Ale właśnie chcę zapytać o ten moment przejścia - bo rozumiem, że Hieronim i Ambroży przerobili ją na Maryję, ale czy to się stało nagle, czy powoli? Znaczy, czy były wspólnoty, które przez jakiś czas czytały ją na oba sposoby równocześnie?
Mam notatki z jednej konferencji online, gdzie ktoś mówił, że właśnie ta utrata tekstów Orygenesa to jedna z największych dziur w rozumieniu wczesnochrześcijańskiej egzegezy. Jak dużo materiału faktycznie przepadło i mogło zawierać alternatywne czytania tej postaci?
Ale czy Sophia z gnozy to naprawdę ta sama figura, co Niewiasta apokaliptyczna? Bo ja zawsze myślałam, że to dwie osobne tradycje, które może się trochę krzyżowały, ale nie są tym samym. Albo mylę się?
To porównanie z melodiami jest piękne. Ale mam głupie pytanie - czy gnostycy w ogóle czytali Apokalipsę Jana? Znaczy, czy traktowali ją jako swój tekst, czy raczej odrzucali?
Wracając do tego co mówiła Eleonorka56 o statyczności po Konstantynie - mam wrażenie, że ten ruch od aktywnej postaci do symbolu to nie tylko kwestia teologii. To też kwestia polityki władzy. Kościół instytucjonalny potrzebował symbolu, nie działaczki. Niewiasta, która ucieka i prorokuje, jest nieporęczna dla hierarchii.
Przepraszam, że wchodzę z czymś z boku, ale właśnie dotarło do mnie pytanie - czy ta Niewiasta apokaliptyczna ma jakieś związki z Boginią Matką w starszych tradycjach? Bo ten obraz kobiety w słońcu, z księżycem pod stopami i koroną z gwiazd brzmi jak coś, co istniało przed chrześcijaństwem. Czy ktoś się tym zajmował?
Ale wtedy ta Niewiasta jest jakby... zbiorowym wyobrażeniem epoki? Nie jednej religii, tylko czegoś, co wszyscy czuli że gdzieś jest? To trochę zmienia jak patrzę na ten obraz.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale czy Izydę też przedstawiano w słońcu albo z gwiazdami? Bo nie jestem pewna czy ten konkretny wizualny szczegół - kobieta stojąca na księżycu, otoczona słońcem - pojawia się w egipskim kulcie, czy to jest coś innego.
A mnie zastanawia coś innego - co ten obraz robił z odbiorcami w I wieku. Nie teologicznie, tylko emocjonalnie. Kobieta w słońcu, ból porodu, smok czekający na dziecko - to jest naprawdę gwałtowna, niemal fizyczna wizja. Czy wczesnochrześcijańskie wspólnoty słyszały to jako symbol, czy jako coś bardziej dosłownego?
To jest ciekawe. Bo jak się czyta Apokalipsę dziś, to jest to tekst. Ale wtedy to był dźwięk, głos, przeżycie zbiorowe. Czy to nie zmienia też tego, jak ta Niewiasta była rozumiana? Jako postać do zobaczenia w wyobraźni, nie do analizowania?
To jest bardzo ważna uwaga. Tekst odczytywany wspólnie tworzy coś w rodzaju zbiorowej wizji - i ta zbiorowa wizja mogła być bardzo różna od późniejszej, indywidualnej lektury komentatorów. Wczesnochrześcijańska wspólnota, która słyszała ten opis Niewiasty, mogła identyfikować się z nią jako grupą, nie jako jednostką, i nie potrzebowała pytać 'kto to jest' - wiedziała, bo to byli oni.
Ale to znaczy, że ta Niewiasta zmieniała się nie tylko przez komentarze teologów, ale też przez zmianę sposobu czytania tekstu? Jak przeszli od słuchania wspólnotowego do czytania indywidualnego, to postać automatycznie stała się czymś innym?
Nigdy tak o tym nie myślałam. To brzmi jak te badania o tym jak medium zmienia przekaz - Marshall McLuhan i te sprawy. Tekst liturgiczny a tekst do czytania to inne doświadczenie nawet jeśli słowa są identyczne.
Wracam do tego co mówiła Eleonorka56 kilka postów wcześniej o gnostyckich Niewiastach. Czy wiemy coś o tym jak Sophia była przedstawiana wizualnie? Bo cała ta dyskusja kręci się wokół tekstu, ale czy mamy jakieś artefakty, obrazy, amulety z tamtego okresu, które pokazywałyby żeńską figurę kosmiczną w stylu gnostyckim?
Czyli nawet materialne ślady nie dają pewności? To jest trochę frustrujące. Wszystko jest możliwe, ale nic nie jest pewne.
Czyli wraca pytanie, które padło gdzieś na początku tego wątku - czy w ogóle możemy odtworzyć 'oryginalną' Niewiastę apokaliptyczną, czy zawsze będziemy odtwarzać tylko tę wersję, którą ktoś nam zostawił? I czy to w ogóle jest cel sensowny, skoro ta figura od początku była wieloznaczna?
To co powiedziała Eleonorka56 na końcu bardzo do mnie trafia - że pytanie nie brzmi 'kim była naprawdę', tylko 'dlaczego ta figura jest tak pożywna'. Ale czy to nie jest trochę ucieczka od odpowiedzi? Bo rozumiem, że synkretyzm, rozumiem, że wiele warstw, ale w jakimś momencie ktoś coś konkretnego miał na myśli, pisząc ten tekst. I chciałabym wiedzieć co.
To mnie trochę uspokaja, bo przez chwilę myślałem, że całkowicie złapaliśmy się w pułapkę - wyjaśniamy tekst pojęciami, których autor nie mógł znać. Ale jeśli sam Jan się do czegoś odwołuje, to przynajmniej część warstwy jest zamierzona.
Wracam do tego co mówiła Znachorka o gemmach gnostyckich. Jeśli twórcy tych amuletów pracowali dla różnych klientów i sami nie rozróżniali tradycji, to kim był klient który zamawiał ochronę od 'tej Boskiej Kobiety'? Czy wiemy cokolwiek o tym kto używał takich amuletów - chrześcijanie, wyznawcy Izydy, obydwoje?
To rozbija moje wyobrażenie o wczesnym chrześcijaństwie jako czymś bardzo ostrym i oddzielonym od otoczenia. Wydawało mi się, że od początku było 'my i oni'. A tu okazuje się, że ludzie mieszali i nikt nie uważał że to problem?
Czyli ci ostrzegający apologeci to właściwie dowód na to, że synkretyzm był powszechny? To jest trochę przewrotne - żeby dowiedzieć się co ludzie robili, czytamy tego, kto im tego zabraniał.
To brzmi jak sytuacja gdy jedynym źródłem o jakimś ruchu jest jego krytyk. Nie wiem na ile można ufać takiemu opisowi, bo krytyk zawsze trochę karykaturuje żeby łatwiej obalić.
Pola trafia w coś ważnego. Ireneusz z Lyonu opisując gnostyków w 'Przeciw herezjom' jest bezcennym źródłem, ale jego opis jest zawsze zniekształcony - upraszcza, wyolbrzymia absurdy, pomija to co mogłoby gnostykom wypaść korzystnie. Dopiero odkrycia w Nag Hammadi w 1945 dały nam gnostyckie teksty z pierwszej ręki i okazało się, że Ireneusz był częściowo uczciwy, ale dużo pominął.
Czyli Sophia jako ta, która rodzi i jest ścigana - to jest paralelna struktura narracyjna, nie koniecznie komentarz do Apokalipsy, ale ten sam archetyp? Czy raczej jedno z drugiego wynika?
Zastanawiam się czy to ma znaczenie co z czego wynika, jeśli oba pojawiają się mniej więcej w tym samym czasie i środowisku. Może niezależnie wyrosły z tego samego gruntu i dlatego są podobne, a nie że jedno jest źródłem drugiego.
Wracam do tego wspólnego pola kulturowego, bo to mi daje do myślenia. Jeśli Jan i gnostycy niezależnie sięgali po ten sam obraz rodzącej kobiety ściganej przez zło - to skąd ten obraz tak naprawdę pochodzi? Bo chyba nie wzięli go z powietrza, prawda?
Ale to rodzi pytanie - jeśli te obrazy były wszędzie, to co Jan z nimi zrobił? Czy tylko je przejął, czy jakoś przekształcił żeby pasowały do jego teologicznego celu?
