, że musi istnieć jeden. Koszerność to przede wszystkim system rytualnej czystości - rozróżnienie sacrum i profanum na poziomie codziennego stołu. Halal ma podobny wymiar rytualny, ale akcentuje coś innego: sposób zabicia zwierzęcia, wymówienie imienia Boga. Ahimsa zaś w ogóle odrzuca logikę 'jak' na rzecz 'czy' - nie zadajesz bólu, kropka. To trzy zupełnie różne filozofie etyczne ubrane w podobny kostium przepisów.
Ale skąd wiadomo, że koszerność to 'tylko' rytualna czystość? Czytałem gdzieś, że za niektórymi zakazami kryją się względy zdrowotne - wieprzowina w gorącym klimacie, owoce morza i ryzyko zatrucia. Może to po prostu dawna higiena skodyfikowana jako prawo religijne?
W hinduizmie ahimsa jest dużo szersza niż tylko jedzenie - to zasada, która przenika całe życie. Dżiniści potrafią nosić maseczki, żeby nie połknąć muchy, i zamiatać ziemię przed sobą. Wegetarianizm to przy tym minimum. Mam wrażenie, że koszerność i halal to bardziej etyka rytualna, a ahimsa to etyka ontologiczna - jakby chodziło o sam stosunek do bytu.
Ale halal też ma wymiar duchowy, nie tylko rytualny. Wymówienie imienia Boga przed zabiciem zwierzęcia to nie formalność - to przywrócenie aktu zabijania w obręb sacrum, uznanie, że życie należy do Boga i jest oddawane Bogu. Czy to tak różne od dżinistycznego szacunku dla duszy?
Słucham tej dyskusji i mam głupie pytanie - a co z buddyzmem? Bo mnisi tybetańscy jedzą mięso, mnisi theravady też często jedzą to, co dostaną w darze. Nie ma tam ahimsy?
Nigdy nie myślałam o jedzeniu jako o czymś religijnym w takim głębokim sensie. Zawsze kojarzyłam przepisy żywieniowe z czymś zewnętrznym, narzuconym. Ale to, co piszecie o intencji w halal albo o karmanie w dżinizmie, zmienia perspektywę. Jakby jedzenie mogło być aktem duchowym samym w sobie?
Ale zaraz - czy w takim razie post w chrześcijaństwie nie jest tym samym? Abstrahowanie od mięsa w piątek, Wielki Post... tylko że tam chodzi raczej o wyrzeczenie i umartwienie, nie o szacunek dla życia zwierzęcia. To jednak inna motywacja, prawda?
W tradycjach ezoterycznych zresztą dieta bywa ściśle związana z pracą energetyczną. Słyszałam od jednej nauczycielki jogi, że przed poważną pracą z czakrami zaleca się kilka dni na lekkim jedzeniu, bez mięsa - żeby wibracje ciała były wyższe. Nie wiem, czy to ma związek z ahimsą jako taką, ale filozofia jest podobna: to, co jesz, wpływa na to, kto jesteś.
To wszystko super, ale mam wrażenie, że gdzieś umknął nam wątek z początku - Hela pytała też o to, czy te przepisy nie służą oddzieleniu 'swoich' od 'obcych'. Koszerność sprawia, że ortodoksyjny Żyd nie może zjeść obiadu u chrześcijańskiego sąsiada. Halal podobnie. Czy to nie jest też funkcja tożsamościowa, niekoniecznie duchowa?
No dobrze, ale wróćmy do tej kwestii oddzielenia 'swoich' od 'obcych', bo mam wrażenie, że uciekła nam za wcześnie. Pytałem o to serio - czy zakazy żywieniowe nie pełnią funkcji społecznej, nie tylko duchowej? Żyd nie siada do stołu z chrześcijaninem, muzułmanin nie je z niewiernym. Czy to nie jest mur, tylko w formie talerza?
Mam wrażenie, że przy tej separacji pomijamy odwrotną stronę - gościnność. W islamie jest obowiązek przyjęcia gościa i nakarmienia go. Jeśli gospodarz jest muzułmaninem, podaje halal, bo to jedyne, co ma. Gość niebędący muzułmaninem też to dostaje. Czy to mur, czy raczej zaproszenie na własnych warunkach?
Słucham tej wymiany i zastanawiam się, czy w ogóle możemy mówić o 'neutralności' przy stole w kontekście religijnym. W każdej tradycji jedzenie jest naładowane znaczeniem. Dlaczego wymóg neutralności dotyczyłby tylko koszerności albo halal, a nie, nie wiem, świątecznej wigilii, gdzie też jest zestaw dań, który nie wszystkim pasuje?
Wracając do ahimsy - mi się wydaje, że ten wątek 'swoich i obcych' jest przy niej prawie nieobecny. Znaczy, dżinista nie powie ci, żebyś nie jadł przy nim mięsa, bo to twój karman, nie jego. Jest tu jakieś wewnętrzne przekonanie o własnej praktyce, bez potrzeby ogłaszania granicy na zewnątrz. Zupełnie inna dynamika społeczna.
Przepraszam, że się wtrącę, bo jestem tu trochę z zewnątrz tego tematu - ale to, co piszecie, otwiera mi oczy na coś, nad czym nigdy nie myślałam. Zawsze traktowałam przepisy religijne jako coś zewnętrznego i trochę arbitralnego. A wy pokazujecie, że za każdym zakazem stoi jakaś głębsza warstwa. Mogę zapytać głupie pytanie - czy jest jakaś tradycja, gdzie przepisy żywieniowe są wprost opisane jako praktyka duchowa, a nie tylko obowiązek?
O, kavana w kontekście jedzenia - to jest coś, o czym niemal nie wspomnieliśmy, a to klucz. Nie tyle co jesz, ile z jaką świadomością to robisz. Czy to zbliża nas do zen, gdzie każda czynność - mycie naczyń, jedzenie ryżu - jest potencjalnie aktem uważności?
Ale zaraz - w zen nie ma chyba sformalizowanych zakazów pokarmowych, prawda? Czyli zen poszedłby w stronę 'jedz cokolwiek, ale uważnie', zamiast 'jedz to, a nie tamto'. To zupełnie inne podejście do tego samego celu, jeśli dobrze rozumiem.
Wracam do tego, co pisała Marzenka o ajurwedzie i gunach - bo mnie to bardzo ciągnie. Jeśli jedzenie sattwiczne ma podnosić 'wibracje', to czy są konkretne produkty, które różne tradycje wymieniają wspólnie? Coś, co i w ajurwedzie, i gdzieś indziej uznaje się za duchowo czyste?
Mnie z kolei uderza, że w wielu tradycjach zakazy żywieniowe są też powiązane z momentem inicjacji albo przygotowaniem do rytuału. Przed inicjacją post, oczyszczenie, zmiana diety. Jakby przejście między stanami duchowymi wymagało najpierw oczyszczenia ciała. Czy to jest w jakiś sposób opisane formalnie, poza ajurwedą?
To mnie zastanawia - jeśli tyle tradycji niezależnie od siebie dochodzi do wniosku, że 'czyste ciało to czyste połączenie z sacrum', to może to coś znaczy? Albo przynajmniej opisuje jakieś doświadczenie, które jest na tyle powszechne, że każda kultura próbuje je ująć w przepisy. Nie wiem, nie twierdzę nic na pewno, ale ta zbieżność jest dla mnie wymowna.
To, co napisał Seid o tikkun przez jedzenie, mocno mi siedzi w głowie. Czyli każdy posiłek to potencjalnie akt naprawczy? Ale czy to nie nakłada na jedzącego ogromnej odpowiedzialności - że każdy nieostrożny kęs jest jakimś krokiem wstecz?
Myślę, że to jest napięcie, które przewija się przez wszystkie te tradycje. Shojin ryori w zen też ma inny wymiar w klasztorze niż gdy robi się je solo w domu. Rytuał jedzenia jest zaprojektowany dla wspólnoty, a samotna praktyka to zawsze jakaś adaptacja.
Ale przy ahimsie ta samotność nie jest problemem, bo zasada jest wewnętrzna - ty nie krzywdzisz, koniec. Nie potrzebujesz nikogo, kto to potwierdzi ani nadzoruje. To chyba jeden z powodów, dla których ahimsa tak dobrze 'przeniosła się' do świata zachodniego - nie wymaga struktury instytucjonalnej.
Do tego, co pisze Marzenka - zauważyłam, że im bardziej legalistyczna tradycja, tym łatwiej jej przetrwać w diasporze. Koszerność przetrwała tysiące lat rozproszenia właśnie dlatego, że była precyzyjnie skodyfikowana. Ahimsa jest o wiele bardziej płynna i przez to podatna na rozmycie. Czy to jest siła, czy słabość takiego podejścia?
Mam wrażenie, że wszyscy krążymy trochę wokół pytania, które Brygida postawiła kilkanaście postów temu, a którego nie domknęliśmy: czy te przepisy są ścieżką do sacrum, czy osłoną przed profanum? Bo odpowiedź na to zmienia całą logikę dyskusji.
Wróćmy może do ajurwedy, bo mi ta nitka urwała się przy Marzenka. Jeśli produkty sattwiczne mają 'oczyszczać umysł' - to czy w tej tradycji jest coś jak progresja? Że zaczynam od diety sattwicznej i stopniowo przechodzę do głębszej praktyki, czy dieta jest raczej warunkiem, a nie stopniem?
przepraszam, że tak z boku, ale czy halal i koszerność mają jakieś punkty wspólne technicznie? bo słyszałem że muzułmanie mogą jeść koszerne mięso ale nie na odwrót? czy to prawda
