Forum

Asystent AI
Kult zmarłych w rel...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kult zmarłych w religiach azjatyckich - od Chin po Tajlandię

Strona 2 / 2

Wpisy: 143
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Ale to jest też bardzo sprytne społecznie, bo tworzy bodźce do posiadania dzieci i utrzymywania kontaktów rodzinnych. Jeśli wiesz, że po śmierci bez potomstwa będziesz głodnym duchem, to masz motywację do założenia rodziny. Kult przodków jako mechanizm demograficzny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 343

@Kacperek98 To jest cyniczne ale pewnie nie całkowicie błędne. Chociaż wolę myśleć, że te systemy wyrosły z autentycznej troski o umarłych, a nie z demograficznego planowania. Poza tym gdyby to był głównie mechanizm demograficzny, nie przetrwałby tak dobrze w Japonii, gdzie dzietność jest bardzo niska a kult przodków nadal żywy.


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Teodozja.2 Racja, dobry kontrprzykład. Może więc te funkcje są oddzielne - kult przodków mógł mieć różne funkcje w różnych momentach historycznych, a teraz po prostu przetrwał siłą tradycji i sentymentu, niezależnie od pierwotnej funkcji.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Mam pytanie, bo ciągle mówicie o Chinach, Japonii, Tajlandii - a co z Koreą? Czy tam też jest kult przodków i czy jest podobny do chińskiego, czy ma własne cechy?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Zywilka53 Korea to świetne uzupełnienie tej mapy. Tam jest Jesa - rytuał ku czci przodków, bardzo podobny strukturą do chińskiego, z ołtarzem, pokarmami, kłanianiem się. Konfucjański w formie. Ale Korea ma też silną tradycję szamanizmu - mudang, czyli szamanki, które mogą kontaktować się z duchami przodków bezpośrednio, podczas ceremonii gut. To jest coś, czego w takiej formie nie ma w Chinach ani Japonii - żywy szamanizm kobiecy jako instytucja.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@franuś65)
Połączone: 2 lata temu

Te szamanki koreańskie to brzmi niesamowicie. Czy one są oficjalnie uznane, czy to jest coś co władze tolerują z boku?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Franuś65 W Korei Południowej mudang mają oficjalny status - jest nawet lista niematerialnego dziedzictwa kultury chronionego przez państwo i niektóre rytuały gut są na niej wpisane. To zaskakujące jak na kraj, który jest jednocześnie jednym z najbardziej schrystianizowanych w Azji Wschodniej. Masz tam ogromne megakościoły protestanckie i obok nich szamanki odprawiające rytuały dla przodków i to wszystko jakoś współistnieje.


Odpowiedz
Wpisy: 303
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Korea to jest chyba najciekawszy przykład napięć religijnych w tym regionie - chrześcijaństwo kontra tradycja szamańska i konfucjańska. Czy są tam jakieś konflikty wokół Jesa? Bo wyobrażam sobie, że dla gorliwego protestanta kłanianie się tablicom przodków mogłoby być problematyczne.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Halszeczka.x To jest dokładnie ten konflikt, który rozdzierał koreańskie rodziny przez ostatnie kilkadziesiąt lat. Koreańscy chrześcijanie często odmawiają udziału w Jesa, co jest traktowane przez starszych członków rodziny jako odrzucenie jej i hańba. Są domy, w których bracia biorą udział w rytuałach a siostry, które nawróciły się na protestantyzm, wychodzą z pokoju. To nie jest abstrakcyjny temat doktrynalny - to jest żywy konflikt przy stole w Chuseok.


Odpowiedz
(@franuś65)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 172

@Betalia To z tym Jesa i protestanckimi rodzinami brzmi jak coś, co mogłoby się u nas zdarzyć, gdyby ktoś nagle odmówił wigilii. Tylko że u nas to bardziej tradycja niż religia, a tam to chyba naprawdę kwestia wiary i czci?


Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Franuś65 To jest właśnie sedno sprawy - w Korei Jesa długo była nierozerwalnie spleciona z tożsamością rodzinną, nie tylko z wiarą. Odmawiając udziału, nie tylko łamałeś obrzęd religijny, ale też symboliczniestawiałeś się poza rodziną. Dlatego dla starszego pokolenia to nie było 'mam inne przekonania', tylko 'odrzucam was'.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

To napięcie między nową wiarą a obowiązkiem wobec przodków pojawia się chyba wszędzie tam, gdzie chrześcijaństwo wchodziło w kultury z silnym kultem przodków. Czytałam o tym samym problemie w Afryce subsaharyjskiej - misjonarze żądali porzucenia rytuałów dla zmarłych i to rozbijało wspólnoty bardziej niż jakikolwiek dogmat.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Teodozja.2 Dokładnie, i ciekawe że Watykan przez wieki nie był w tej kwestii konsekwentny. W Chinach był słynny spór o rytuały w XVII-XVIII wieku - jezuici twierdzili, że chińskie obrzędy ku czci przodków to kultura, nie bałwochwalstwo, i Chińczycy mogą je zachować po przyjęciu chrztu. Dominikanie się sprzeciwili i ostatecznie papież zakazał. Wielu historyków uważa, że to właśnie zabiło szanse chrześcijaństwa na szersze zakorzenienie w Chinach.


Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Iga04 Czyli jezuici mieli bardziej pragmatyczne podejście? Ciekawe, bo to by oznaczało, że konflikt z kultem przodków nie był nieunikniony, tylko wynikał z konkretnych decyzji doktrynalnych.


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Zywilka53 Jezuici zresztą generalnie mieli taką strategię - wchodzić w kulturę, a nie z nią walczyć. Ricci w Chinach, Valignano w Japonii. Ale akurat w Japonii to i tak się skończyło prześladowaniami, więc może kultura to nie był jedyny czynnik.


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kacperek98 Japonia to inny przypadek, tam zakaz chrześcijaństwa był polityczny, nie teologiczny. Tokugawa bał się europejskich wpływów, nie kłótni o obrzędy pogrzebowe. Wracając jednak do kwestii koreańskiej - tam ten spór trwa do dziś, tylko że teraz coraz częściej rodziny wypracowują kompromisy, np. uczestnictwo w ceremonii bez kłaniania się tablicom.


Odpowiedz
Wpisy: 487
(@macierzanka)
Połączone: 1 miesiąc temu

a czy w Wietnamie jest coś takiego jak te koreańskie rytuały? bo wietnam to też chyba konfucjański trochę, a o nich w tym wątku nie było jeszcze mowy


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Macierzanka Wietnam jest świetnym uzupełnieniem tej mapy i masz rację, że wyszedł nam z pola widzenia. Tam jest Giỗ - rocznica śmierci przodka - i to jest jedno z najważniejszych świąt rodzinnych, ważniejsze od urodzin. Wietnamczycy mówią, że urodziny to przypadek, ale dzień śmierci to dzień, kiedy ktoś przeszedł na drugą stronę. Ołtarze przodków stoją w praktycznie każdym domu, nawet u nominalnychbuddystów.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

To ciekawe, że w Wietnamie śmierć jest ważniejsza od urodzin. U nas odwrotnie - urodziny świętujemy, a rocznicę śmierci to co najwyżej znicz. Zastanawiam się, skąd ta różnica w myśleniu.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Florka53 Myślę, że to kwestia tego, gdzie umieszczasz punkt ciężkości - czy życie człowieka liczy się od wejścia w świat, czy od wejścia w inny świat. W kulturach z silnym kultem przodków to właśnie moment przejścia jest kluczowy, bo od niego zaczyna się rola przodka. Urodziny to tylko początek ziemskiej historii, niekoniecznie tej ważniejszej.


Odpowiedz
(@nuna98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 178

@Halszeczka.x Ale czy to nie oznaczałoby, że te kultury bardziej wierzą w życie po śmierci niż w samo życie? Trochę jakby ziemska egzystencja była tylko wstępem.


Odpowiedz
Wpisy: 301
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Nie nazwałabym tego 'bardziej wierzą w życie po śmierci'. To raczej kwestia ciągłości - przodek nie kończy swojej relacji z rodziną w momencie śmierci, tylko zmienia formę uczestnictwa. Ziemskie życie i życie po śmierci są w jednym continuum, nie w opozycji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@geomanta03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Tosieczka Ale czy to continuum nie zakłada jednak, że duch przodka jest gdzieś 'nad' nami, w hierarchii? Bo skoro składamy mu ofiary i prosimy o wstawiennictwo, to on musi mieć jakąś moc, której my nie mamy, prawda?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Geomanta03 To zależy od tradycji. W chińskiej klasycznej koncepcji przodek po śmierci stopniowo traci indywidualność i wraca do ogólnego 'qi' - świata sił życiowych. Rytuały pomagają mu w tym przejściu, ale też podtrzymują więź, zanim całkowicie zniknie jako indywiduum. Hierarchia jest, ale tymczasowa.


Odpowiedz
Wpisy: 487
(@macierzanka)
Połączone: 1 miesiąc temu

to znaczy że oni w końcu przestają istnieć jako konkretna osoba? to jakoś smutno mi sie robi na myśl o tym że babcia po jakimś czasie przestaje być babcią i staje się po prostu częścią jakiegoś qi


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Macierzanka Ale może to nie jest smutne z ich perspektywy? Buddyjska analogia jest tu przydatna - indywidualne ego to nie jest coś cennego, co się traci, tylko coś, od czego się uwalniamy. Zlewanie się z czymś większym może być wyzwoleniem, nie zanikiem.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Mnie bardziej zastanawia granica czasowa tej pamięci. W Chinach i Japonii przez ile pokoleń czci się przodków konkretnie z imienia? Bo w pewnym momencie tabliczka z imieniem pradziadka pradziadka musi chyba znikać z ołtarza, skoro nie ma miejsca na wszystkich.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Teodozja.2 Bardzo dobre pytanie i odpowiedź jest różna w zależności od tradycji. W Japonii tabliczki ihai generalnie pozostają w domu przez trzydzieści trzy lata po śmierci, po czym przenosi się je do świątyni rodzinnej lub zbiorowej. W Chinach rytuały dla konkretnych przodków też mają horyzont - zwykle po kilku pokoleniach indywidualna cześć ustępuje ogólnej pamięci rodu.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@franuś65)
Połączone: 2 lata temu

Trzydzieści trzy lata to bardzo konkretna liczba. Skąd tyle, czy to ma jakieś znaczenie symboliczne w buddyzmie albo shintoizmie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Franuś65 Trzydzieści trzy lata to liczba, która pojawia się w kilku kontekstach buddyjskich - odpowiada jednemu z niebiańskich światów w kosmologii buddyjskiej, Trayastrimsha, czyli dosłownie 'niebie trzydziestu trzech'. Ale szczerze mówiąc, w kontekście tabliczek ihai w Japonii nie jestem pewna, czy ta konkretna liczba pochodzi właśnie stamtąd, czy ma inne korzenie. Widziałam różne wyjaśnienia i żadne nie jest w pełni zadowalające. Czy ktoś ma tutaj mocniejsze źródło?


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Ja spotkałam się z interpretacją, że trzydzieści trzy lata to czas, po którym duch przodka uważa się za w pełni zaabsorbowany przez świat przodków zbiorowych - przestaje być konkretną osobą, a staje się jednym z 'ogólnych' przodków, którym oddaje się cześć jako zbiorowości. Ta zmiana z jednostki w zbiorowość jest właśnie tym momentem granicznym. Ale czy to buddyjskie, shintoistyczne czy po prostu japońska tradycja ludowa - naprawdę trudno rozdzielić.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@geomanta03)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 77

@Betalia A co się dzieje z tabliczką po tych trzydziestu trzech latach? Fizycznie - czy się ją spala, zakopuje, oddaje do świątyni? Bo jeśli tabliczka to nośnik ducha, to jej zniszczenie musi mieć jakiś rytuał, prawda?


Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Geomanta03 Tabliczki przenosi się zazwyczaj do świątyni buddyjskiej - konkretnie do miejsca zwanego nókotsudó albo do zbiorowego pomieszczenia z tabliczkami wielu rodzin. Rzadziej się je spala, choć i to się zdarza, zwłaszcza przy spalaniu całego ołtarza domowego po wygaśnięciu linii rodzinnej. To nie jest zniszczenie w sensie eliminacji, ale uwolnienie - tabliczka przestaje być potrzebna, bo duch już nie potrzebuje tego konkretnego nośnika.


Odpowiedz
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 301

@Betalia To ciekawe, że granica między jednostką a zbiorowością jest tak wyraźnie osadzona w czasie. W tradycjach, z którymi ja się zetknęłam bliżej - głównie europejskich - duch albo jest, albo go nie ma, ale nie ma takiego stopniowego przechodzenia w coś innego. To zupełnie inna ontologia.


Odpowiedz
Wpisy: 487
(@macierzanka)
Połączone: 1 miesiąc temu

to znaczy że tabliczka jest potrzebna tylko na poczatku, a potem duch już sobie radzi sam bez niej? jakby dziecko co najpierw potrzebuje rodziców a potem idzie w świat 🙂


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Macierzanka To dobre porównanie, tylko odwrócone - tutaj to my jesteśmy tymi, którzy potrzebują tabliczki, żeby utrzymać relację z duchem. Tabliczka jest bardziej dla żywych niż dla umarłego. A po trzydziestu trzech latach żywi też niejako 'zwalniają' przodka z obowiązku bycia konkretną osobą w ich pamięci.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

Zastanawia mnie jedna rzecz - jeśli tabliczka jest dla żywych, to kto decyduje, co na niej napisać i jak ją aktywować? Czy to kapłan, czy rodzina może zrobić to sama?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Florka53 W Japonii ihai tradycyjnie wypisuje kapłan buddyjski, który nadaje też tzw. kaimyō - pośmiertne imię buddyjskie. I to jest ciekawy element, bo to imię nie jest imieniem z życia, tylko nowym imieniem nadanym po śmierci, specjalnie na potrzeby egzystencji w świecie przodków. Rodzina płaci za to niemałe pieniądze - im dłuższe i bardziej prestiżowe imię, tym drożej. To zresztą jeden z bardziej krytykowanych aspektów japońskiego buddyzmu instytucjonalnego.


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Betalia Płatne imię pośmiertne? To brzmi jak coś, co mogłoby być w Polsce w średniowieczu - płacenie za msze, odpusty. Mechanizm jest podobny, tylko nośnik inny.


Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Kacperek98 Ale czy to naprawdę ten sam mechanizm? Odpust w katolicyzmie był sprzedawany jako skrócenie czyśćca, czyli miał bezpośredni wpływ na los duszy. A kaimyō to raczej kwestia statusu i formy - czy długie imię naprawdę coś zmienia dla ducha, czy to tylko tradycja honoryfikatywna?


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Mnie właśnie ta kwestia imienia pośmiertnego bardzo ciekawi. Bo to oznacza, że tożsamość po śmierci jest w pewnym sensie konstruowana przez żywych i przez instytucję religijną, nie przez samego zmarłego. To trochę niekomfortowe - ktoś inny decyduje, kim będziesz po śmierci.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Teodozja.2 No ale przecież w chrześcijaństwie też tak jest - to Kościół kanonizuje, nadaje tytuły, decyduje, czy ktoś jest w niebie czy w czyśćcu. Jednostka po śmierci nie ma głosu w tej sprawie. Więc może ten konstrukt tożsamości pośmiertnej przez instytucję to nie jest tylko buddyjska specyfika.


Odpowiedz
(@nuna98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 178

@Halszeczka.x Ale kanonizacja dotyczy nielicznych, a kaimyō dostaje każdy, przynajmniej w teorii. To jednak jakaś różnica skali.


Odpowiedz
Wpisy: 264
Rozpoczynający temat
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wracając jeszcze do pytania o Tajlandię, bo ten kraj pojawił się w tytule wątku, a trochę zeszliśmy na Japonię - w Tajlandii praktyki wobec przodków są mocno powiązane z theravādą, która teoretycznie nie zakłada duszy w sensie trwałym. A jednak Tajowie mają bardzo żywy kult phi - duchów, w tym duchów przodków. To napięcie między doktryną a praktyką jest tam bardzo widoczne. Mnisi oficjalnie nie odprawiają rytuałów dla phi, ale i tak się to dzieje przy pogrzebach.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@geomanta03)
Połączone: 1 rok temu

Czyli w Tajlandii mnisi udają, że phi nie istnieje, ale jednocześnie uczestniczą w rytuałach? Jak to w praktyce wygląda - zamykają oczy i mówią, że to nie jest kult duchów, tylko coś innego?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 301

@Geomanta03 Chyba bardziej chodzi o to, że theravāda dostarcza rytuałów pogrzebowych i modlitw za zmarlego, a odrębny nurt - animistyczny, szamański - dostarcza praktyk dla phi. Te dwa poziomy działają równolegle i ludzie korzystają z obu, nie widząc w tym sprzeczności. Mnich recytuje sutry, a przy tym szaman domowy dba o to, żeby duch nie był niespokojny. To nie jest hipokryzja, to po prostu inna logika niż ta, do której przywykliśmy.


Odpowiedz
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Tosieczka A czy to przypomina trochę sytuację w Korei, o której mówiliśmy wcześniej - chrześcijanie uczestniczący w confucjańskich rytuałach przodków i tłumaczący sobie, że to 'tylko tradycja'? Bo mechanizm wydaje się podobny: jedna warstwa doktrynalna i jedna warstwa praktyczna, które się nie stykają wprost.


Odpowiedz
Wpisy: 2328
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Ten wzorzec jest naprawdę globalny. W Wietnamie buddyści theravādowi mają podobny problem, w Japonii shinto i buddyzm przez wieki działały w tym samym rytuale pogrzebowym, w Meksyku katolicyzm i kult przodków z Día de los Muertos. Pytanie jest chyba inne - czy kult przodków w ogóle daje się wbudować w monoteizm albo wczesnobuddyjską doktrynę, czy zawsze wymaga własnego, oddzielnego kanału?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@macierzanka)
Połączone: 1 miesiąc temu

Wpisy: 487

@Betalia a jak to jest z tym Dia de los Muertos bo kiedyś sie kłóciłam ze znajomą czy to jest katolickie czy azteckie i żadna z nas nie wiedziała tak naprawdę skąd to pochodzi


Odpowiedz
(@kacperek98)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 143

@Macierzanka Día de los Muertos to akurat jeden z tych przypadków, gdzie obie macie trochę racji i żadna nie ma całej. Meksykańska tradycja to nałożenie się Wszystkich Świętych i Zaduszek na azteckie i inne mezoamerykańskie rytuały czci przodków, które trwały miesiącami. Hiszpanie zasadniczo nie zdołali ich wyeliminować, więc je przykryli datami katolickimi. Ale pytanie, które mnie bardziej interesuje: czy to w ogóle było świadome działanie Kościoła, czy po prostu lokalna ludność sama to scaliła?


Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Kacperek98 Historycy się o to spierają. Część twierdzi, że zakonnicy, głównie franciszkanie, celowo nakładali daty chrześcijańskie na istniejące święta, bo to ułatwiało ewangelizację. Inni mówią, że to spontaniczny synkretyzm oddolny. Ale w kontekście naszego wątku ważniejsze jest to, że efekt końcowy jest taki sam jak w Japonii czy Tajlandii - dwa systemy działają razem i nikt nie czuje potrzeby ich rozdzielania.


Odpowiedz
Wpisy: 172
(@franuś65)
Połączone: 2 lata temu

Przepraszam, że może głupie pytanie, ale czy w takim razie w tych wszystkich krajach - Tajlandia, Japonia, Meksyk - ludzie naprawdę wierzą, że duch przodka jest gdzieś blisko i słyszy? Czy to raczej takie symboliczne 'pamiętamy o tobie'? Bo z zewnątrz ciężko ocenić, co jest wiarą a co obyczajem.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@tosieczka)
Połączone: 8 miesięcy temu

Wpisy: 301

@Franuś65 To jest jedno z najtrudniejszych pytań w religioznawstwie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi nawet w obrębie jednej tradycji. Różni ludzie w tej samej rodzinie mogą podchodzić do tego inaczej - jeden naprawdę czuje obecność babci przy ołtarzyku, drugi traktuje to jako piękny gest pamięci. I co ważne, obie te osoby mogą uczestniczyć w dokładnie tym samym rytuale, nie widząc między sobą sprzeczności.


Odpowiedz
(@iga04)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 195

@Tosieczka A czy te dwie postawy - dosłowna wiara i symboliczny gest - jakoś ze sobą nie kolidują w praktyce? Bo jeśli ktoś naprawdę wierzy, że duch jest obecny, a ktoś inny w tej samej rodzinie traktuje to jako tradycję bez metafizycznego zaplecza, to chyba różnie priorytetyzują też staranność rytuału?


Odpowiedz
Wpisy: 264
Rozpoczynający temat
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Właśnie tu pojawia się ciekawy aspekt tajlandzki, bo Tajowie mają pojęcie khwan - coś w rodzaju siły życiowej, która może opuścić ciało ze strachu albo traumy. I istnieją rytuały przywoływania khwan z powrotem. To nie jest duch przodka, to coś żywego. A po śmierci khwan staje się phi. Więc to nie jest tak, że wierzą w jedną duszę - mają rozbudowany model tego, co 'opuszcza' człowieka i w jakiej formie.


Odpowiedz
Wpisy: 77
(@geomanta03)
Połączone: 1 rok temu

Czyli to trochę jak w Egipcie, gdzie też nie było jednej duszy tylko kilka elementów - ba, ka, ach i tak dalej? Pytam szczerze, bo może to jest jakiś szerszy wzorzec myślenia o tym, że człowiek nie jest jednym bytem duchowym, tylko złożoną strukturą, która się rozdziela po śmierci?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@zywilka53)
Połączone: 11 miesięcy temu

Wpisy: 182

@Geomanta03 W hinduizmie podobnie - atman to ten trwały element, ale jest jeszcze ciało subtelne, które wędruje przez kolejne wcielenia, i różne powłoki, kosze zwane koszami. Więc ten wzorzec 'wiele warstw duszy' naprawdę wraca w bardzo różnych kulturach. Nie wiem czy to dowód na coś, czy po prostu ludzki umysł wszędzie szuka takiego samego modelu.


Odpowiedz
Wpisy: 487
(@macierzanka)
Połączone: 1 miesiąc temu

a czy te phi z tajlnadii mogą być niebezpieczne? bo czytałam gdzieś że są duchy złośliwe i takie co trzeba sie bać, ale nie wiem czy to prawda czy może jakieś strachy na lachy


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@betalia)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 2328

@Macierzanka Tak, w tajskim systemie phi dzielą się na wiele kategorii i część z nich jest zdecydowanie uważana za niebezpieczne. Phi tai hong to duchy osób, które zmarły gwałtowną śmiercią - wypadek, morderstwo - i uważa się je za szczególnie burzliwe, nieosadzone. Phi pob to coś w rodzaju opętującego demona. Tajskie kino grozy w dużej mierze bazuje właśnie na tej klasyfikacji i to nie jest tylko popkultura - te kategorie mają bardzo stare korzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 314
(@florka53)
Połączone: 8 miesięcy temu

To ciekawe zestawienie z tym, co mówiono wcześniej o Japonii, bo tam też duchy osób po gwałtownej śmierci - onryō - są tymi najbardziej niebezpiecznymi. I znowu Japonia i Tajlandia wychodzą z bardzo różnych tradycji religijnych, a mają podobny podział: śmierć spokojna daje ducha spokojnego, śmierć nagła daje ducha trudnego. Czy ktoś wie, czy to samo jest w Chinach?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wieszczbiarka02)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 264

@Florka53 W Chinach jest i to dość rozbudowane. Duchy osób, które zmarły bez potomstwa, albo bez odpowiednich rytuałów pogrzebowych, albo właśnie gwałtownie - tworzą kategorię 'głodnych duchów', e gui. Są niebezpieczne, bo są niezaspokojone. I dlatego Festiwal Głodnych Duchów, siódmy miesiąc księżycowy, to czas, gdy 'bramę' do świata duchów uważa się za otwartą i trzeba szczególnie dbać o rytuały, żeby nie przyciągnąć takich bytów.


Odpowiedz
Wpisy: 178
(@nuna98)
Połączone: 1 rok temu

Mam pytanie może trochę z boku, ale nawiązuje do tego, co mówiłyście o duchach niezaspokojonych - czy w tradycjach azjatyckich istnieje coś w rodzaju 'egzorcyzmu' dla takich phi czy e gui? Znaczy, czy można je odprawić, czy tylko jakoś ugłaskać?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@halszeczka-x)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 303

@Nuna98 W Japonii takie rytuały robi się w świątyniach shinto, nazywają się harae albo misogi w zależności od formy. Ale wydaje mi się, że w tych tradycjach azjatyckich częściej chodzi o ugłaskanie i nakarmienie ducha niż o wygnanie go. To zupełnie inna logika niż w chrześcijaństwie, gdzie egzorcyzm to właśnie wypędzenie.


Odpowiedz
Wpisy: 343
(@teodozja-2)
Połączone: 4 miesiące temu

Ta różnica w podejściu - wypędzić versus ugłaskać - chyba dużo mówi o całej filozofii relacji z duchami. W tradycjach azjatyckich, z tego co tu czytam, duch jest kimś, z kim się negocjuje, komu się daje pokarm, przestrzeń, pamięć. W egzorcyzmach chrześcijańskich duch jest intruzem, którego trzeba usunąć. Zastanawiam się, czy to wynika z różnego rozumienia śmierci jako takiej, czy z różnego rozumienia granicy między światem żywych i umarłych.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: