Czy to znaczy, że czytanie Rumiego jest samo w sobie jakąś formą praktyki? Albo że może prowadzić do maqam? Czy to tylko literatura?
O rany, to znaczy, że ktoś czytający Rumiego po polsku może być od samego początku jakby za szybą? To trochę smutne. Ale z drugiej strony, jeśli coś dociera nawet przez tyle warstw, to może właśnie dlatego, że jest szczególnie głębokie? Czy mam źle?
Ale czy to jest tylko problem z Rumim, czy też z całą ścieżką suficką dla kogoś spoza islamu? Bo wcześniej padło, że mistrz jest konieczny. A jeśli nie ma się dostępu do żadnego tarikatu, żadnego szejka, to cała ta droga jest po prostu zamknięta?
Czy to nie jest trochę wygodna odpowiedź? Jeśli obie szkoły istnieją, to znaczy, że sufizm sam nie wie, co jest konieczne, a co nie. A to podważa tę całą pewność, że mistrz jest niezbędny, którą słyszałem wcześniej w tej dyskusji.
Słyszę tutaj echo czegoś, co znam z własnej praktyki z runami. Są ścieżki przekazu, linie mistrzów, i są ludzie, którzy pracują sami, intuicyjnie. I jedni i drudzy mogą coś autentycznego osiągnąć, ale też jedni i drudzy mogą się gruntownie mylić. Różnica jest chyba w tym, że przekaz daje ci kogoś, kto powie: tu zboczyłeś. Bez tego możesz latami chodzić w kółko i myśleć, że to spirala wznoszenia.
To brzmi prawie jak ostrzeżenie. Czy jest jakiś sposób dla osoby z zewnątrz, żeby w ogóle sprawdzić, czy ktoś jest autentycznym szejkiem? Jakiś znak, na który można zwrócić uwagę?
A czy sufizm ma coś w rodzaju znaków czy symboli, po których można poznać tę drogę? Pytam, bo przy horoskopach jest tyle różnych systemów i każdy ma swoje oznaczenia, zastanawiam się, czy tu podobnie.
Wracam do wątku o maqam, bo nie przestaję o tym myśleć. Skoro każdy stopień jest weryfikowany przez mistrza, a nie przez samego ucznia, to jak wygląda taka weryfikacja w praktyce? Czy to jest rozmowa, obserwacja przez lata, jakiś rytuał? Bo to naprawdę brzmi jak coś bardzo różnego od tego, co my tutaj rozumiemy przez rozwój duchowy.
Wróćcie proszę do tych stopni wtajemniczenia, bo zgubiłam się gdzieś po drodze. Maqamat to te etapy, tak? Ile ich jest i czy każdy tariqat liczy je tak samo, czy to się różni między grupami?
Fana mnie zatrzymało. Unicestwienie ego brzmi bardzo poważnie. Czy to jest coś, co człowiek może bezpiecznie przejść bez opieki mistrza? Pytam serio, bo pracując z czakrami widziałam, że pewne głębsze praktyki energetyczne bez przygotowania mogą naprawdę destabilizować.
Chcę zapytać o coś, co może być naiwne, ale naprawdę mnie to ciekawi po tej całej rozmowie. Czy ktoś z was tutaj kiedykolwiek miał kontakt z prawdziwym tarikaten albo z szejkiem? Nie z książką, nie z internetem, ale z żywą tradycją? Bo to wszystko jest ciekawe, ale zastanawiam się, czy w Polsce w ogóle jest możliwy taki kontakt.
