no właśnie chciałam zapytać o coś podobnego, bo słyszałam od kilku osób tę teorię i szczerze mówiąc jestem jej dość sceptyczna. czyli rozumiem, że chodzi o to, że sama komunia co tydzień ma chronić przed złymi mocami, klątwami, różnymi bytami i tak dalej... a jeśli ktoś opuści w niedzielę eucharystię, to życie zaczyna mu się sypać, zdrowie siada, pech goni pecha?
i co ciekawe podobno nie liczy się nawet cała msza, tylko samo przyjęcie komunii. można uczestniczyć w całym nabożeństwie, a jeśli nie podejdzie się do ołtarza to i tak nic z tego.
hmm, mnie to trochę zastanawia od strony mechanizmu tego wszystkiego. bo skoro tak działa, to co dokładnie ma tu chronić? samo przyjęcie hostii jako fizycznego aktu, czy jakaś głębsza intencja, stan ducha? bo znam osoby które chodzą na msze czysto mechanicznie, bez żadnego zaangażowania, i też miałyby byc chronione?
ciekawa jestem czy ktoś ma jakieś konkretne przemyslenia na ten temat, bo brzmi to dla mnie troche jak kolejna ludowa teoria rodem z „zrób to i tamto albo spotka cię nieszczęście”. może ktoś to kiedyś przeżył lub zaobserwował u kogoś bliskiego?
nie
obserwacje życia to moje źródło...
szczerze to nie mam pojecia jak to działa, ale na pewno chodzi o jakąs zupełnie inną zasadę niż sie wydaje...
Kapłani przecież uczestniczą w Eucharystii regularnie, to wręcz podstawa ich posługi. I tutaj pojawia się jedno ważne pytanie: czy faktycznie widać u nich jakąś szczególną ochronę przed złymi mocami? Bo jeśli rzeczywiście miałoby to tak działać, to kapłani powinni być chyba najbardziej „osłoniętymi” ludźmi na ziemi...
szukaj takich odpowiedzi na katolickich stronach i portalach, nie tutaj gdzie ludzie praktykują magię i wierzą w różne zabobony 🙂 tu raczej nikt Ci tego dobrze nie wytłumaczy. Pozdrawiam
wiara... ona potrafi zdziałać więcej niż nam się wydaje. Naukowcy sami się o tym przekonali, kiedy natknęli się na coś, co chyba przerosło ich wyobrażenia, nazwali to efektem placebo. Chodzi o to że osoba, która myśli iż bierze prawdziwy lek, a tak naprawdę dostaje cukierek, często wraca do zdrowia równie skutecznie co ta leczona naprawdę. Ba, czasem nawet skuteczniej niż ktoś kto nie brał zupełnie nic.
Pomyśl więc sobie o kilku grupach ludzi. Wierzący chrześcijanie, z całym tym ładunkiem modlitwy i przekonania. Obok nich, ateiści, dla których żadna siła wyższa nie istnieje. Dalej muzułmanie, ze swoją głęboką wiarą w Allaha. I na koniec... ludzie, którzy są absolutnie przekonani że mają pecha, że cokolwiek zrobią to i tak wszystko się posypie.
Przyjrzyj się tym grupom spokojnie i zastanów, jak zdrowie, odporność na zło czy w ogóle jakość zycia będzie wyglądać u każdej z nich. Odpowiedź sama się nasuwa 🙂
Powodzenia w rozważaniach.
