Siezdiałem ostatnio nad Spinozą i nagle zaczęło mi chodzić po głowie to stare pytanie - panteizm kontra panenteizm. Teoretycznie różnica niby prosta: w panteizmie Bóg to wszystko co istnieje, dosłownie suma wszechświata, nic poza tym. W panenteizmie wszechświat jest w Bogu, ale Bóg przekracza wszechświat - jest większy, nie wyczerpuje sie w materii. Ale właśnie... czy ta różnica nie jest na końcu tylko semantyczna? Bo jak sie wczytać w mistyków chrześcijańskich, żydowskich, hinduskich - to oni sami zdają sie przeskakiwać między tymi pozycjami, czasem w jednym tekście. mistrz Eckhart na przykład. Albo Ramanudża i jego viśishtādvaita. I mam wrażenie że to napięcie między "Bóg jest wszystkim" a "Bóg jest w wszystkim i więcej" to jeden z najgłębszych sporów całej mistyki w ogóle. Ktoś sie tym zajmował poważniej?
Panteizm zaawsze mi sie kojarzył z takim... rozpuszczeniem sacrum w świecie. Jakbyś patrzył na drzewo i wiedział - to nie symbol Boga, to jest Bóg. Piękna myśl ale mnie osobiście gdzieś drepce taki niedosyt. Bo jesli Bóg to tylko suma tego co widzę, to gdzie jest ta głębia, ta nawyżka? Panenteizm daje cos wiecej - jest przestrzeń na tajemnicę, na to czego nie widać. Whitehead to bodajże najsłynniejszy zachodni panenteista ale mysle że nie trzeba byc filozofem procesu zeby to czuć. Wielu mistyków poprostu to czuło, bez etykiety.
Ojej ale właśnie to mnie zawsze myliło - ja przez długi czas myślałam ze panteizm to to samo co animizm. Bo jak wszystko jest Bogiem to chyba wszystko ma ducha, nie? A jednak to chyba nie to samo, prawda? Animizm zakłada wiele duchów, a panteizm jedną boską substancję we wszystkim... czy dobrze rozumiem?
no dobra, dodam ze ten podział panteizm/panenteizm jest stosunkowo nowy jako terminologia - sam termin "panenteizm" ukuł Krause w XIX wieku, choć oczywiscie idee sa starsze. 🙂 Ciekawe że w tradycjach które się nim opisuje - kabała, sufizm, wedanta, chrześcijańska mistyka neoplatońska - nikt tak tego nie nazywał. Pojawia się pytanie czy my nakładamy współczesne siatki pojęciowe na doświadczenia które były czymś innym. To nie jest zarzut, po prostu lubię wiedziec skad dane sposob pochodzi.
no proszę, wlasnie to jest ten problem z porównawczym podejściem do mistyki, że możemy za łatwo przyklejać etykiety. Mam notatki z czytania Plotyna i z czytania kabały Luriańskiej i te dwa systemy powierzchownie wyglądają podobnie - Jedno które przenika wszystko - ale jak idziesz głębiej to mechanizmy są zupełnie inne. U Plotyna emanacja jest konieczna, niejako automatyczna. U Lurii tzimtzum to akt woli, cofnięcie, stworzenie przestrzeni. Czy to wciąż panenteizm w obu wypadkach? Nie wiem szczerze. morze ktoś to lepiej ujmie
Hm,troche sie tu gubię bo nie znam tych filozofów ale mam takie pytanie z innej strony. Jak to sie ma do praktyki? Czy dla kogoś kto medytuje albo robi rytuał ma znaczenie czy wierzy w panteizm czy panenteizm? Czy to tylko sprawa dla filozofów?
No wlasnie, bo panteizm to w sumie ateizm z ładnym słowem "Bóg" przyklejonym do przyrody. przynajmniej tak to widze. Spinoza byl w swoim czasie przez wszystkich wyrzucany ze społeczności właśnie za to - żydzi go ekskomunikowali, chrześcijanie go nie lubili. Musiał cos robic nie tak z punktu widzenia obu tych trdaycji.
Mam takie pytanie do tych co to lepiej znają - czy w panenteizmie Bóg morze cierpieć? Bo jeśli swiat jest w Bogu, to czy wszystko co sie tu dzieje złego też dotyka Boga jakoś? Czytałam gdzies że filozofia procesu tak to widzi, że Bóg jest współodczuwający dosłownie, nie tylko metaforycznie. Czy dobrze zrozumiałam?
To jest akurat pytanie które mnie porusza ze strony praktycznej. W pogaństwie, szczególnie w rekonstrukcjonizmie i w wielu nurtach neo-wicca, mamy bogów którzy cierpią, kochają, umierają i odradzają się. To nie jest panenteizm w ścisłym sensie ale jest ta sama wrażliwość - bóstwo nie jest odległe i nieczułe. Czy ktoś tu praktykuje i jednocześnie swiadomie osadza się w którymś z tych nurtów filozoficznych?
Pytam bo naprawdę nie wiem - a co z kabałą? Słyszałam że w kabale jest pojęcie Ein Sof, nieskonczoność przed stworzeniem, i że to jest właśnie coś czego nie można opisac. Czy to sie mieści w panenteizmie? Bo jeśli Ein Sof jest absolutnie poza i ponad, a sefirot to już emanacje w świecie, to trochę pasuje do tego schematu "Bóg jest w świecie ale go przekracza". tyle ode mnie
Przepraszam że może głupie pytanie, ale jak siedzę nad tym wątkiem to nie mogę sie pozbyć myśli - a jak ktoś normalnie, nie jako teolog, czuje to w sobie? Czy da się w ogóle "poczuć" różnicę między tymi dwiema wizjami Boga? Bo wszystkie te sefirot i substancje to dla mnie trochę abstrakcja, a mnie ciekawi bardziej to jak to żyje w człowieku...
Powiem jak to u mnie działa, choć to subiektywne. Kiedy jestem w lesie i jest cisza, i czuję to cos - to raczej panteistyczne. jakby las to był. Ale kiedy w tym samym lesie czuję że jest coś przez ten las i jest większe niż las, jakis oddech za oddechem - to juz panenteistyczne. I jedno i drugie sie zdarza, nie wiem czy jedno jest prawdziwsze od drugiego
O to mi sie podoba 🙂 To znaczy ze te dwa podejścia moze to nie sa konkurencja tylko dwa różne tryby tego samego doświadczenia? Albo dwa rozne momenty?
Myślę że warto tu dodac że większość tradycji mądrościowych unikała ostatecznych rozstryzgnięć wlasnie dlatego że widziały granice języka w opisie boskości. Apofatyczna teologia - mówienie czym Bóg nie jest - jest w pewnym sensie odpowiedzią na pułapkę obu tych pojęć. Zarówno panteizm jak i panenteizm są twierdzeniami pozytywnymi o naturze boskości, a doświadczenie mistyków często było doświadczeniem przekraczającym każde twierdzenie. Nie mówię zeby nie dyskutować, to ważna dyskusja, ale warto mieć z tyłu głowy że słowa tu kuleja.
ok wiec jeszcze raz o tym co pytal Dawidek (czlilt ja) wczesniej bo nie dostałem odpowiedzi haha - czy to naprawde ma wplyw na praktykę?? bo jak czytam te posty to sie zastanawiam czy jak ktos medytuje i czuje to polaczenie ze wszechswiatem to go obchodzi czy to jest "w bogu" czy "bogiem". Serio pytam bo mi to wygląda jakby to była roznca tylko dla filozofow. jak dla mnie to jasne
ale po co komplikowac. Jak ktos czuje ze jest jedno z naturą to niech tak ma i juz. Ta filozofia to potem wchodzi i zamiast przeżywac zaczyna sie klasyfikować. Znam to z tarota - zamiast poprostu patrzeć na karte i czuć,zaczynasz wertowac co tam Waite pisał i gubi sie to żywe
kurczę, czytam i rozumiem poszczególne słowa ale jakoś całość mi umyka. Tzimtzum to znaczy że Bóg się skurczył żeby my mogliśmy być? Ale to brzmi jak Bóg ktury jest ograniczony, a przecież wszechmocny. A nie wychodzi na to, ze to sprzeczność?
wrócę jeszcze do tego co pytałam wcześniej o cierpienie bo mi ta odpowiedź o Whiteheadzie nie dawłaa spokoju. Jezeli Bóg odczuwa wszystko co sie dzieje w swiecie to moze jest jakis praktyczny wymiar - tzn czy to znaczy ze nasza bol sięga Boga dosłownie? Bo to zmienia jak sie modlę albo jak sie zwracam do bóstwa
hm. ale to brzmi trochę jak antropomorfizowanie. Czy Bóg który cierpi nie jest po prostu Bogiem na nasz obraz i podobieństwo? Rozumiem że to działa emocjonalnie ale nie mam pewności czy to jest coś więcej niż projekcja ludzkich emocji na coś co może być zupełnie poza tym
dobra ale patrzcie, ja tu przyszłam z dość prostym pytaniem bo jestem sceptyczka z natury - skąd ktokolwiek może wiedzieć która z tych wizji jest bliższa prawdy? 🙂 Panteizm, panenteizm, teizm klasyczny - czy jest jakiś sposób żeby to w ogóle sprawdzić czy to jest czysto filozoficzne spekulowanie bez gruntu?
czytam ten temat od początku i nie moge się przemóc żeby nie napisać bo mnie to bardzo porusza. Mam takie momenty przy wschodach słońca kiedy czuję że wszystko jest jednym i jest to tak silne ze płaczę. I teraz zastanawiam sie czyytając was - czy to jest "doswiadczenie panteistyczne" czy "panenteistyczne"?? I czy w ogóle ważne jak to nazwę skoro to jest tak realne 🙂
i właśnie to co napisałam, że płaczę przy wschodach słońca, chciałam zapytać - czy to jest przeżycie panteistyczne czy panenteistyczne? Bo jak czytam ten wątek to wyydaje mi się że rozróżnienie jest ważne ale kiedy to przeżywam to trudno mi powiedzieć jak to nazwać. Czy to ma znaczenie jak się to nazywa skoro to czuję?
ok wracam do pytania które zadałam wcześniej bo odpowiedź Kartomanty mnie nie do końca satysfakcjonuje. powiedział że niema empirycznego testu - spoko, przyjmuję. ale czy wewnętrzna spójność systemu to nie za mało żeby mówić że jedna opcja jest lepsza od drugiej? bo w sumie każdy dobrze zbudowany system jest wewnętrznie spójny
czytam ten temat i mam takie pytanie bo jestem tu raczej od praktycznej strony czakr i energii - czy to co piszecie o panenteizmie ma jakiś przełożenie na praktykę? tzn czy jesli wierzę że jestem w bogu a bóg jest czymś więcej nade mną, to czy medytacja wygląda inaczej niz jesli wierzę że jestem bogiem/jestem częścią boga bez tej "reszty"?
