Chciałam poruszyć temat, który pojawia się w zasadzie w każdej tradycji inicjacyjnej, ale rzadko jest omawiany jako osobna praktyka. Chodzi o rytuały oczyszczenia, które poprzedzają wtajemniczenie - i to nie te powierzchowne, w stylu kąpiel z solą i koniec, tylko głębsze, wieloetapowe procesy, które w różnych kulturach bywają naprawde wymagające. W kabale mamy mikvę i posty, w hinduizmie dikszę poprzedza shaucha, w sufizmie murid przechodzi przez czilłę. Co ciekawe, wiele z tych tradycji mówi o tym samym - ze bez oczyszczenia wtajemniczenie albo nie działa, albo jest wręcz niebezpieczne. Czy ktoś miał do czynienia z jakąś konkretną tradycją w tym zakresie? Nie pytam o teorię, bo teorii jest dużo, bardziej interesuje mnie jak to wygląda w praktyce.
Temat ciekawy,ale od razu zaznaczę - bardzo często pojęcie "oczyszczenia" jest mylone z "przygotowaniem rytualnym" i to nie są synonimy. 🙂 Oczyszczenie zakłada, że jest cos do usunięcia. Przygotowanie to budowanie odpowiedniego stanu. W tradycjach inicjacyjnych te dwie rzeczy często idą razem, ale warto je odróżniać, bo to zmienia całkowicie sens praktyki. Znasz jakieś przypadki gdzie to rozróżnienie było wyraźnie zaznaczone w źródłach?
ojejku, ja zawsze myslałam ze oczyszczenie to oczyszczenie i co tu wiecej gadac 😀 ale teraz jak czytam to zaczynam rozumiec ze to jest o wiele bardziej skomplikowane. mam pytanie moze naiwne - czy te wszystkie posty i obmycia były po to zeby samo ciało bylo czyste czy chodziło o cos wiecej, takie przygotowanie wewnetrzne? bo jezeli tylko fizyczne to mi sie wydaje ze nie az tak istotne
jejku, a czy ktos wie coś o takim oczyszczeniu w tradycji chrześcijańskiej? bo jak patrzę to post wielki to chyba cos podobnego jest? albo nie mam racji i to zupełnie inna kategoria...
egzorcyzmy w katechumenacie?? serio? to znaczy ze zanim kogos ochrzczono to go egzorcyzmowali? pierwszy raz słysze. sam nie wiem do końca
dobra ale ja mam pytanie bardziej praktyczne - czy jak ktoś sie przygotowuje do jakiegoś wtajemniczenia teraz, współcześnie, to takie oczyszczenie jest nadal potrzebne czy to jest jakiś zabytek z dawnych czasów? pytam bo sama trochę się interesuję wicca i tam też jest coś takiego ale nie wiem na ile to obowiązkowe
ojjj, bardzo interesujące co piszecie! ja dodam coś z nieco innej strony - w astrologii mundialnej i rytuałach związanych z przejściami planet mówi się o podobnym przygotowaniu. zanim ktos pracuje z energią danej planety, szczególnie przy inicjacjach pod Saturna czy Plutona, powinien przejść przez pewien okres "schodzenia" - ograniczenia, wycofania, jakby celowego zmniejszenia. to brzmi podobnie do tego co opisujecie. czy ktos zna jakiś związek między tymi podejściami?
Chcę tu dodać jeden aspekt, który w dyskusji jeszcze nie padł. W niektórych tradycjach inicjacyjnych oczyszczenie ma charakter społeczny, a nie tylko indywidualny. Na przykład w afrykańskich tradycjach bantu neofita wychodzi z wioski, żyje poza nią przez pewien czas, i ta izolacja jest właśnie formą oczyszczenia. Odcięcie od normalnych relacji, ról, tożsamości. Wraca inny człowiek, czasem dosłownie - nadają mu nowe imię, traktują jak kogoś kto się narodził na nowo. Interesuje mnie czy ktoś sptkał sie z podobnym wątkiem w tradycjach europejskich?
W słowiańskich obrzędach przejścia też był element symbolicznej śmierci i odrodzenia, ale u nas to raczej rekonstrukcja niż żywa tradycja, więc trudno powiedzieć ile zachowało się autentycznej treści a ile jest nowodruids domysłem. Wiem że w niektórych grupach słowiańskich rekonstrukcji ten watek izolacji jest celowo odtwarzany, ale nie znam szczegółów jak to wygląda w praktyce. może ktoś tu miał kontakt z taką grupą?
oj,a prpoos tego co Anastazja pisze o nowym imieniu - słyszałem ze w niektórych zakonach chrześcijańskich przy składaniu ślubów tez sie zmienia imię i to jest wlasnie ten moment "śmierci staego ja". to by bylo podobne? czy tam jest jakies oczyszczenie przed tym momentem tez?
pozwolę sobie dopytać bo jestem raczej laiczka w tym temacie ale mam pytanie... jeśli ktoś robi takie oczyszczenie na własną rękę, bez żadnej tradycji i mistrza, to czy to w ogóle ma sens? czy nie jest tak że bez właściwej osoby która przeprowadza wtajemniczenie to samo oczyszczenie jest po prostu... nic nie warte?
no waśnie zastanawiam sie czy w takich instyttucjach zamknietych - klásztory, zakony, grupy inicjacyjne - to oczyszczenie nie staje sie czasem sposóbm kontroli. znaczy mowimy ze to jest duchowe ale jezeli ktos kontroluje co jesz kiedy spisz, z kim rozmawiasz, to to jest tez ogromna władza nad człowiekiem. czy ktos o tym myslał?
no właśnie o to mi chodziło. jak ktos z zewnątrz - albo nawet od wewnątrz - ma to odróznic? bo jak ktos jest juz w takiej grupie to chyba ma ograniczony dostęp do innych punktów widzenia i nie wie jak to wyglada z zewnatrz. a jak wychodzi to moze mu powiedziec ze "nie przeszedl próby" i wstydem to przykryc
jeden praktyczny wyznacznik który gdzieś czytałem: w autentycznych tradycjach oczyszczenie ma punkt końcowy. jest wyraźny moment kiedy próba się kończy i człowiek wchodzi w nowy etap. jeśli oczyszczenie jest permanentne, nigdy się nie kończy i zawsze jest coś jeszcze do przepracowania - to powinno zapalać lampkę. bo to nie jest inicjacja, to poprostu zycie pod permanentną presją
ojej, symboliczny pogrzeb - to jest coś co pojawia się w kilku tradycjach i za każdym razem mnie to bardzo uderza. w astrologii mamy Plutona jako planetę śmierci i odrodzenia, i jak ktoś przechodzi tranzyt Plutona przez ascendent to często mówi właśnie o takim poczuciu - że stary ja umarł. niekoniecznie przez świadomy rytuał, ale przez okoliczności życiowe. ciekawe czy te dwie ścieżki gdzieś się spotykają
czytam tę dyskusję od początku i mam takie pytanie - czy te rytuały oczyszczenia przed wtajemniczeniem były dostępne dla każdego, czy tylko dla wybranych? bo zastanawiam się czy na przykład w starożytnej Grecji w tych misteriach każdy mógł się oczyścić i wejść, czy to była elita
niesamowite że kobiety mogły uczestniczyć razem z mężczyznami, myślałam że w starożytności to raczej było oddzielone. a co z tym warunkiem o mordercy - to znaczy że musieli gdzieś to sprawdzać? jak to wogóle działało?
hej, wchodzę tu troche z boku bo dopiero czytam Wasze wpisy ale mam pytanie praktyczne - mówicie duzo o starożytności i tradycjach, a czy ktos z was robił kiedyś cos takiego współcześnie? jakieś osobiste oczyszczenie przed jakimś ważnym momentem? ciekawi mnie jak to wyglada od środka, z własnego doświadczenia
ja robiłam, choć nie nazwalabym tego inicjacją w wielkim sensie. przed ważną zmianą w życiu - zmiana pracy, przeprowadzka - zrobiłam kilkudniowy post z ograniczoną dietą, bez telewizji i internetu, z codzienną kąpielą i medytacją rano. efekt był taki że przez pierwsze dwa dni byłam rozdrażniona jak nie wiem co, a potem faktycznie coś się uspokoiło. czy to był efekt rytuału czy po prostu odcięcia od bodźców - nie wiem i nie będę udawać że wiem 🙂
