Siedzę nad tym od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że temat czarnej materii w kontekście ezoterycznym to jedna z tych rzeczy które mnie naprawde poruszają. Nie mówię tu o fizyce bo to inna bajka ale o tym ciemnym, nieuchwytnym tworzywie które wypełnia przestrzeń między wszystkim co widzialne. W wielu tradycjach mistycznych, od hermetyzmu po tantrę, istnieje pojęcie pewnej pierwotnej ciemności która nie jest złem ani brakiem ale czymś w rodzaju macicy rzeczywistości. W Kabale mówi sie o ain sof, nieskończoności która poprzedza wszelką formę. W tantrze jest kali która choć przerażająca, jest matką stworzenia. Czy ktoś z was pracował ze swoim ciałem energetycznym właśnie z tym aspektem, mrocznej, bezkształtnej matrycy? Mnie ciekawi jak to wygląda od strony praktycznej, czakry, ciało energetyczne, praca z tym co niewidzialne.
O matko, właśnie tego szukałam, dosłownie od tygodnia mam w głowie ten temat. Pracuję od jakiegoś czasu z czakrami i zawsze jest ten problem z czakrą podstawy, muladhara, bo ona jest tak mocno zakorzeniona w tym co ciemne, gęste, ziemskie. I zawsze mi się kojarzyła właśnie z tą niewidoczną, ciężką materią. Czy ktoś łączy te koncepcje, tę kosmiczną pustkę wypełnioną "czymś" z pracą z dolnymi czakrami? 🙂 Bo mnie się zdaje, że tam jest jakaś odpowiedź.
Szczerze to trochę nie kumam jak można łączyć fizykę z czakrami. Czarna materia to jest koncept naukowy, w sensie astronomowie ją wymyślili żeby wyjaśnić dlaczego galaktyki się nie rozpadają. A tu nagle mamy ezoterykę. Nie mówię że to bez sensu ale skąd wiadomo ze to ten sam fenomen? Pytam serio bo może czegoś nie wiem.
No wlasnie, ale to "jak na górze, tak na dole" to jets bardzo wygodna zasada bo można nią uzasadnić dosłownie wszystko. jak cokolwiek odkryją astronomowie to za chwilę ktos mówi "a widzisz to się zgadza z hermetyzmem". Mam wrażenie ze to działa tylko w jedną stronę. Pytanie do tych co pracują z ciałem energetycznym czy ta "ciemna" energia w waszej praktyce ma jakieś konkretne odczucia, lokalizację, objawia się jakoś?
Ta rozmowa idzie w ciekawym kierunku. Chcę dorzucić coś z astrologii, bo Saturn, planety chtoniczne i aspetky związane z dwunastym domem to klasycznie obszar tej "ciemnej materii" w symbolice astrologicznej. Dwunasty dom to ukryte, niewidzialne, wyparte. Reguła hermetyczna nie jest aż tak naciągana jeśli się patrzy na astrologię jako na system, który opisuje energetyczną strukturę człowieka przez pryzmat kosmosu. Oczywiście to model, nie dowód.
Hmm, no tak, ale tu właśnie zaczyna się ta pułapka. Każdy system symboliczny jest na tyle pojemny, że "czarną materię" możemy wetknąć gdziekolwiek, Saturn, Kali, ain sof, muladhara, dwunasty dom. To nie znaczy że to nieprawda, ale skąd wiemy że mówimy o tym samym a nie o kilku różnych rzeczach które po prostu ładnie brzmią razem? Mnie jako praktyka interesuje konkret, czy ta praca z "ciemnością" w ciele daje jakieś mierzalne, powtarzalne efekty czy tylko subiektywne wrażenia?
Ja tu jestem nowy w tej tematyce ale to co pisze Blanka_D o tym "ciężarze" który nie jest przykry to mnie uderzyło bo dokładnie tak to czuję czasem przy medytacji. Że niby nic się nie dzieje ale jest gdzies takie... nie wiem, zakorzenienie? I zawsze myslałem ze to po prostu zmęczenie. A to może być coś więcej? Przepraszam jeśli głupie pytanie.
To co opisuje Franek05 to jest właśnie ta ziemska, chtoniczna energia, i w astrologii wiążemy to mocno z Saturnem i Koziorożcem ale tez z Plutonem który rządzi tym co ukryte, transformacyjne, "ciemne" w sensie duchowym. Ciekawe jest to połączenie między pracą z ciałem a tym kosmicznym wymiarem. Czy ktoś z was praktykuje coś w rodzaju "ziemskiej medytacji", wchodzenie w tę gęstość świadomie?
Dobra ale wracając do meritum bo troche nam sie to rozmywa. Tytuł watku łączy czarną materię z spirytualizmem. Spirytualizm to konkretny ruch, XIX-wieczny, seanse, duchy, mediumizm. jak to się ma do czakr i obsydianu? Czy tutaj chodzi o spirytualizm jako ruch czy ogólnie o duchowość? Bo to duża różnica i mam wrażenie że mieszamy kilka rzeczy.
kurcze, ja zawsze myslałem ze ciemnosc w ezoteryce to jets cos złego, demony, negatywne energie i tak dalej. A tu czytam ze to jest jakas matryca stworzenia, poczatek wszystkiego? to troche odwraca do gory nogami to co wiedzialem. Skąd pochodzi ta interpretacja, ze ciemnosc jest dobra albo neutralna?
Ja tam zawsze się bałam "ciemnych" energii i nigdy nie wchodziłam w to celowo. Ale to co pisze Blanka_D o Kali, to mnie trochę uspokaja. mam jedno pytanie czy ta praca z "ciemną energią" w ciele jest w ogóle bezpieczna dla kogoś kto dopiero zaczyna? Bo czytałam gdzieś że można sobie zaszkodzić jeśli się nie wie co się robi.
no tak, to jest chyba kluczowe pytanie w tej całej dyskusji. bo z jednej strony mamy piękne koncepcje o pierwtonej ciemności i makrokosmos/mikrokosmos, z drugiej praktyczna strona jest że część ludzi po takich eksperymentach zgłasza ciężkie stany, depresje, dezorientację. czy to efekt złego podejścia czy to właśnie ta energia którą "tknęli" za wcześnie? nie mówię ze to mit ale chciałbym zeby ktos z doświadczeniem to skomentował
Dobieslaw dotknął czegoś ważnego. W astrologii mamy to co zwą Saturnem i sprawcą cierpienia ale Saturn to też nauczyciel i strażnik. Wchodzenie w obszary ciemne bez przygotowania, bez zakotwiczenia, bez jakiegoś systemu który cię trzyma, to jest niebezpieczne nie dlatego że ciemność jest zła ale dlatego że jesteś nieuziemiony. Paradoks, prawda? Żeby pracować z ciemną materią bezpiecznie, musisz byc ekstremalnie zakorzeniony w ziemi, w ciele, w codzienności.
dziękuję, to trochę mnie uspokaja. Czyli rozumiem że samo zwykłe uziemienie to dobry pierwszy krok? Bo ja czasem chodzę boso po trawie i zawsze mi po tym lżej. Nigdy nie myślałam że to może być jakoś powiązane z tą ciemną energią, bardziej mi się wydawało że to po prostu relaks. A tu może to wcale nie jest tylko relaks?
Tak jest i tu sie pojawia problem który mam z tą całą dyskusją bo każde zwykłe ludzkie doświadczenie możemy teraz opisać jako "pracę z ciemną energią". chodzenie boso po trawie, siedzenie w ciszy, czucie ciężkości. to wszystko ma swoje znaczenie, ok ale skąd wiemy że interpretacja ezoteryyczna dodaje cokolwiek do samego doświadczenia? pytam serio, nie złośliwie
ja chyba wiem co czuje Gertrudaa z tym chodzeniem boso. u mnie podobnie działa trzymanie obsydianu ale to jets jakby mocniejsze, bardziej skupione. jakby ta sama energia ale przez punkt, nie przez całe ciało. nie wiem czy dobrze to opisuję
muszę się wtrącić w ten wątek z Dobie, bo mi się wydaje ze to pytanie o "co dodaje interpretacja" jest ważniejsze niż wygląda. w numerologii i runach mam podobnie, te systemy nie zmieniają samego zdarzenia ale zmieniają to jak na nie patrzysz i co z tym robisz. czy to "dodaje coś" do doświadczenia? dla mnie tak bo zmienia kierunek działania. ale rozumiem że dla kogoś to może być po prostu niepotrzebna nakładka.
czytam tę rozmowę od początku i mam pytanie może naiwne ale jednak. czy ta "ciemna materia" w ezoteryce to jest coś co jest w nas, czy coś co jest na zewnątrz i wchodzi w nas? bo różne posty sugerują różne rzeczy i trochę się pogubiłam. Blanka_D pisze o czuciu w ciele, Jaromir77 o symbolice astrologicznej, Zengui o systemach. to jest to samo?
Storczyk61 zadała właśnie pytanie które siedzi w środku tej całej dyskusji i nikt wprost go nie nazwał. i szczera odpowiedź jest taka że różne tradycje odpowiadają na to różnie. w tantrze to jest w nas i na zewnątrz jednocześnie, mikrokosmos i makrokosmos nie są oddzielone. w gnozie to jest raczej "materialna zasłona" która jest zewnętrzna i trzeba się przez nią przebić. w szamanizmie to jest przestrzeń z którą nawiązujesz kontakt. nie ma jednej odpowiedzi i to nie jest wada tych systemów, to po prostu różne mapy.
no i właśnie na tym mi zależy w tej rozmowie, żeby sprawdzić czy jest jakis wspolny mianownik. bo jak nie ma, to troche rozmawiamy obok siebie. co by było tym wspólnym mianownikiem dla was? bo dla mnie z zewnątrz wygląda to tak jakby każdy mówił o czymś swoim i tylko używał tego samego słowa
