Mam notatki z poprzednich postów i widzę, że kilka razy pojawiło się pytanie o to, czy Niewiasta była dla pierwszych wspólnot figurą aktywną czy pasywną. Nikt tego chyba nie domknął. Bo z jednej strony mamy te montanistyczne prorokinie, z drugiej - późniejszą pasywną alegorię Kościoła. Kiedy dokładnie ta zmiana nastąpiła? Czy jest jakiś tekst, który możemy wskazać jako punkt zwrotny?
A czy to znaczy, że na Wschodzie ta alegoria się tak nie przyjęła? Bo mam wrażenie, że w tradycji prawosławnej Apokalipsa była zupełnie inaczej traktowana - chyba nawet przez długo nie była czytana liturgicznie?
Byłem kilka lat temu na nabożeństwie w kirche prawosławnym i rozmawiałem z diakonem o Apokalipsie - pytałem właśnie o to. Powiedział coś w sensie, że Apokalipsa jest dla nich księgą której pełne zrozumienie zarezerwowane jest dla tych którzy osiągneli pewien stopień duchowego przygotowania. Nie odrzucają jej, ale traktują z dystansem, bo bali się że dosłowne odczytania prowadzą do fanatyzmu. Może to jest ta różnica.
Ale czy zamknięcie w szafie i alegoria to nie jest to samo? Bo allegoria też zamkęła tekst, tylko że w inny sposób - zamiast powiedzieć 'nie dotykaj', powiedziano 'to znaczy tylko tyle i nic więcej'. Efekt jest podobny - tekst przestaje być żywy.
Wracam do tej Niewiasty, bo trochę zgubiliśmy wątek. Mnie cały czas nurtuje pytanie - czy ta postać mogła być interpretowana jako dosłowna kobieta-prorokini przez jakąś konkretną wspólnotę? Nie symbol, nie alegoria, tylko prawdziwa osoba? Czy to w ogóle było możliwe w pierwszych dekadach?
To trochę smutne, jeśli tak. Ale zastanawiam się, czy to nie jest też kwestia gatunku - apokalipsy jako takiej, nie tylko tej jednej. Czy inne apokalipsy żydowskie albo wczesnochrześcijańskie mają podobny problem z kobiecymi figurami?
Słuchajcie, mam wrażenie, że zaczęliśmy od pytania kim była Niewiasta w pierwszym chrześcijaństwie, a dochodzimy do wniosku, że to pytanie jest może źle postawione - bo różne środowiska miały różne odpowiedzi i żadna nie była 'tą właściwą'. Czy tak to rozumiecie, czy jednak da się wyłonić jakieś pierwotne odczytanie?
Tak, właśnie tak to rozumiem. I wydaje mi się, że to jest właściwie odpowiedź na pytanie z tytułu wątku - tyle że ona jest rozczarowująca dla tych, którzy szukają jednej 'prawdziwej' interpretacji. W pierwszym chrześcijaństwie nie było jednej Niewiasty, był zbiór możliwości, które różne środowiska dobierały do swoich potrzeb.
Ale zaraz - to rozczarowujące tylko jeśli oczekujemy jednej prawdy. Jeśli jesteśmy tu po to, żeby zrozumieć, jak w ogóle działała wczesnochrześcijańska wyobraźnia religijna, to właśnie ta wielość jest najciekawsza. Pytanie brzmi: czy ta wielość była tolerowana, czy może różne wspólnoty w ogóle nie wiedziały o sobie nawzajem?
Czyli możemy mówić o aktywnym sporze o Niewiastę, nie tylko o różnych wersjach obok siebie? To zmienia trochę obraz. Mnie ciekawi, czy jest jakiś tekst, który wprost polemizuje z czyjąś interpretacją tej postaci - nie Apokalipsy w ogóle, ale właśnie Niewiasty?
Przepraszam, że dopytam o podstawy, bo trochę gubie się w tych nazwach - co to dokładnie znaczy 'millenarystyczny'? Chodzi o tych, co wierzyli w dosłowne tysiącletnie królestwo?
Czyli ortodoksja zmieniała się w czasie i to, co było akceptowalne dla Ireneusza, sto lat później już nie było? To znaczy, że ta Niewiasta zmieniała znaczenie nie dlatego, że ktoś ją przemyślał, ale dlatego że zmieniały się reguły gry?
To jest bardzo celna obserwacja. Interpretacja tekstu nigdy nie dzieje się w próżni - zmienia się razem z tym, co wolno myśleć. I w przypadku Apokalipsy widać to szczególnie wyraźnie, bo tekst jest na tyle gęsty obrazowo, że każda epoka mogła w nim znaleźć to, czego potrzebowała. Millenaryzm był potrzebny prześladowanym wspólnotom, alegoria Kościoła była potrzebna Kościołowi instytucjonalnemu.
Ale mnie wciąż nurtuje jedno - czy te prześladowane wspólnoty naprawdę czerpały z Niewiasty jakąś siłę? Czy ona była dla nich figurą pocieszenia, czy może bardziej przestrogą? Bo jeśli czyta się ten fragment dosłownie, to ta kobieta ucieka na pustynię, jest ścigana przez smoka - to nie jest triumfalny obraz.
Właśnie. I to 'udomowienie' ma bardzo konkretne konsekwencje dla Niewiasty jako figury. Kiedy Kościół przejmuje interpretację, kobieta przestaje być aktywną uciekinierką i staje się symbolem zbiorowości zarządzanej przez hierarchię. Sama postać kobiety zostaje jakby wchłonięta przez instytucję, która jest rodzaju żeńskiego gramatycznie, ale rządzona przez mężczyzn.
To brzmi jak coś, co mogło być całkowicie świadome - że sięgnięcie po tę akurat metaforę nie było przypadkowe. Kościół jako matka, Kościół jako kobieta - to byłby sposób na przejęcie narracji, która wcześniej mogła należeć do ruchów z kobietami-prorokiniami w centrum.
I to jest chyba najlepsze podsumowanie całej tej dyskusji, jakie mogliśmy osiągnąć. Niewiasta apokaliptyczna nie ma jednej 'prawdziwej' tożsamości z wczesnego chrześcijaństwa, bo wczesne chrześcijaństwo samo w sobie nie było jednolite. Każde środowisko miało swoją - i dopiero potem jeden głos stał się głosem kanonicznym. Ale te inne głosy były, i są nadal w tekstach, jeśli wiadomo gdzie szukać.
Zastanawiam się, czy ta 'ucieczka na pustynię' ma swój odpowiednik w innych religiach - znaczy, czy tylko chrześcijaństwo tak czyta prześladowanie jako wybranie? Bo w islamie mamy Hidżrę, Mahomet też ucieka i to jest punkt zwrotny, nie klęska.
Jest coś takiego jak 'intertekstualność apokaliptyczna' - badacze jak Richard Bauckham pisali sporo o tym, że Apokalipsa działa jak kolaż odniesień do Starego Testamentu i kto znał żydowskie pismo, czytał zupełnie inny poziom tekstu niż ktoś z zewnątrz. Niewiasta w tym ujęciu to naprawdę wielopiętrowa postać, nie jeden obraz.
Ale chwila - czy w takim razie ta Niewiasta mogła być rozumiana przez prostych ludzi dosłownie? Jak żywa kobieta, postać, nie symbol? Przepraszam za naiwne pytanie, ale jestem ciekawa, jak to mogło wyglądać z dołu, nie z góry hierarchii.
To nie jest naiwne pytanie, to jest jedno z kluczowych pytań w tej dyskusji. Kilku badaczy sugerowało, że dla części wspólnot, szczególnie tych silnie charyzmatycznych z prorokiniami, Niewiasta mogła być identyfikowana z konkretną osobą - albo z konkretnym typem kobiety: prorokinią, wizjonerką, matką wspólnoty. Nie abstrakcją, ale kimś, kogo się znało.
O tym właśnie chciałam powiedzieć wcześniej, ale nie wiedziałam jak ująć. Czy jest jakiś tekst, który sugeruje, że ktoś w tej epoce powiedział 'ta konkretna kobieta wśród nas jest tą Niewiastą'? Albo odwrotnie - że ktoś sobie przypisał tę rolę?
Czyli Jan mógł używać Niewiasty jako narzędzia - bo chciał pokazać, że to on kontroluje, która kobieta jest dobra, a która zła? Przepraszam, że to tak brutalnie ujmuję, ale czy to jest w ogóle możliwa interpretacja?
Ale czy to nie jest trochę zbyt nowoczesna lupa nałożona na starożytny tekst? Nie mówię, że interpretacja feministyczna jest zła, bo jest ciekawa, ale czy autorzy w I wieku naprawdę myśleli w tych kategoriach? Czy nie przypisujemy im intencji, których nie mieli?
Skoro wracamy do tego wątku - zastanawiam się, co z Neviastą apokaliptyczną po Konstantynie. Znaczy, kiedy Kościół stał się oficjalny i miał realną władzę, to ta figura musiała się znowu zmienić, nie? Bo przestała być symbolem prześladowanych, a stała się... czym?
I to jest może najważniejsza transformacja w całej historii tej figury - z aktywnej uciekinierki, która przeżywa, bo działa, w statyczny symbol. Maryjny obraz kobiety u szczytu nieba, w koronie z gwiazd, jest piękny, ale pozbawiony narracji. Ona już nigdzie nie ucieka. Pytanie, czy ta statyczność była dla późniejszych wiernych siłą, czy jednak czymś zubożającym.
To co powiedziała Eleonorka56 o tej statyczności mnie uderzyło. Bo ta Niewiasta w koronie z gwiazd, która stoi na księżycu i już nigdzie nie ucieka - to jest obraz, który znam z kościelnych obrazów i nigdy nie pomyślałam, że wcześniej ta postać była kimś w ruchu, kto walczy i przeżywa. To naprawdę zmienia sposób, w jaki się ją czyta.
