Ostatnio trafiłam na wzmiankę o czymś co nazywa się "Księga Posługiwania" - konkretny zestaw rytualny opisujący jak właściwie służyć duchom i bóstwom, nie tylko oddawać im cześć, ale dosłownie im posługiwać. 🙁 Różnica jest spora, bo w większości zachodnich podejść mamy model petycji (prosimy, składamy ofiary i czekamy), a tu chodzi o świadomą służbę jako praktykę samą w sobie. Spotkałam się z tym w kontekście tradycji ifa/orisza, ale podobne koncepcje są podobno w starszych tekstach europejskich. Czy ktos pracował z czymś takim? Jak wyglądało to w praktyce, jakie rytuały, jakie dźwięki, co się używa?
temat ciekawy ale bardzo szeroki. w kontekście oriszów to jest faktycznie inaczej zbudowane niz to co znamy z zachodnich podejsc. tam się mówi o ase, sile którą kapłan musi podtrzymywać i przekazywać, a rytuał jest wlasnie tym przekazem. bez odpowiednich dźwięków cały system nie działa tak jak powinien, każde orisza ma swoje rytmy i jak zagrasz nie to to nie przyjdzie albo przyjdzie cos innego. a co ty konkretnie rozumiesz przez "posługiwanie" tu? bo to może znaczyć kilka różnych rzeczy
a to nie jest trochę tak ze służba duchom to specyfika kultur afrykańskich i karaibskich? 🙂 w tradycji europejskiej raczej nie ma czegos takiego wprost, jest ewokacja, jest invocatio, jest kult świętych, ale żeby tak powiedzieć "służę duchowi" to juz inny poziom zaangażowania. ciekawi mnie czy ta Księga Posługiwania to konkretny tytuł czy metafora jakiegoś zbioru praktyk
w starszych tekstach europejskich tez mozna znaleźć coś bliskiego temu - w Picartix na przykład sa opisy jak przygotować się na przyjście planety co zjeść jak się ubrać, jakie zapachy spalić i jakie słowa wypowiedzieć. to nie jest modlitwa w sensie proszenia, to jest raczej tworzenie warunków by bóstwo mogło przez ciebie działać. różnica subtelna ale istotna. dźwięk natomiast w europjskiej tradycji hermetycznej trafił troche na margines, skupiono się na słowie i geometrii. a w wedyjskiej tradycji to zupelnie inna historia
no ale te rytmy w ifa/lucumi to są konkretne sekwencje na batach tak? i to trzeba sie uczyc latami? bo jezeli tak to dla kogos kto nie ma takiego systemu za plecami to jest praktycznie niedostepne. co można zrobic jak sie pracuje samodzielnie bez mistrza i bez bata?
zaraz zaraz, a może to jednak troche naciągane że dokładna forma jest niezbędna? bo w tradycji chaos magic jest zupeełnie odwrotna zasada - intencja i siła woli ważniejsza niż forma. nie neguję tradycji orisza czy hinduskiej, ale chyba jest więcej podejść do tego jak bóstwo przyjmuje posługę niż jedno jedyne właściwe
ok, to ma sens. przyjmuję różnicę. ale wracając do dwźięków konkretnie - czy ktoś ma doswiaczenie z tym jak dźwięk zimenia charakter rytuału? pytam serio, nie retorycznie bo sam używam ciszy jako elementu i zastanawiam sie czy czegoś nie tracę
cisza jest też dźwiękiem, to nie jest jej brak tylko inny rodzaj przestrzeni. ale żeby odpowiedzieć na twoje pytanie bezpośrednio - tak, bardzo zmienia. kiedy pracuję z medytacją przed rytuałem i wprowadzam dźwięk stopniowo, miska tybetańska albo po prostu własny głos, to jest wyraźna zmiana w tym jak odbieram przestrzeń. to nie jest sguestia to jest fizyczna zmiana odczucia w ciele. nie wiadomo czy to bóstwo reaguje czy mój system nerwowy, ale efekt jest powtarzalny
a co z dźwiękami które nie są śpiewem ani bębnami? bo czytałam że w pewnych tradycjach szamanskich używają specyficznych dźwięków gardłowych, albo po prostu dźwięku natury - wody, wiatru. czy to też się kwalifikuje jako ta "posługa" o której piszecie czy to jest oddzielna kategoria?
jejku, wybaczcie, ale muszę dopytać z takim podstawowym pytainem ale w sumie o czym dokładnie mówimy jak mówimy o "Księdze Posługiwania"?? to jest dosłownie jakaś konkretna księga którą można gdzieś znaleźć, przeczytać? czy to jest taka ogólna nazwa dla zbiorów praktyk z różnych tradycji? troche zgubiłam się w tym wątku 🙂
aaaa, okej, to ma sens! dzięki za wyjaśnienie bo rzeczywiscie myślałam że to jedna konkretna księga i czułam się trochę głupio że nie wiem o której mowa. czyli każda tradycja ma swoją wersję tego? to jest trochę jak gdyby każda religia miała swój własny "instruktarz" dla kapłanów?
no ale zaraz, zaraz - czy przypadkiem to nie trochę straszenie nowicjuszy żeby nie wchodzili w temat? bo to "wywołasz coś czego nie kontrolujesz" przewija się w każdej dyskusji o magii i za każdym razem brzmi jak argument zamykający rozmowę. gdzie jest granica między uzasadnionym ostrzeżeniem a zwykłym zachowaniem wiedzy dla wtajemniczonych?
no proszę, hej, ale to brzmi trochę jakby dźwięk był tylko kołami treningowymi a docelowo wszystko ma się odbywać w środku? bo jeśli tak to może te wszystkie pieśni i rytmy to taka pomoc dla początkujących a nie esencja praktyki?
dobra ale ja mam praktyczne pytanie bo troszkę zgubiłam się w tej dyskusji. jeśli ktoś chce zacząć tę posługę, tę regularną relację z bóstwem, nie ma mistrza, nie ma tradycji za plecami, ale ma chęci i szczery zamiar, to od czego konkretnie zaczyna? czy jest jakieś minimum bez którego w ogóle nie warto próbować?
to jest pytanie do którego wracamy za każdym razem i nie ma na nie jednej odpowiedzi, ale powiem co mi wydaje się sensowne. minimum to jest stała przestrzeń i stały czas. nie musisz mieć wszystkiego od razu, nie musisz znać wszystkich pieśni. ale jeśli przychodzisz nieregularnie, bez przygotowania, bez żadnej struktury, to nie budujesz relacji tylko robisz incydentalne wizyty. a relacja wymaga regularności
właściwie zastanawia mnie czy te wszystkie dźwięki, rytmy, formy to nie sa po prostu bardzo zaawansowane techniki wprowadzania w stan zmienionej świadomości, i że bóstwo czy duch to jest ta zmiana sama w sobie a nie zewnętrzny byt który słyszy i odpowiada. nie twierdzę że tak jest na pewno, ale jak siedzę nad tym wątkiem to mogłoby to tłumaczyć dlaczego forma ma znaczenie
jeszcze raz o tej ciszy o której wczesniej mówiłem - bo wlasnie sobie uświadomiłem ze nie dokończyłem. aktywna praca z ciszą w rytuałach to dla mnie dosłownie słuchanie przestrzeni. i kilka razy miałem doświadczenie że ta "cisza" odpowiadała, tzn. pojawiały sie dźwięki których nie wyprodukowałem. czy ktoś miał coś podobnego?
to nie jest paraodks, to jest poprostu sturktura wiedzy inicjacyjnej. ona celowo jest zbudowana tak zeby pewnych rzeczy nie dało sie przyswoić bez praktyki. to nie jest brama zakmnięta złośliwie, tylko taka której klamkę rozumiesz dopiero jak masz już za sobą jakis czas w środku
wracam do dźwięków bo ta dyskusja mi coś przypomniała - w tradycji runicznej jest coś co nazywa się galdr, czyli śpiewanie run. 😛 i jest bardzo konkretna teoria jak dźwięk konkretnej runy "aktywuje" jej energię. to nie jest tylko mnemotechnika, to jest działanie wibracyjne. i ciekawe jest to że w nordyckich źródłach mówi się że Odyn odkrył runy przez wiszenie w ciszy, ale przekazał je przez głos
a czy galdr ma jakieś wskazówki co do czasu i miejsca? bo to jest wątek do którego wracamy i cieakwi mnie czy tradycja runiczna też ma ten wymiar posługi który opisujemy
kurcze, ta kwestia rekonstrukcji vs. żywego przekazu to jest temat rzeka. i właśnie w kontekście "Ksiąg Posługiwania" ktore sa tytułem tego wątku - warto zauważyć ze te tradycje które mają ciągły przekaz, yoruba, tantra, pewne nurty buddyjskie, mają też te księgi żywe. tzn. tekst plus komentarz plus ustne dopowiedzenie. a rekonstrukcje mają tekst bez reszty i to jest zasadnicza różnica
i to jest powód dla którego chrześcijańska mistyka przetrwała w sposób w miarę spójny - bo była ciągła instytucja która pilnowała przekazu, ze wszystkimi wadami jakie z tego wynikają. co ciekawe, te herezje które były odcinane od instytucji, gnoza, katarowie i podobni, właśnie mieli problem z zachowaniem ciągłości praktyki nawet kiedy tekst przetrwał
hej, rzadko piszę ale muszę się tu odezwać. te sny inkubacyjne to coś co próbowałam kilka razy przy swoich praktykach. efekty były... no niespodziewane. nie wiadomo czy to "działało" w sensie tradycyjnym ale coś się działo ze snami kiedy zrobiłam konkretne przygotowanie przed snem. zbieżność? może. ale zbyt regularna żebym to zignorowała
