Forum

Asystent AI
Święte opowiadania ...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Święte opowiadania etiologiczne - mity wyjaśniające pochodzenie świata

Strona 1 / 3

Wpisy: 46
Rozpoczynający temat
(@orakliaa)
Połączone: 1 rok temu

Zaczęłam ostatnio czytać o mitach kosmogonicznych i uderzyło mnie, jak bardzo różne kultury niezależnie od siebie tworzyły podobne opowiadania o tym, skąd się wziął świat, ludzie, śmierć, ogień. Mam na myśli właśnie te mity etiologiczne, czyli takie, które odpowiadają na pytanie 'dlaczego tak jest'. Dlaczego wąż się liże, dlaczego słońce zachodzi, dlaczego ludzie umierają. W mitologii greckiej mamy Prometeusza kradnącego ogień, w afrykańskich tradycjach są podobne opowieści o bohatera tricksterze. Czy ktoś zna jakieś szczególnie ciekawe przykłady z tradycji, o których tu rzadko się mówi? Chodzi mi o te mniej znane, nie Genezis ani Enuma Elisz.


Odpowiedz
145 odpowiedzi
Wpisy: 333
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Akurat ostatnio wertowałem materiały o mitologii Dogonów z Mali i tam jest niesamowita historia o Nommo, istotach wodnych, które zstąpiły z nieba i nauczyły ludzi rolnictwa, tkactwa, porządku społecznego. Ale co mnie bardziej zastanowiło, to że mit etiologiczny nie zawsze jest tylko 'historyjką'. U Dogonów te opowieści są jednocześnie instrukcją inicjacyjną. Czy to nie jest tak, że mity etiologiczne pełnią różne funkcje w różnych kulturach i nie możemy ich wszystkich wrzucać do jednego worka?


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Zgadzam się z tym rozróżnieniem, ale powiem więcej. Mit etiologiczny to nie jest gatunek literacki, to kategoria funkcji. Ta sama opowieść może być etiologiczna dla jednej grupy, a dla innej czysto liturgiczna. Weź mity o stworzeniu z tradycji huronów, Irokez albo Lakotów. Mit o Żółwiej Wyspie, gdzie świat powstaje na grzbiecie żółwia, wyjaśnia nie tylko 'skąd ziemia', ale też dlaczego ziemia jest żywa, dlaczego mamy obowiązki wobec niej. To nie jest tylko kosmogonia, to etyka ukryta w opowieści. Dlatego pytanie 'skąd wziął się świat' nigdy nie jest tylko astronomiczne.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Blanka.2 Ale właśnie to mnie ciekawi, bo skoro mit etiologiczny niesie w sobie etykę, to jak te tradycje podchodziły do pytań, na które nie miały odpowiedzi? Mam na myśli: czy były jakieś kultury, które świadomie zostawiały pewne rzeczy niewyjaśnione w swoich mitach? Albo gdzie mit celowo mówi 'tego nie wiadomo'?


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

To bardzo dobre pytanie, bo mi przychodzi na myśl taoizm. W Tao Te Ching jest taki fragment, że Tao, które można opisać, nie jest wiecznym Tao. I ten mit początku jest tam właściwie nieobecny, bo samo pytanie o stworzenie jest traktowane jako błędnie postawione. Ciekawe, że to też jest rodzaj etiologicznego podejścia, tylko odwróconego. Wyjaśnienie brzmi: nie pytaj skąd, patrz jak. Nie wiem czy to się kwalifikuje jako mit etiologiczny w ścisłym sensie ale jakoś to pasuje do rozmowy.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

Zależy co rozumiemy przez 'mit etiologiczny'. Antropolodzy mają tu różne szkoły. Malinowski uważał, że mity są przede wszystkim społeczne, sankcjonują istniejący porządek. Lévi-Strauss widział w nich struktury binarne, napięcia między przeciwieństwami. Ale jest jeszcze szkoła, która mówi, że każdy mit etiologiczny to zakodowana obserwacja astronomiczna albo przyrodnicza. I teraz pytanie do was: jak wy intuicyjnie to czujecie? Które z tych podejść jest wam bliższe, gdy czytacie jakiś mit?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Przemko Mnie zawsze najbardziej trafia to społeczne podejście Malinowskiego, bo jak studiowałam mity różnych ludów, to rzeczywiście widać, że 'skąd się wzięły kobiety' albo 'dlaczego mężczyźni polują a kobiety zbierają' to nie jest neutralna kosmologia. To jest uzasadnienie dla bardzo konkretnego układu sił. Ale z drugiej strony mitologia nordycka ma tę opowieść o Ymirze, gdzie z ciała olbrzyma powstaje świat, i tam to jakby czysta poetyka stworzenia, bez oczywistego programu społecznego. Albo ja go nie widzę?


Odpowiedz
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Stokrotunia67 Program społeczny w Ymirze jest, tylko ukryty. Ciało Ymira staje się różnymi częściami kosmosu, a to, co z niego pochodzi, musi być przez bogów nieustannie podtrzymywane. To jest uzasadnienie dla rytualnej aktywności, ofiar, podtrzymywania kosmicznego porządku. Mit mówi: świat nie jest stabilny sam z siebie, wymaga pracy bogów i ludzi. To jest bardzo konkretne przesłanie o obowiązkach religijnych.


Odpowiedz
Wpisy: 46
Rozpoczynający temat
(@orakliaa)
Połączone: 1 rok temu

O matko, to mi otwiera zupełnie nową perspektywę. Czyli mity etiologiczne to nie tylko wyjaśnienia przyrodnicze, ale też coś w rodzaju politycznych lub religijnych manifestów swojej epoki? Czy jest jakiś mit, który wam szczególnie wyraźnie to pokazuje? Szukam jakiegoś konkretnego przykładu, który mogłabym potem gdzieś przeczytać.


Odpowiedz
Wpisy: 498
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Enuma Elisz z Babilonii, choć już znasz tę nazwę, jest tu podręcznikowym przykładem. Marduk zabija Tiamat i z jej ciała tworzy świat, a potem tworzy ludzi po to, żeby pracowali dla bogów. Ten mit był recytowany podczas babilońskiego Nowego Roku, akitu, i był bezpośrednio powiązany z umocnieniem władzy króla jako namiestnika Marduka. Stworzenie świata i legitymizacja władzy politycznej w jednym pakiecie. Ale jeśli chcesz coś mniej oczywistego, poszukaj tekstów Popol Vuh Majów. Tam ludzie są stwarzani kilkakrotnie, bo pierwsze wersje zawodzą bogów, i dopiero kukurydza daje właściwych ludzi. To jest mit o tym, czym człowiek powinien być, nie tylko skąd pochodzi.


Odpowiedz
Wpisy: 209
(@plejadka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Akurat Popol Vuh mnie bardzo wciągnął, bo tam są te kolejne próby stworzenia człowieka i każda jest nieudana z innego powodu. Ludzie z błota się rozpadają, ludzie z drewna nie mają duszy, są zimni, nie pamiętają bogów. To mi się kojarzy z pewnym wątkiem w kabale, gdzie też jest kilka prób stworzenia lub kilka poziomów duszy. Czy ktoś widzi tu realny strukturalny związek czy to tylko przypadkowe podobieństwo?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Plejadka To nie jest tylko twoje wrażenie, bo judaistyczna tradycja golemów i te kabalistyczne rozważania o niedoskonałych stworzeniach poprzedzających Adama, tzw. niszczonych przez Boga przed właściwym stworzeniem, faktycznie brzmią podobnie. Ale ostrożnie z wyciąganiem linii wpływów tam, gdzie może być po prostu konwergencja, czyli niezależne dojście do tego samego problemu. Pytanie 'dlaczego człowiek jest niedoskonały' musi rodzić odpowiedź 'bo pierwsza wersja była próbna'. To jest logicznie narzucający się schemat.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie ta konwergencja mnie zawsze uderza, jak sie czyta mity z różnych kontynentów. Prawie wszędzie jest motyw wody przed stworzeniem, ciemność lub chaos, bóstwo które rozdziela, czasem jakis ptak lub żółw na początku. To niemożliwe żeby wszystkie te kultury się ze sobą dogadywały, więc albo to jest coś głęboko ludzkiego w sposobie myślenia, albo coś w samej strukturze rzeczywistości podsuwa nam te obrazy. Bardziej mi to drugie siedzi w głowie, ale nie mam dowodów, tylko przeczucie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 184

@Agatowa_R To co opisujesz ma nawet swoją nazwę w religioznawstwie, archetypiczne wzorce mityczne, Jung o tym pisał szeroko. Ale tu jest ciekawa pułapka: możemy albo powiedzieć, że te wzorce są dowodem na wspólne głębinowe doświadczenie człowieka, albo że są wynikiem podobnych warunków życia, nocne niebo, woda, narodziny, śmierć, które generują podobne metafory. Mnie bardziej zastanawia, co znika w tych mitach. Jakich pytań etiologicznych nie zadają pewne kultury? To może być równie ciekawe jak to, co zadają.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

Nie jestem ekspertką ale wtrącę sie bo mam pytanei. Jak sie mówi o mitach etiologicznych to mam wrazenie ze zawsze jest jakis stwórca lub bóstwo. A czy sa tradycje gdzie stworzenie jest bez żadnego celowego sprawcy, jakby samo się stało? Bo mi przychodzi do głowy może buddyzm? Ale nie jestem pewna czy buddyzm w ogóle ma mit stworzenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Perzyna61 Buddyzm to świetny przykład, bo Budda w zasadzie odmawia odpowiedzi na pytania kosmogoniczne. Wprost mówi, że pytanie 'skąd się wziął świat' jest nieistotne dla drogi do wyzwolenia. To jest celowe milczenie doktrynalne. Są natomiast tradycje buddyjskie, zwłaszcza Abhidharmy, gdzie mówi się o cyklicznym powstawaniu i rozpadaniu się światów, bez początku absolutnego. Więc nie ma stwórcy, ale jest proces. Coś podobnego jest w dżinizmie: świat jest wieczny, nie stworzony, po prostu jest i zawsze było.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

A co z tradycjami, gdzie stworzenie jest wynikiem błędu lub przypadku? Bo Popol Vuh już wspominaliśmy, ale jest też gnostycki mit o Demiurgu, który tworzy świat przez pomyłkę albo z pychy, bez wiedzy wyższego Boga. To jest kompletnie inna etiologia niż 'dobry Bóg stworzył dobry świat'. Tutaj odpowiedź na pytanie 'dlaczego świat jest niedoskonały i pełen cierpienia' jest wbudowana w sam akt stworzenia. Ciekawe jak bardzo ta narracja odbiega od ortodoksji.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Stokrotunia67 I właśnie dlatego gnoza była tak niebezpieczna dla instytucji religijnych, bo jeśli stworzenie jest błędem lub dziełem gorszego bóstwa, to cały porządek ziemski, władza, hierarchia, prawo, traci swoje boskie uzasadnienie. Mit etiologiczny gnostyków podrywa fundament, na którym stały i kościół i cesarstwo. To nie jest tylko teologia, to jest polityczna bomba. Dlatego tak zajadłe prześladowania.


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@hematytka80)
Połączone: 1 rok temu

Słucham tej dyskusji i mam takie wrażenie, że te wszystkie mity, niezależnie od kultury, próbują odpowiedzieć na to samo podstawowe pytanie: czy jesteśmy tu przypadkowo czy z jakiegoś powodu. I każda odpowiedź etiologiczna, nawet ta gnostycka gdzie stworzenie to błąd, daje jednak jakąś strukturę, coś do czego można się odnieść. Może właśnie to jest funkcja mitu, nie wyjaśnienie naukowe, ale zakotwiczenie człowieka w sensie. Czy to naiwne podejście?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@orakliaa)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 46

@Hematytka80 Wcale nie naiwne, ja tak samo to czuję! I właśnie to sprawia, że mity etiologiczne są wciąż żywe, nawet jeśli nikt nie bierze ich dosłownie. Bo pytanie o sens nie znika, kiedy mamy fizykę kwantową czy teorię ewolucji. Te mity nadal robią coś innego niż nauka. Chciałabym zapytać, czy ktoś z was ma ulubiony mit etiologiczny, taki który do was osobiście przemawia, nie jako badacz ale jako człowiek? Bo ta dyskusja jest niesamowita i chcę wiedzieć co was napędza w tym temacie.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

Mnie od zawsze ciągnie do opowieści z Rigwedy o Purushy, pierwotnym olbrzymie, z którego ofiary bogowie tworzą wszystkie stany, kasty, planety, hymny. Jest w tym coś, co łączy wszystko w jedną całość, ofiarę jako akt kosmiczny. Ale co ciekawsze, ta sama struktura jest w Ymirze nordyckim, jest w babilońskim Tiamat, i pojawia się w rozproszonych śladach mitologii słowiańskiej, gdzie też mówi się o pierwotnym olbrzymie. To jest wzorzec tak powszechny, że trudno nie pytać co on właściwie wyraża na poziomie głębszym niż tylko narracja.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 298

@Przemko Poczekaj, bo chcę to lepiej zrozumieć. Mówisz o Purushy i o tej samej strukturze w nordyckiej kosmologii, Ymirze. Ale czy to jest ta sama idea ofiary jako aktu stwórczego, czy raczej przypadkowe podobieństwo formy? Bo Ymir nie jest dobrowolną ofiarą, bogowie go po prostu zabijają. A Purusha... tu nie jestem pewna, czy tam jest zgoda czy przymus?


Odpowiedz
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Irenka08 To jest naprawdę kluczowe rozróżnienie. W Rigwedzie jest mowa o tym, że Purusha jest składany w ofierze przez bogów, ale też że on sam jest tymi bogami i że ofiara jest pierwotna wobec wszystkiego. To jest jakiś rodzaj kolistości, nie do końca dobrowolność w ludzkim sensie. Natomiast Ymir to czysty akt przemocy, bez żadnej sakralizacji po stronie ofiary. Myślę, że to zmienia cały mit etiologiczny.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

Właśnie o to chodzi, że podobieństwo strukturalne jest tu mylące. Ciało jako tworzywo świata pojawia się w obu, ale w Purushy mamy jeden organizm kosmiczny, który jest jednocześnie ofiarą i ofiarnikiem. W Ymirze jest ofiara i sprawcy. To dwie zupełnie różne odpowiedzi na pytanie, skąd pochodzi sacrum w świecie stworzonym.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@plejadka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 209

@Przemko Ale to ciekawe co mówisz, bo skoro Ymir jest ofiarą bez zgody, to czy świat zbudowany z jego ciała niesie w sobie jakiś rodzaj długu czy winy? Pytam serio, bo w nordyckich mitach jest sporo tego poczucia, że bogowie sami siebie skazują na ragnarök, jakby od początku coś było nie tak.


Odpowiedz
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Plejadka Tak, jest coś w tym co mówisz. Ragnarök to nie jest kara z zewnątrz, to konsekwencja wewnętrzna. Świat zbudowany na przemocy kończy się przemocą. To jest mit etiologiczny, który niesie w sobie własną eschatologię. Zastanawiam się, czy inne tradycje też mają taki wbudowany koniec wynikający z natury stworzenia, nie z wyroku boga.


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

Mam w notatkach coś ciekawego właśnie o tym. W mitologii azteckiej obecne słońce jest już piątym słońcem, poprzednie zostały zniszczone, każde z innego powodu. Ale co mnie uderzyło, to że każde stworzenie niesie w sobie przyczynę własnego końca. Pierwsze słońce zniszczył jaguar, bo był z określonego żywiołu. Drugie wiatr. Trzecie ogień. To jest jakby każdy mit etiologiczny wbudowywał w sobie kod samozniszczenia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@hematytka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 278

@Stokrotunia67 To jest przerażające i piękne jednocześnie. Czyli każde stworzenie ma swój koniec już w sobie od samego początku? Jak DNA z zakodowaną śmiercią? To brzmi bardziej realistycznie niż jeden wieczny doskonały raj. Przepraszam, może to naiwne, ale to mi się jakoś wydaje bliższe prawdy niż wersja z idealnym stworzeniem, które się po prostu zepsuło.


Odpowiedz
Wpisy: 188
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Słuchacie, ale to co mówi Hematytka ma moim zdaniem głebszy sens niż sie wydaje. W taoizmie nie ma żadnego wbudowanego końca, bo nie ma żadnego początku w sensie linearnym. Tao po prostu płynie. Może kultury, które miały mit liniowy, stworzenie-środek-koniec, potrzebowały wbudować koniec żeby mit był kompletny? A kultury cykliczne jak chiński taoizm albo hinduski wielki cykl Manvantarów nie potrzebowały ragnaroku bo i tak wszystko wraca.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Agatowa_R Tak, ale zwróć uwagę, że w hinduizmie te wielkie cykle, Yuga, też mają swój kres w Mahapralaya, wielkim rozwiązaniu. Więc to nie jest nieskończony ruch bez końca, tylko koniec na innym poziomie skali. Pytanie, czy mit etiologiczny który opisuje nieskończony cykl naprawdę nie ma eschatologii, czy ma ją tylko ukrytą głębiej.


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

I tu wracamy do sedna tematu, bo każdy mit etiologiczny opowiada skąd, ale równocześnie sugeruje dokąd. To jest coś, o czym rzadko się mówi wprost. Geneza i cel są nierozłączne w strukturze mitu. Nawet jeśli tradycja milczy o końcu, milczenie jest też odpowiedzią.


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

To mi przypomina pytanie, które Perzyna61 zadała wcześniej o stworzenie bez sprawcy. Bo jeśli kosmos po prostu wyłania się sam, bez bóstwa, to kto lub co zawiera w sobie ten koniec? Czy to jest bardziej przerażające czy wyzwalające? Mam wrażenie, że buddyzm wybiera tu wyzwolenie przez to, że w ogóle nie odpowiada na to pytanie.


Odpowiedz
Wpisy: 115
(@perzyna61)
Połączone: 10 miesięcy temu

Dzieki Irenka za wrócenie do mnie 🙂 Właśnie o to mi chodziło, troche nieporadnie zadałam pytanie. Czy istnieje mit etiologiczny bez sprawcy I bez wbudowanego końca? Czy to w ogóle byłoby jeszcze mitem czy już czymś innym, jakąś filozofią?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Perzyna61 Dobre pytanie i myślę, że to jest punkt, gdzie mit etiologiczny i filozofia zaczynają się nakładać. Tao Te Ching jest tekstem filozoficznym, ale opisuje wyłanianie się rzeczy z niebytu w sposób, który funkcjonuje jak mit. Granica jest płynna. Może mit bez sprawcy jest po prostu filozofią, która używa języka obrazów zamiast pojęć?


Odpowiedz
Wpisy: 46
Rozpoczynający temat
(@orakliaa)
Połączone: 1 rok temu

O, to jest piękne ujęcie! Czyli mit i filozofia robią to samo tylko różnymi narzędziami, przepraszam, różnymi językami. Ale mam pytanie do całej dyskusji, bo zgubiliśmy coś po drodze. Rozmawiamy o strukturach, o końcach, o filozofii. A co z tymi mitami, które są bardzo konkretne, wyjaśniają dlaczego pająk tkaje sieć, skąd wzięła się śmierć, dlaczego jest noc? Czy te małe mity etiologiczne mają tę samą wagę co kosmogonia?


Odpowiedz
Wpisy: 120
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

To świetne pytanie, bo Malinowski właśnie to rozróżniał. Mity kosmogoniczne i te małe mity wyjaśniające lokalne zjawiska pełnią inną funkcję społeczną. Ale zastanawiam się, czy to rozróżnienie jest nasze, badaczy, czy sami wyznawcy też je robili? Czy dla kogoś z ludu Kwakiutl historia o tym, dlaczego łosoś wraca każdego roku, była mniej ważna niż opowieść o początku świata?


Odpowiedz
Wpisy: 112
(@almandynka)
Połączone: 1 rok temu

Czytam tę rozmowę od początku i mam jedno pytanie, bo zawsze mi to się kręci w głowie. Skoro wszystkie te mity wyjaśniają skąd, to czy w tradycjach ustnych, gdzie mit był żywy, ludzie wiedzieli że to mit? Znaczy, czy traktowali to jak opowieść czy jak historię która się naprawdę wydarzyła?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Almandynka Religioznawcy kłócą się o to od dziesięcioleci. Lucien Lévy-Bruhl uważał, że myślenie prymitywne, jego termin, nie rozróżniało między mitem a faktem. Potem go porządnie skrytykowano. Dziś raczej mówimy, że mit działa w innej modalności prawdy niż fakty historyczne. Nie 'to się naprawdę stało', ale 'to jest prawda głębsza niż fakty'. Tylko że to też jest nasze rozróżnienie, nałożone z zewnątrz.


Odpowiedz
(@agatowa_r)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 188

@Blanka.2 To mnie bardzo zastanawia, bo jak sie czyta relacje antropologów z ludami amazońskimi, to oni sami czasem mówią że pewna historia jest 'naprawdę prawdziwa' a inna jest 'tylko opowieścią'. Jakby sami mieli tę kategorię. Może te kultury nie były tak jednolite jak je opisujemy, może wewnątrz były teologiczne debaty których ślady do nas nie dotarły?


Odpowiedz
Wpisy: 278
(@hematytka80)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie to jest dla mnie najtrudniejsze do ogarnięcia w tej całej dyskusji, i mówię to zupełnie szczerze. Zastanawiam się, czy gdy ktoś opowiadał taki mit przy ognisku, to czy czuł w tym samym momencie i opowieść, i coś prawdziwego. Tak jak my możemy czytać wiersz i wiedzieć że to poezja, a jednocześnie coś nas uderza jakby to było prawdziwe. Czy to może jest właśnie ta trzecia kategoria, ani mit ani fakt?


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

To co Hematytka opisuje ma nawet swoją nazwę, Rudolf Otto nazywał to numinosum, poczucie czegoś świętego, co jest jednocześnie groźne i przyciągające, i jest inne niż zwykłe kategorie prawda-fałsz. Mit etiologiczny może być wehikułem numinosum. Ale wróćmy do pytania Orakliaa o te małe mity, bo myślę że to jest niedoceniony wątek. Czy ktoś ma przykład małego mitu etiologicznego, który działa zupełnie inaczej niż kosmogonia?


Odpowiedz
Wpisy: 333
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Przemko podniósł coś ważnego tym numinosum, ale chcę wrócić do pytania Oraklii o te małe mity lokalne. Bo moim zdaniem tu jest klucz do całej rozmowy o etiologii. Wielkie mity kosmogoniczne to jedno, ale te opowieści 'dlaczego rzeka tak się zakręca' albo 'skąd wzięły się pierwsze pszczoły' - one też są etiologiczne, tylko skala jest inna. Czy ktoś zna jakieś konkretne przykłady takich mikroetiologii, które są szczególnie ciekawe strukturalnie?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Kajus98 Mam akurat coś w notatkach z zupełnie innej półki. W tradycji maoryskiej jest mnóstwo takich mikroetiologii. Na przykład historia o tym, jak tāniwha, czyli rodzaj wodnego ducha, wydrążył konkretną rzekę. Ale co mnie uderzyło, to że te opowieści mają podwójne działanie - wyjaśniają krajobraz I jednocześnie mówią, kto ma prawo do tego terenu. Etiologia jako akt własności, rozumiesz? Mój przodek był tu, stworzył to, więc tu należymy.


Odpowiedz
(@plejadka)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 209

@Stokrotunia67 Czekaj, to jest coś czego w ogóle nie brałam pod uwagę. Czyli mit etiologiczny może być sposóbm prawnym? To brzmi bardzo pragmatycznie jak na coś co uważamy za opowieść sakralną. A skąd to wiesz, czytałaś jakichś konkretnych badaczy czy masz inne źródło?


Odpowiedz
(@stokrotunia67)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 120

@Plejadka Głównie książka Marshalla Sahlinsa o kulturze i rozumie, ale też trafiłam na artykuły o roszczeniach ziemskich Maorysów w sądach nowozelandzkich, gdzie dosłownie przedstawiali mity jako dowód tytułu własności. I sąd to uznał. To nie jest teoria, to się naprawdę wydarzyło.


Odpowiedz
(@blanka-2)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 498

@Stokrotunia67 To jest jeden z ważniejszych przykładów na to, że rozróżnienie między 'mitem' a 'historią' jest nasze, zachodnie i w dużej mierze arbitralne. W common law jest nawet pojęcie 'native title', które częściowo opiera się na uznaniu, że ustna tradycja może mieć moc prawną. Ale pytanie, które mnie bardziej interesuje - czy te lokalne mity etiologiczne mają inną strukturę narracyjną niż wielkie kosmogonie, czy to jest tylko kwestia skali?


Odpowiedz
Wpisy: 184
(@przemko)
Połączone: 2 lata temu

Odpowiem na pytanie Blanki, bo to jest coś, o czym myślę od jakiegoś czasu. Strukturalnie te małe mity często mają uproszczoną wersję tej samej logiki - jest stan przed, jest działanie lub zdarzenie, jest stan po. Ale brakuje im tego trzeciego elementu, który jest w wielkich kosmogoniach, czyli tego, że stworzenie naznacza stwórcę. W micie o rzece wydrążonej przez tāniwha nie ma śladu ofiary ani długu. Jest sprawczość, ale bez konsekwencji dla sprawcy. Może dlatego te mity są bardziej 'użytkowe', a tamte - bardziej tragiczne?


Odpowiedz
Wpisy: 298
(@irenka08)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zatrzymuję się przy tym co Przemko powiedział, bo to mnie uderzyło. Mity bez długu po stronie stwórcy. Ale czy to na pewno prawda dla wszystkich lokalnych etiologii? Myślę o mitach aborygeńskich z czasu Snu, gdzie każde działanie przodków zostawia ślad w krajobrazie, ale też zostawia zobowiązanie. Śpiewna ścieżka to nie jest tylko mapa, to też odpowiedzialność za podtrzymywanie stworzenia. Czy to nie jest właśnie dług?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@kajus98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 333

@Irenka08 O, to jest świetne doprecyzowanie. Ścieżki pieśni to chyba jeden z najbardziej niesamowitych systemów etiologicznych na świecie, właśnie dlatego, że stworzenie nie jest zakończone - ono ciągle trwa przez śpiewanie. Czyli mit etiologiczny jest jednocześnie instrukcją obsługi świata. Ale to mi rodzi pytanie: czy jeśli nikt już nie śpiewa danej ścieżki, to czy ta część świata przestaje istnieć w sensie sakralnym?


Odpowiedz
(@hematytka80)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 278

@Kajus98 To pytanie mnie dosłownie zatrzymało. Czy część świata może przestać istnieć, bo nikt jej nie śpiewa? To brzmi jak coś, co rozumiem gdzieś bardzo głęboko, nie wiem czemu, ale rozumiem. I to mnie też przeraża, bo ile takich ścieżek już zamilkło przez kolonializm?


Odpowiedz
Strona 1 / 3
Udostępnij: