Ostatnio dużo czytałam o ruchach religijnych w Afryce Subsaharyjskiej i nie mogę przestać się nad tym zastanawiać. Chodzi mi o te wszystkie kościoły niezależne, które wyrosły poza misjami europejskimi. Znacie te nurty? Aladura w Nigerii, Zion Christian Church w RPA, kościoły Kimbangistów w Kongo... Oficjalnie chrześcijańskie, ale kiedy patrzysz na rytuały to widzisz tam zupełnie inny świat. Pytanie jest takie: czy to jest synkretyzm, czyli takie sklejenie różnych tradycji, czy może Afrykanie po prostu odczytują chrześcijaństwo przez pryzmat własnej duchowości, która ma swoją zupełnie odrębną logikę? Bo to naprawdę dwie różne rzeczy i myślę, że ludzie często to mylą.
To jest bardzo dobre pytanie i znam je z własnych lektur. Ale chciałabym się upewnić, że dobrze rozumiem, co masz na myśli przez "inny świat" w rytuałach. Czy chodzi ci konkretnie o kult przodków, który pojawia się obok modlitwy chrześcijańskiej? Bo to jest ten element, który europejskich teologów zawsze najbardziej niepokoił. Mnie akurat bardziej ciekawi, jak sami wierni te kościoły definiują. Czy mówią o sobie jako o chrześcijanach, czy raczej jako o czymś odrębnym?
Kult przodków to jest klucz do całej tej rozmowy. W większości tradycyjnych religii afrykańskich przodkowie są pośrednikami między żywymi a siłami wyższymi. To nie jest demonizm ani politeizm w europejskim sensie. Kiedy te społeczności przyjmowały chrześcijaństwo, nie mogły po prostu wymazać tej warstwy, bo ona jest fundamentem ich rozumienia relacji z sacrum. Więc pytanie o synkretyzm jest trochę nieuczciwe, jakby pytać, czy ktoś mieszał herbatę z herbatą.
Ciekawe, że pomynieliśmy jeden wątek. Te kościoły powstawały też jako odpowiedź polityczna na kolonializm. Misje chrześcijańskie były powiązane z aparatem kolonialnym i Afrykanie to doskonale wiedzieli. Tworzenie własnych kościołów było formą odzyskiwania podmiotowości. Więc może pytanie nie powinno brzmieć "dlaczego mieszają tradycje", tylko "dlaczego ktokolwiek się temu dziwi"?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chciałem zapytać coś konkretnego. Czy w tych kościołach są jakieś elementy, które my w Europie nazwalibyśmy wprost magią? Mam na myśli coś w rodzaju zaklęć, odpędzania złych duchów, uzdrawiania przez dotyk? Bo słyszałem, że to jest dość powszechne i zastanawia mnie, jak to się ma do oficjalnej teologii tych wspólnot.
Czytam tę dyskusję i mam głupie pytanie, może nie na poziomie, ale naprawdę mnie ciekawi: czy te kościoły są dostępne dla kogoś spoza Afryki? Znaczy, czy można uczestniczyć w ich praktykach będąc Europejką? Pytam, bo ta mieszanka duchowości afrykańskiej i chrześcijaństwa brzmi jak coś bardzo... no, żywego.
Chcę się upewnić, że dobrze rozumiem rozróżnienie, które tu pada. Mówimy o dwóch różnych zjawiskach, tak? Z jednej strony kościoły niezależne zakładane przez Afrykanów jako autonomiczne wspólnoty z własną teologią. Z drugiej strony globalny pentekostalizm afrykański, który się rozlał po świecie. Czy one mają wspólne korzenie, czy to są oddzielne drzewa?
Słuchajcie, trochę zgubiłam się w tym wszystkim. Chcę zapytać o coś podstawowego. Mówimy o synkretyzmie jak o czymś, co wymaga wytłumaczenia albo usprawiedliwienia. Ale przecież całe chrześcijaństwo jest synkretyczne, nie? Wzięło z judaizmu, z religii greckich, z kultów misteryjnych... Dlaczego to samo w Afryce jest problemem do opisywania, a nie po prostu normalną ewolucją religii?
Czytam tę dyskusję z dużym zainteresowaniem. Chcę dodać jedną rzecz, bo myślę, że umykający jest tu wątek epistemologiczny. W wielu tradycjach afrykańskich nie ma ostrego podziału na sacrum i profanum, na naturalne i nadnaturalne. Cały świat jest przeniknięty siłami, duszami, związkami. To nie jest monizm w zachodnim sensie, ale coś innego. Kiedy te społeczności biorą chrześcijaństwo, nie wkładają go w pustą szufladę, tylko do systemu, który już ma swoją kosmologię. Czy ktoś zna termin "African worldview" w tym kontekście?
Dobra, ale czy ktoś może mi powiedzieć konkretnie, jak wygląda jedno takie nabożeństwo w kościele niezależnym? Bo czytam te wszystkie opisy i cały czas mam tylko abstrakcję. Co tam się naprawdę dzieje? Śpiewy, tańce, trans? I czy to jest jakoś niebezpieczne dla kogoś z zewnątrz?
No dobra, ale nikt mi nie odpowiedział. Jak wygląda to nabożeństwo od środka? Pytam konkretnie, bo chcę wiedzieć, czy to jest coś, co można zobaczyć na własne oczy, czy to jest zamknięte dla obcych.
Właśnie, ale to mnie prowadzi do pytania, które chyba kluczowe dla całego wątku. Jeśli formy są podobne do zielonoświątkowych, a treść teologiczna też jest chrześcijańska, to skąd w ogóle bierze się ta narracja o synkretyzmie? Czy to jest kwestia afrykańskich elementów kulturowych, czy naprawdę czegoś doktrynalnie innego?
hej, pytanie z innej strony bo nie wiem czy dobrze to rozumiem. Czy te kościoły niezlażne to jest coś osobnego od islamu w Afyrce? Bo słyszałam, że islam też ma tam dużo wiernych, to jak to jest z tym chrześcijaństwem, kto do czego należy?
Mam pytanie do Jadzi88, bo ona zaczęła ten wątek. Kiedy piszesz o "afrykańskiej duchowości" w tytule, masz na myśli coś konkretnego jako alternatywę dla słowa synkretyzm? Czy to jest świadomy wybór słowa, żeby uniknąć pejoratywnych konotacji, czy chodzi o coś innego?
Przepraszam, że wchodzę z czymś bardzo podstawowym, ale właśnie uświadomiłam sobie, że nie wiem, co znaczy "Legio Maria" z Kenii. To chyba nie jest to samo, co katolickie Legiony Maryi, które znamy z Polski? Czy to coś zupełnie innego?
Ale czy afrykańskie kościoły niezależne miały jakąś spójną odpowiedź na to pytanie o przodków? Bo z tego, co tu czytam, to jedne włączają kult przodków, a inne nowe ruchy pentekostalne go odrzucają jako diabelski. To wychodzi na to, że nie ma jednej "afrykańskiej" odpowiedzi.
Hej, trochę się pogubiłam w tym wątku. Czy w takim razie te kościoły to jest coś, co można samemu sprawdzić, tzn. czy istnieją gdzieś opisy ich nabożeństw w Polsce albo coś w internecie? Pytam, bo mam wrażenie, że czytamy o tym bardzo akademicko, a wolałabym zobaczyć, jak to wygląda.
a mnie ciekawi czy te koścołu mają jakiś kontakt ze sobą? Czy sa jakieś organizacją która je zrzesza? Bo jak ich jest tak dużo, to czy rozmawiają ze soba albo robią coś razem?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale co z kobietami w tych kościołach? Bo jak czytam o prorokach, uzdrowicielach, przywódcach, to ciągle są mężczyźni. Czy w tych niezależnych kościołach kobiety mają jakąś większą rolę niż w katolicyzmie na przykład?
Dobra, ale jak to porównać do czegoś bliższego? Bo my tu na forum też robimy rytuały przy chorobach, palmy świece, robimy rytuały ochronne. To jest zasadniczo inna rzecz niż afrykański uzdrowiciel, czy podobna logika?
A czy jest coś takiego, że ktoś należy do takiego kościoła niezależnego i jednocześnie do jakiegoś innego wyznania? Pytam, bo widziałam gdzieś wzmiankę, że część osób chodzi do kościoła katolickiego i do kościoła zielonoświątkowego równolegle. Czy to jest akceptowane?
I to chyba jest właśnie serce tematu, który Jadzia88 otworzyła. Bo jeśli zapytamy, czy to synkretyzm czy afrykańska duchowość, to może właściwa odpowiedź jest taka: to nie jest ani jedno, ani drugie jako kategoria zewnętrzna. To jest po prostu sposób, w jaki konkretni ludzie żyją religijnie, i nasze etykietki do nich nie przystają.
Właśnie to jest klucz, który gdzieś nam umknął w tej rozmowie. Kościoły niezależne to nie jest tylko kwestia teologii czy rytuałów. To jest kwestia władzy. Kto ma prawo interpretować Biblię, kto może zakładać kościół, kto decyduje, co jest ortodoksją. I Afrykanie powiedzieli: my.
a propos tych pieniedzy to czy w tych kosciolach niezaleznych sa jakies zasady dotyczace majatku kosciola? bo w katolicyzmie jest jakas struktura, diecezje itp, a jak to dziala jak kosciol zalozyl jeden czlowiek?
Zion Christian Church to jest ten kościół, gdzie wierni noszą te zielone mundury? Chyba widziałam zdjęcia z pielgrzymki wielkanocnej, tam podobno są miliony ludzi naraz.
I to pokazuje, że nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu wątku. Czy to synkretyzm, czy afrykańska duchowość, to zależy od której wspólnoty mówimy, z której strony patrzymy i co rozumiemy przez oba te słowa. ZCC jest innym zjawiskiem niż aladura, to znów inne rzeczy niż Harris Church z Wybrzeża Kości Słoniowej, gdzie założyciel chodził w białych szatach i chrzcił wodą morską.
A skąd wiemy tyle o Harrisie skoro działał ponad sto lat temu i nie miał za sobą żadnej zachodniej organizacji, która by to dokumentowała? Ktoś to zbierał czy to raczej tradycja ustna?
