Chciałam podnieść cos, o czym rzadko się mowi wprost na tym forum. Chodzi mi o Księgę Zakaliszcze, tzn. nie jakis konkretny wolumin z okładką, bo to bardziej pojęcie, ale o ten fenomen, kiedy instrukcja rytuału mowi jedno, a w praktyce to zupełnie nie działa tak jak napisano albo działa zupełnie inaczej. znam kilka osób, ktore twierdzą ze nauczyły się podstaw z tych samych źródeł, a efekty mają kompletnie różne. Jedna z nich wchodzi w stan transowy niemal natychmiast, druga po trzech latach ćwiczeń nie moze tego powtórzyć. Skąd ta rozbieżność? Czy jest jakis ukryty poziom nauki, którego te podręczniki po prostu nie podają wprost?
To jest bradzo stare pytanie i większość tradycji miała na nie odpowiedź, tyle że nie mówiła jej głośno. W hermetyce, w kabale, w sufizmie, wszędzie masz ten sam schemat: tekst zewnętrzny jest tylko szkieletem. Prawdziwa transmisja szła od człowieka do człowieka, od nauczyciela do ucznia, i tej warstwy żaden zapisany podręcznik nie odtwarza. Nie dlatego że ktoś chciał ją ukryć dla władzy ale dlatego że część weidzy po prostu nie daje się opisać słowami, ona musi byc pokazana, poczuta, przekazana przez obecność. Dlatego właśnie samoukowie mają tak nierówne wyniki, nawet z dokładnie tego samego tekstu
No wlasnie i tu jest sedno. Ja to nazywam "pustym miejscem" w tekście. Każdy rytuał ma swoją jawną warstwę,bo to jest to co napisane, i niejawną, bo to jest intencja, wibracja, konkretna pora, konkretna linia pokrewieństwa z daną tradycją. Bez tej drugiej warstwy wykonujesz teatr, nie rytuał. Widziałem to na przykładzie praktyk z siedmiu planet, gdzie zrobiłem wszystko podręcznikowo i nic, a potem ktoś mi pokazał jeden gest i jeden sposob oddychania i to samo zadziałało zupełnie inaczej. Tego gestu niema w żadnej książce którą znam.
Ok ale ostrożnie z tym rozumowaniem, bo ono badrzo łatwo skręca w kierunku "ja mam tajemną wiedzę której ty nie dostaniesz". To klasyczny mechanzim tworzenia hierarchii w grupach ezoterycznych. Mało ktory zachowany tekst hermetyczny czy kabalistyczny faktycznie brakuje kluczowych elementów z powodu ukrycia, częściej brakuje ich dlatego ze nikt ich nie zapisał bo były oczywiiste dla ludzi z tamtej kultury. To nie mistyczny skeret, to luka kontekstowa. szukajmy raczej rekonstrukcji historycznej niz teorii o stróżach tajemnej wiedzy.
a co jeśli te rozbieznosci o których piszecie to nie kwestia przekazu mistrz-uczeń tylko po prostu każdy z nas ma inną numerację wibracyjna i przez to te same rytuały inaczej rezonuj... tzn. inaczej odbierają je różne osoby? zastanawiam się czy to głupie pytanie ale mnie sie tak wydaje ze to może być kwestia indywidualna a nie jakiś ukryty system
wlasnie to jest dla mnie najciekawsze. Nie to że rozne osoby mają rozne efekty, bo to można wytłumaczyć na sto sposobów. Ale ta SAMA osoba, ten sam rytuał, rozne warunki - różny wynik. Ktoś mi kiedyś powiedział że to kwestia "gotowości pola", tzn. czegoś zewnętrznego wobec wykonawcy. czy ktos próbował to jakoś badać albo przynajmniej opisywać systematycznie?
hmm, to co opisujecie jest znane. Tybetańczycy mają na to słowo "rigpa", Grecy mieli "kairos", właściwy moment. Ale żadna z tych tradycji nie udawała ze można dać przepis jak ten moment osiągnąć zawołaniem. Właśnie dlatego istniał system inicjacyjny, bo nie przekazywano przepisu tylko zdolność rozpoznania tej chwili. Czy da się tę zdolność opisać w tekście? Moje zdanie: nie w całości. Można opisać okoliczności jej powstawania, ale nie ją samą.
Odezwę się z boku, bo może to głupie, ale jak to jest z tymi tekstami, które udają że są kompletne? Mam na myśli takie książki które piszą "wykonaj rytuał X dokładnie według tego opisu i osiągniesz Y". czy to są zwykłe bzdury czy one też mają tę ukrytą warstwę, tylko autorzy sami o tym nie wiedzą?
mysle ze tekst zawsze jest tylko mapą a nie terenem i to chyba wszyscy wiemy. Ale jest cos głębszego co mnie interesuje w tym wątku - czy ta "ukryta warstwa" jest taka sama we wszystkich tradycjach? Bo jak porównam praktyki runiczne z tym co slyszę o rytualach hermetycznych to mam wrażenie ze ta niejawna część działa troche inaczej w rónżych systemach. Albo ja za mało wiem. niech to zostanie jako luźna myśl
wracając do wątku z Anastazym o tym stanie "intencji bez przywiązania" - właśnie sobie uświadomiłam że to co on opisuje jako efekt dwóch godzin ciszy, ja osiągam przez pracę z czakrą gardła przed rytuałem. Bóg raczy wiedzieć czy to ta sama droga, ale efekt podobny. Może tych dróg jest kilka i stąd właśnie te rozbieżności w podręcznikach - każdy zapisał inną drogę do tego samego miejsca?
ojejku, tzn. mam rozumieć że ci starożytni autorzy nie mogli inaczej napisać, nie dlatego że chcieli coś ukryć, ale dlatego że językiem instrukcji nie da się opisać tego co opisywali? to by tłumaczyło te wszystkie paradoksy i sprzeczności w tekstach hermetycznych. Pisali o czymś dla czego nie ma słów i wyszły im zagadki.
ojej ale to trochę brzmi jakby bez mistrza w ogóle nie było szans. A co z osobami które nie mają dostępu do żadnego nauczyciela ani tradycji? Czy one są z definicji skazane na tę niekompletną wersję z podręcznika?
ja tu dorzucę swoje trzy grosze, bo wydaje mi sie że to rozróżnienie na "dobre manowce" i "złe manowce" jest kluczowe. Znam ludzi którzy przez lata robili cos "źle" według klasycznych tekstów, ale osiągali całkiem przyzwoite efekty. I znam ludzi którzy robili wszystko "poprawnie" według Zakaliszcze i im nie wychodziło nic. więc może pytanie nie brzmi "czy schodzę na manowce" tylko "czy to co robię działa i czy mi to służy"
to trochę odchodzimy od Zakaliszcze bo teraz rozmawiamy o tym czy magia działa w ogóle, a nie o tym dlaczego teksty są niekompletne. Wracam do pytania Aldonki bo mnie też to interesuje, jak pracować z tekstem "odczuciowo" jeśli się nie wie co to znaczy?
ja tu mam pytanko troche z boku, bo może głupie, ale czym właściwie jest to Zakaliszcze o którym piszecie? 🙂 tzn. rozumiem ze jakiś tekst rytualny ale skad pochodzi i kiedy? bo nie chce wchodzić z butami w dyskusję nie wiedząc o czym mowa 🙂
oj, wracając do tej kwestii niekompletności, bo ona mnie cały czas zastanawia, zauważyłam że miejsca w Zakaliszcze gdzie instrukcja jest najbardziej "sucha" i techniczna, to często są miejsca gdzie coś realnie się dzieje podczas praktyki. jakby suchość była sygnałem że tekst celowo zostawia lukę. Czy ktoś ma podobne obserwacje?
no właśnie to jest to pytanie które mnie najbardziej nurtuje po tej całej rozmowie, czy tekst bez praktyki to w ogóle cokolwiek? bo ja do tej pory myślałam ze wystarczy dobrze przeczytać i zrozumieć, a potem zasiąść do rytuału i będzie ok. a teraz wychodzi ze to jakby... czytanie nut nie czyni z ciebie muzyka? przepraszam jeśli to głupie pytanie ale chcę się upewnić ze dobrze rozumiem 🙂
zaraz zaraz, a skad wiecie ze Zakaliszcze było pisane dla wtajemniczonych a nie dla szerszego grona? 😀 bo ja nie znam tego tekstu dobrze i ciekawi mnie czy sa jakies wskazówki w samym tekscie ze to był materiał uzupelniajacy a nie główny?
muszę się tu wtrąącić bo myślę ze idziemy za bardzo w jedną stronę. 😛 Owszem, wiele tekstów rytualnych to aide-memoire, zgoda. ale Zakaliszcze ma też fragmenty które wyglądają na autentyczne próby wyjaśnienia, nie tylko notatki. Jakby ktos w pewnym momencie chciał żeby tekst działał samodzielnie i dodał te wstawki. I wlasnie te wstawki są najbardziej niespójne z resztą bo pisał ktos inny albo w innym celu.
